Sobota, 17 sierpnia 2019

Feliks Koneczny: Państwo i prawo w cywilizacji łacińskiej cz. XIV

Opublikowano: 1 listopada 2016 10:11:50
Podziel się i skomentuj

Im bardziej jakie państwo jest cywilizacyjnie łacińskie, tym mniej w nim państwowości, bo tym większa część troski o sprawy publiczne przechodzi na obywatelskie samorządy. Nie wszystko atoli da się w nich pomieścić i nie do wszystkiego one zdatne; są takie sprawy, które same z natury rzeczy należą do rządu centralnego i przy nim pozostać muszą. Teoretycznie można by określić w tym wypadku rozdział kompetencji w ten sposób, że samorządom przyznać należy to, co w życiu publicznym jest organizamem, rządowi zaś oddać wszystko, co w państwie jest mechanizmem.

Gdyby zagadnienie państwa traktować po doktrynersku, można by mechanizmy porozdzielać pomiędzy samorządy w ten sposób, iż każdy z nich utrzymywałby dostosowaną do swych potrzeb część mechanizmu. Można by np., rozdzielić administrację pocztową lub podatkową na województwa. Byłoby jednak w tym wypadku za wiele rozmaitości, a mechanizmowi rozmaitość szkodzi. Kierowanie mechanizmami wymaga dużo czasu, energii, specjalnych zdolności i nawet specjalnego usposobienia; a przy tym każdy mechanizm potrzebuje nadzoru ciągłego, nieustannego, ażeby natychmiast dostrzec wszelką wadę. Organizm leczy się sam.

Lecz mechanizm wymaga naprawy z zewnątrz. Psuje się zaś bardzo łatwo, gdy nie ma nad sobą jednej zwierzchniczej ręki i to ręki koniecznie silnej.

Na jakości rządu centralnego zależy nam mniej, niż na samorządach. Nadmiar ministerstw stanowi kule u nogi; wprowadza chaotyczność. Państwu obywatelskiemu wystarczą cztery ministerstwa: spraw zewnętrznych, wewnętrznych, wojny i skarbu.

W państwie musi być przede wszystkim "nervus rerum" tj., skarb; zacznijmy więc od ministerstwa skarbu i od podatków.

W ostatnim dziesięcioleciu mówiło się głośno o tym, że trzeba zmienić i to radykalnie, nasz system podatkowy, lecz ciężkie czasy nie sprzyjają przeprowadzaniu wielkich reform itd. Nasuwa się uwaga, że więcej niż połowa ludności płacącej podatki, cieszyła się z tego, że reformy nie będzie, pełna obaw, żeby po reformie nie było jeszcze gorzej niż przedtem. Można psuć, i to na wielką skalę, i to pod pozorem, że się reformuje. Czasem lepiej trzymać się z dala od reform radykalnych. Często lepiej obrać drogę częstych naprawek i poprawek aż z nich i "całość się złoży". Byle tylko kierowali sprawą ludzie wiedzący dokładnie do czego dążą, żeby ich naprawki były współmierne, żeby wszystkie zmierzały do tego samego ładu. My wyznawcy cywilizacji łacińskiej (z etyką totalną), pragniemy oczywiście, żeby przy reformach wszelkich czynnymi byli tylko nasi współwyznawcy religijni, cywilizacyjni i narodowi.

W wyznaczaniu podatków nie zawsze decydują względy rzeczowe; pewnego rodzaju podatki są jałowe i wie się z góry o ich jałowości, lecz uprawia się je z wielką wrzawą dla popularności. Okłamuje się szerokie warstwy, przypuszczając naiwnie, że surowe opodatkowanie bogaczy wystarczy na utrzymanie państwa, i że mniej zamożni będą mogli być całkiem zwolnieni od płacenia podatków. Bywały w Polsce i za granicą ministerstwa finansów uganiające się za popularnością. W takich rządach, których celem jedynym jest utrzymanie się przy rządach, kwestia popularności góruje nad wszystkim. Nikt a nikt nie powinien być wolny od podatków.

Trzeba te kwestie postawić obok obowiązku powszechnej służby wojskowej. Kto nie ma z czego płacić podatku, nie powinien mieć głosu ani w związku zawodowym, ani w gminie, aż się dorobi na tyle, iż by na niego nałożono podatek.

Jeżeli się nie dorobi, jest niedołęgą, cóż więc po nim w życiu publicznym? Jeżeli zaś komu przez szczególny zbieg okoliczności tak wypadło, iż go poborca ignoruje, poradzi sobie poprostu, żeby nie tracić prawa głosowania. Zezna w urzędzie podatkowym coś takiego, co pociągnie za sobą opodatkowanie.

Musi się zerwać z fiskalizmem, tj., z zasadą: brać skąd się da i jak się da, byle zaraz! Pełny skarb przy zubożeniu społeczeństwa, to samobójstwo. Liczymy raczej na to, że samorząd rozszerzy podstawy dobrobytu narodowego. Zbytnie napięcie "śruby podatkowej" wiedzie do demoralizacji społeczeństwa.

Nie da się wyrazić cyfrą, ani nawet procentowo, od jakiej stawki poczynając podatek staje się zbyt wysoki. Im większy dochód, tym większy podatek staje się niedużym. Opodatkowanie musi tedy być tak obmyślane, żeby nigdy nie ubijać ochoty do przedsiębiorstwa. Progresywność podatków zajmuje statystów europejskich przeszło od 400 lat.

W Polsce znano to już za Zygmuta Starego. Sejm w Bydgoszczy w r. 1520 ustanowił aż 240 klas podatkowych pogłównego (na wojnę pruską), od 50 dukatów poczynając aż do jednego grosza od głowy. Zdawano sobie doskonale sprawę z tego, że wytrzymałość podatkowa zależy od stosunków dobrobytu.

Niektórzy doktrynerzy wysuwają z progresji podatkowej taki wniosek, że trzeba w klasach najwyższych podatek tak podnosić, ażeby nie opłacało się gromadzić bogactw ponad pewną wysokość, bo ponad nią cały dorobek szedłby na podatki. Wynaleziono tedy sposób, żeby nie było bogaczy! Obejść tę srogość fiskalną byłoby łatwo, a ministra finansów czakałoby rozczarowanie. Grube podatki od największych bogaczy stanowią bowiem krople w morzu wobec sum podatków płaconych przez tzw., klasę średnią.

Podobnież bezużytecznym okazał się podatek od zbytuku. Gdziekolwiek go zaprowadzono (w Polsce także), dawał dziesięć razy więcej roboty urzędnikom i kłopotów niż korzyści skarbowi. Zasadniczo zaś jak określić zbytek i jak go "przytrzymać" i po co? Jeżeli nie będzie uprawiać zbytku ten, kogo na to stać, nie pożywi się ubogi przy bogaczu, a niektóre rzemiosła upadną. Zapewne, stół z cytrynowego drzewa jest zbytkiem; lecz dobrze jest, że istnieje stolarz, który z tego żyje, a który także z tego płaci podatki.

Pewne źródła podatkowe są w cywilizacji łacińskiej niedpouszczalne. Przede wszystkim opłaty sądowe. Jako to? Wstęp przed oblicze Sprawiedliwości za opłatą?, a Sprawiedliwość będzie nachylać ucha dłużej takiemu, kto może dłużej płacić?

Niemoralnym jest podatek lokatorski. Podatek należy się od dochodu: czyż dach nad głową stanowi dochód? Jeżeli zaś kto rozporządza dochodami na obszerniejsze mieszkanie, toć dochody te już zostały opodatkowane. Zamiłowanie do lepszych mieszkań świadczy o skłonnościach domatorskich, jest więc przejawem dodatnim, wielce pożądanym. Z budowy domów i urządzeń mieszkań żywią się wszystkie rzemiosła. Miałyby one w Polsce obrót dziesięciokrotnie większy, gdyby nie to, że znaczna (niestety bardzo znaczna) większość ludzi poprzestawać musi na jednym pokoju z kuchnią, a nawet tylko na stancji z piecem kuchennym.

Propagujemy przy każdym związku zawodowym stowarzyszenie współdzielcze celem budowy małych domów co najwyżej sześciopokojowych. Oprzeć je nietrudno na kredycie amortyzacyjnym. Jeżeli dom taki nie daje dochodu, winien być wolny od podatków. Własna nieruchomość podnosi właściciela nie tylko ekonomicznie, lecz zarazem moralnie. Cywilizacja łacińska zmierza do tego, by proletariusze stawali się posesjonatami, a nie odwrotnie.

Jak najniemoralniejszym jest podatek od dziedziczenia pomiędzy rodzicami a dziećmi i pomiędzy rodzeństwem. Własność przechodząca na dzieci, nie zmienia bynajmniej właściciela, gdyż rodzice krzątali się, zapobiegali i oszczędzali właśnie dla dzieci. W cywilizacji łacińskiej wszelka własność jest faktycznie własnością rodzinną. Nic to nie zmienia przez następstwo dzieci po rodzicach, lecz dokonuje się zmiana formalna, przewidywana od samego początku. Dla tej właśnie zmiany pracowało się. Nasza cywilizacja opiera się na ciągłości pracy z pokolenia w pokolenie i na tradycjach rodzinnych.

Doktrynerzy domagają się, żeby znieść w ogóle dziedziczenie, godzą z całą świadomością w instytucję rodziny, i pragną zarazem upadku cywilizacji łacińskiej. My jednak dążyć musimy do tego, by ułatwiać rodzicom rozwój pod każdym względem.

Gdyby założyć towarzystwo mające na celu zniesienie tego podatku, służyłoby ono doskonale za punkt zaczepienia dla akcji ogólnej obrony cywilizacji łacińskiej. Rodziny zrozumiałyby dokładniej, czym są dla cywilizacji i tym samym zamieniałyby się w fortece prawdziwej polskości.

Obok podatków etycznie niedopuszczalnych istnieją źródła dochodów, które nazwijmy niefortunnymi, bo nie prowadzą do celu. Doświadczenie wykazało, że państwo nie może być ani przemysłowcem, ani kupcem. Ile fabryk rządowych, tyle...dziur w budżecie; im prędzej się ich pozbędziemy, tym lepiej dla skarbu państwa. Pospieszajmy również ze zniesieniem monopolów tytoniowego, spirytusowego i zapałczanego. Ileż przedsiębiorczości społecznej marunuje każdy monopol? O jakimkolwiek "upaństwowieniu" kopalń nie może być mowy, bo czyż pragnąć upadku ich? Jedynym zakładem przemysłowym w ręku państwa pozostanie mennica.

Feliks Koneczny: Państwo i prawo w cywilizacji łacińskiej cz. XIV

W państwie, którego państwowość tu projektuję, istnieją dwa budżety: społeczno-samorządowy i państwowy. Tamten składa się z dwóch nierównych części: z drobnego stosunkowo budżetu związków zawodowych przymusowych i ze znacznie większego zrzeszen terytorialnych. Układa się budżet od dołu w górę. Jednostkę budżetowania stanowi województwo; zasadą jest, że dochody pewnego województwa z budżetu społecznego przeznaczone są na potrzeby tegoż województwa, na jego własne potrzeby.

Projekt budżetów obu samorządów układa komisja składająca się z siedmiu członków; prezesowie obydwóch Wielkich Wydziałów i po jednym delegacie (z wyboru) od każdego Wydziału, tudzież trzech wojewodów wyznaczonych przez zjazd wojewodów. Projekt ten przedstawia się do uchwalenia sejmowi społecznemu.

Minister finansów ma prawo wglądu w przygotowany projekt i może założyć protest, gdyby sądził, że równowaga budżetowa może być naruszona. Natenczas Wielki Wydział gospodarczy deleguje dwóch znawców (skądkolwiek) i ministerstwo dwóch (również bez ograniczenia wyboru czymkolwiek) a ci czterej dobierają sobie piątego. Wysadzona w ten sposób komisja rozstrzygnie zachodzące wątpliwości i wskaże gdzie i w czym wydatki zmniejszyć. Orzeczenie jej obowiązuje tylko na jeden okres budżetowy.

Równocześnie ministerstwo finansów układa projekt budżetu rządowego, który będzie przedstawiony do uchwalenia sejmowi ziemskiemu. Tu ma prawo wglądu prezes Wielkiego Wydziału gospodarczego, a gdyby mniemał, że równowaga budżetu jest zagrożoną, nastąpi wybór komisji całkiem analogicznie, jak powyżej.

Każdy z sejmów ma prawo do poprawek w budżecie; lecz nie może wstawiać wydatków nowych, ani też podwyższać ogólnej sumy budżetu.

Z zestawienia budżetów wynika, jaki procent dochodów skarbowych wypada na dwa lata rządowi, a jaki samorządom.

Pobór podatków jest sprawą rządową. System potrzebnego do tego aparatu urzędniczego musi jednak otrzymać aprobatę sejmu ziemskiego. Administracja podatków podlega już ministrowi.

Podatki wpływają z gmin i powiatów do urzędów podatkowych w miastach wojewódzkich. Rada wojewódzka ma prawo dokonać kontroli przez wyznaczonego do tego delegata. W każdym mieście wojewódzkim następuje rozliczenie procentowe, ile z wpływów podatkowych przechodzi do kasy wojewódzkiej, reszta zaś pozostaje do dyspozycji ministra finansów. Kancelaria wojewody dokonuje rozdziału pomiędzy związki zawodowe i powiaty; rady powiatowe odsyłają gminom ich należności. Klucz do rozdziału uchwala się co dwa lata w radach wojewódzkich i w radach powiatowych.

Pod władzą ministra skarbu pozostają poczty, telegrafy, linie kolejowe, przychodzące przez więcej niż dwa województwa. Należy dążyć do tego, by wszystkie inne koleje żelazne zamienić w przedsiębiorstwa prywatne. Będzie o to trudno, toteż ministerstwo będzie na długo jeszcze obarczone nadmiarem kolei i kolejarzy. Pomimo to nie można dopuścić do osobnych ministerstw kolei lub poczt; nie uwzględniajmyż tych śmieszności! Były to prezenty dla drugorzędnych politykantów,. Nam chodzi o znawców. O wiele większe jest prawdopodobieństwo, że szefami poczt i kolei w ministerstwie skarbu zostaną znawcy.

Zarobkowe autobusy, automobile, telefony i radio pozostawmy wolnej konkurencji prywatnej przedsiębiorczości. Cały ich personel musi składać się z członków zawodowych organizacji przymusowych (najlepiej wprost z cechów), a zatem będzie chrześcijańskim i polskim.

Gdyby koleje państwowe lub poczta dawały deficyt trzeba by mechanizmy te przekazać prywatnym przedsiębiorstwom. Niedawno temu kwitnęła instytucja nielegalna "frachciarzy", którzy posyłki pocztowe załatwiali taniej i szybciej niż "urząd pocztowy"; prywatne zaś linie autobusowe zamykano dlatego, ponieważ robiły konkurencję kolejom państwowym; a zatem oba te działy przewozu mogłyby być tańsze, a jednak dochodowe. Jeżeli nie przysparzają państwu dochodu, po co państwo nimi się zajmuje? W okolicznościach szczególnych (mobilizacja) może cały przewóz być zmilitaryzowany w ciągu jednej doby.

Funkcjonariusze pocztowi i kolejowi nie są urzędnikami państwowymi, ich biura nie są bynajmniej urzędami. Wszyscy są przymusowo członkami własnych ubezpieczalni i własnych zrzeszeń emerytalnych, które są instytucjami prywatnymi.

Ustanawianie taryf kolejowych i pocztowych należy do ministerstwa. Wielki Wydział gospodarczy wyraża jednak swą opinię przed każdym sejmem społecznym o taryfach tak państwowych, jako też przedsiębiorstw prywatnych.

Przejdźmy do najlepszego klienta ministra skarbu, jakim jest ministerstwo wojny.

Zbytecznym byłoby wywodzić, że należyte wyposażenie armii stanowi pierwszą troskę państwa i najpierwszy obowiązek społeczeństwa.

Od dość dawna omawianym bywa zagadnienie, czy nie należałoby powrócić do wojsk ochotniczych, werbunkowych, do żołnierza zawodowego. Przemawia za tym wiele danych, lecz zachodzi pewne ryzyko: kto by się spóźnił z przeprowadzeniem tej zmiany, byłby panem nad wszystkimi! Werbunek ochotników wydałby co najwięcej czwartą część armii dzisiejszej. Dobrze byłoby, żeby się zmniejszyły procentowo wszystkie armie świata, lecz wszystkie, nie wyłączając...japońskiej. Powtarzam, że miałby wszystkich w ręku, kto by się spóźnił z przeprowadzeniem tej zmiany.

Natomiast za postanowieniem powszechnej obowiązkowej służby wojskowej przemawia wzgląd na wyrobienie obywatelskie. Obowiązek stanowi w cywilizacji łacińskiej pomost do nabywania praw. Z tego względu instytucja powszechnej służby wojskowej posiada wielki walor moralny.

Gdy runą państwa zbójeckie, można będzie liczyć na pokój długotrwały. Prawdopodobnie wzajemne konwencje wojskowe zezwoliłyby też na znaczne oszczędności.

Historia poucza, że armia danego państwa musi być dość liczną, by obsadzić granice. Musi być zachowany stosunek między rozległością granic a ilością wojska, co bywa nieraz problemem nader ciężkim. Uboga, bardzo uboga Polska, ma granice długi...i na to nie ma rady.

Wojna zamieniła się w maszynową. Stałego żołnierza pod bronią wystarczy ilość stosunkowo nieznaczna; z niedużych kadr wystawia się w ciągu sześciu tygodni olbrzymie armie. Koszty utrzymania żołnierza podczas pokoju mogą opadać, lecz będą rosły koszty sprzętu. Nacisk spoczywa coraz bardziej na inżynierii wojskowej, w której dokonuje się specjalizacja na coraz więcej rodzajów. Wielu techników zapragnie się poświęcić inżynierii wojennej.

W pierwszych latach po zakończeniu ninijeszej wojny wojsko będzie się zdawało niepotrzebnym, bo nic nie będzie grozić pokojowi. Przygotowanie jednak sprzętu i wojskowej inżynierii wymaga tyle czasu, iż tego nie będzie można zacząć dość wcześnie.

Ze sprawą armii łączy się sprawa przemysłu wojennego, pośrednio dotycząca całego tzw., grubego przemysłu. Państwo okazało się fabrykantem nader lichym, nie umiejącym kalkulować, nie celującym w towaroznawstwie, a czy można mieć nadzieję, że fabryki sprzętu wojennego stanowiłyby wyjątek? Inżynieria polska ma przed sobą wielkie zadanie, żeby polski sprzęt wojenny pochodził z polskich fabryk.

W sprawach wojskowych trzeba będzie przyjąć za prawidło, żeby czasu pokoju nie było generalissimusa, żadnego "wodza". Dopiero w chwili stanowczej, na bezpośrednią potrzebę wojenną, zamianuje go Głowa Państwa. Oby minęły przynajmniej trzy pokolenia do najbliższej takiej nominacji.

Ministerstwo wojny jest jedyną dykasterią, w której posady mają zajmować oficerowie. Liczni znajdą umieszczenie przy sprzęcie i przy intendenturze; wielu inżynierów wstąpi do wojska dla takich posad właśnie. Rozumie się samo przez się, że w całej armii i we wszystkich jej odgałęzieniach będą zajęci sami tylko Polacy chrześcijanie.

Rozmiary i zakresy prac ministerstwa wojny będą zależały od wielu zmian jakie nastąpią po wojnie. Nowa mapa winna być nakreślona w ten sposób, iż byśmy mogli przystąpić poważnie przynajmniej do jakiegoś wstępnego rozdziału pacyfizmu.

Z tym ideałem ma się rzecz podobnie, jak z parlamentaryzmem. Narobiono głupstw, nie umiano znaleźć właściwej metody, a gdy robota szła skutkiem tego na marne, wysnuto wniosek, że to się zrobić nie da. Polska będzie musiała zająć się tym problemem poważnie, może nawet wypadnie jej stanąć na czele ruchu pacyfistycznego. My bowiem potrzebujemy po tylu wojnach i klęskach przynajmniej stu lat pokoju na ziemiach polskich, żeby wykolejony nasz rydwan wprowadzić na nowo w koleiny ciągłości historycznej. Im więcej Polska pozyska warunków do potęgi, tym bliższym będzie jej ten wielki problem, mieszczący się bezwarunkowo w istocie etyki totalnej, w ideałach cywilizacji łacińskiej.

Nie dozwólmy mieszać pacyfizmu z antymilitaryzmem. Najgorliwsze zabiegi i pokój nie zwalniają z obowiązku, żeby posiadać potężną armię.

Potęga Polski zawisłą będzie od długości jej wybrzeży morskich. Zagadnienia polityczne łączą się ściśle ze sprawami wielkiego handlu międzynarodowego, a ten dostępny jest tylko tym, którzy mają dogodny dostęp do oceanów.

W naszym czasach każdy dyplomata powinien zanć się na tych sprawach, a minister spraw zewnętrznych powinien być zarazem ministrem handlu. Gdyby nie komplikacje handlowe, ministerstwo byłoby dziś łatwizną, gdyż wyjątkowo tylko mogą powstać wątpliwości co do polityki zagranicznej w zakresie ściśle politycznym. Natomiast interesy gospodarcze komplikują się coraz bardziej. Mówi się dużo o samowystarczalności, a w rzeczywistości popadamy z roku na rok w coraz większą wzajemną zawisłość. W ministerstwach spraw zewnętrznych słucha się caraz częściej, co powiedzą wielcy kupcy i przemysłowcy. Oby nam ich nie zabrakło! W każdym razie ministerstwo to (jeżeli chce spełniać swe zadania) będzie musiało pozostawać w stałej łączności z Wielkim Wydziałem samorządów gospodarczych.

Prawdopodobnie powstanie z tego jakaś nowa instytucja, której zakres trudno dziś przewidzieć. Handel wewnętrzny nie potrzebuje żadnego ministerstwa wobec kompetencji zawodowych związków kupieckich.

Generalne konsulaty będą znaczyły więcej od ambasad. Obecne formy uprawiania polityki zewnętrznej są już przeżytkami, i to od dość dawna. Nikt nie bierze na serio tej "reprezentacji" w czasach, kiedy można otrzymywać instrukcje z centrali z godziny na godzinę, a radiem można by urządzić na poczekaniu zlot ambasadorów samolotami. Koniec w ogóle starej dyplomacji! Od lat trzydziestu mnożą się publikacje, wprowadzające nas w te warstwy. Publikowane coraz częściej raporty dyplomatyczne "ściśle poufne" (stanowiące zapewne dumę swych autorów) wzbudzają wzruszenie ramion, a typową cechą dyplomaty stało się, zę sobie wcale nie zdaje sprawy z tego, co się koło niego dzieje. Niechaj ustępują miejsca tym "rzeczoznawcom", których dotychczas trzymano na uboczu.

W państwie obywatelskim i autonomicznym ministerstwo spraw wewnętrznych staje się apolitycznym; wszystko bowiem, z czego robiło się "politykę" przechodzi na samorządy, w których również nie będzie miejsca na polityczne wyścigi.

Zniknie i przepadnie cały szereg zajęć urzędowych, gdyż państwo obywatelskie nie będąc wścibskim, będzie miało bez porównania mniej "dyend". Przytoczę niektóre dla przykładu. Obejdziemy się doskonale bez paszportów i specjalnych "dowodów osobistych" i bez meldunków itp. Prywatne biura adresowe powstaną w każdym większym mieście; na ogół książka adresowa telefonów oddaje usługi pewniejsze niż chromające biura adresowe pogmatwanych urzędów "ewidencji ludności". Meldunki są przeżytkiem państwa policyjnego; kartoteki zaś podejrzanym wielce co do czystości intencji środkiem rządu zalęknionego. Wylegitymować się można rozmaicie i jak najdokładniej, nie posiadając kartonika urzędowego, który potrzebny jest prawdziwie tylko do tego, żeby do niego doczepiało się kilkaset kancelarii.

Przeżytkiem jest również zakaz posiadania broni; w państwie obywatelskim nie będzie rządzicieli, którzy by drżeli przed współobywatelami. Zakaz ten szkodliwym jest bardzo ze względu na publiczne bezpieczeństwo i podtrzymuje niepotrzebnie drugie kilkaset biur. Wolny obywatel wolnego państwa nie ma prawa posiadać broni? Zakaz taki może wyjść tylko od sądu, przy wyrokach w sprawach karnych.

Ile roboty dla przerozmaitych urzędników przy nadawaniu odznak i orderów! Opinie, wywiady, przewiady i zwiady na wszystkie strony! Państwo obywatelskie zniesie te igraszki, z których łatwo zrobić użytek bardzo zły. Nie będą też potrzebni urzędnicy do regulowania ważnej kwestii, kiedy sklep otwierać, a kiedy zamykać i do całego szeregu również "poważnych" zajęć.

Ministerstwo spraw wewnętrznych ma być ministerstwem egzekutywy. Jego obowiązkiem wyegzekwować posłuszeństwo wszelkim uchwałom wszelkich władz w całym państwie, za pomocą korpusu egzekutorów, tj., wykonawców, urządzonego paramilitarnie. Byłby to korpus z początku znaczny (kilka tysięcy osób), lecz zmniejszający się coraz bardziej, gdyż niepoddawanie się uchwałom i wyrokom będzie się stawać coraz rzadszym, aż wreszcie jakimś zjawiskiem wyjątkowym.

Korpus egzekutorów musi być rozpostarty po całym kraju, żeby w każdej wsi egzekwować w razie potrzeby wykonanie uchwały rady gminnej, zaległość podatkową lub wyrok sądu gromadzkiego. Sieć ich musi być gęsta na tyle, żeby można było łatwo zwołać kilku do wspólnego zabiegu. Mogą otrzymywać zlecenia od każdej władzy, a wykonanie ma być wymuszone jak najprędzej, w zasadzie natychmiast po otrzymaniu zlecenia. Biurokratyzm musi być z funkcjonowania tego korpusu wykluczony.

Szczegóły urządzenia korpusu egzekutorów zależeć będą od ludzi i okoliczności. Zadanie jest niełatwe i połączone z nadzwyczajną odpowiedzialnością, lecz jakżeż wdzięczne! Jest doprawdy godne ministra.

Korpus ten, raz należycie urządzony nie będzie potem dostarczać ministerstwu dużo zajęcia. Chodzi o to, żeby mechanizm raz zmontować i dobrze dokręcić.

A starostwa i starostowie? W tym państwie obywatelskim brak dla nich zajęcia, nie byliby do niczego potrzebni. Usuniemy ich do prowincji, w których prawa obywatelskie będą musiały być ograniczone (o czym w następnym rozdziale). Ministerstwo spraw wewnętrznych ma bowiem być władzą nad ludnością niepolską.

Takie są "dnie i roboty" czterech ministerstw: spraw wewnętrznych, zewnętrznych, wojskowych i finansów.
Każdy z nich z osobna jest mianowany, zwalniany lub usuwany przez Głowę Państwa. Odpowiedzialni są przed Głową państwa i przed sejmem ziemskim.

Nie ma premiera. Wspólnym posiedzeniom przewodniczy, kogo do tego wybiorą, lub też najstarszy wiekiem. Powstanie nowego ministerstwa lub wyznaczenie osobnego premiera bez teki wymaga uchwały sejmu walnego. Oto jest rusztowanie proponowanej przeze mnie państwowości polskiej.

Pozostaje mi jeszce tylko nakryć to rusztowanie Głową państwa. Prezydenta wybiera sejm walny na lat dziewięć.

Czy Polska ma być republiką czy monarchią? Zasadniczo jest to obojętne. Rozmaite okoliczności przemawiają za tą lub tamtą formą (boć to tylko forma). Ostatnich trzynaście lat naniosło niemało argumentów przeciwko republice. Monarcha dziedziczny nie będzie urządzać rozmaitych krętactw, by się utrzymać na naczelnym stanowisku; odpadną krecie roboty współzawodników i podział łupów, rozdział państwa pomiędzy zwolenników. Przyzwoitość publiczna powróci na swoje miejsce - powiadają sobie Polacy, a to jest argument bardzo ważki. Przybył równocześnie argument taniości; wszystkie bowiem fety i festyny wszystkich dworów monarszych w Europie nie kosztowałyby tyle, ile wydano w republikańskiej Polsce na publiczne uroczystości i galówki dwu- i trzydniowe. Byłem republikaninem, zrobiono mnie monarchistą; może nie mnie jednego?

O republikę i monarchię podzielimy się na stronnictwa. Oby jak najprędzej! Jeżeli Polska miałaby być monarchią, sejm walny dokona wyboru dynastii. Teraz zaś zaproponuję coś, z czym pozostanę prawdopodobnie całkiem osamotnionym: jestem za Piastem.

Argumentacja wymagałaby całej broszury. Ponieważ państwo w cywilizacji łacińskiej może być republiką również dobrze jak monarchią, temat o króla nie należy do zakresu roztrząsań niniejszego dziełka. Nie mylę się zapewne tusząc, że nawet najwięksi przeciwnicy tronów pragną gorąco, byśmy mogli jak najprędzej spierać się o to i tworzyć stronnictwa. Monarchia dziedziczna, raz proklamowana, może trwać wieki, póki królowie będą mężami godnymi korony; gdy tymczasem co dziewięć lat będzie się powtarzać wybór prezydenta, a zatem co dziewięć lat kwestia monarchii może się stawać aktualną.

Pozwalam sobie tylko na jedno pytanie: co by powiedziano, gdyby kto zaproponował cudzoziemca na prezydenta Rzeczypospolitej? Byłoby osłupienie! Ja zaś dziwię się, że można nie chcieć cudzoziemca na Głowę państwa na dziewięć lat, lecz chcieć na dożywocie!!!

Podziel się i skomentuj