Czwartek, 18 lipca 2019

Feliks Koneczny: Państwo i prawo w cywilizacji łacińskiej cz. XVII

Opublikowano: 23 listopada 2016 16:51:33
Podziel się i skomentuj

Jak podać definicję prawa, skoro wyraz ten posiada tyle znaczeń!

Można mieć prawo do czegoś, czego prawo wręcz odmawia; tj., może się coś należeć według wszelkiej słuszności, ale i przeciwi się temu prawo pisane, obowiązujące lex lata; a zatem prawo może być w sprzeczności ze słusznością, z etyką, czyli po prostu może być bezprawiem. Bywają nawet takie czasy, iż bezprawie staje się regułą, a zawsze jest odziane w szatę prawa. Słownik prawniczy mieści w sobie prawość, prawność, prawniczość, bezprawność i bezprawie. Ponieważ zaś jurisprudentia wymaga nieprzerwalności prawa, więc prawnik ustawi w szereg wszelkie prawo i prawem staje się choćby zniesienie wszelkiego prawa. Definicja musi objąć to wszystko, cały ten taniec prawa wraz z maskaradą, wszystkie dodatnie i ujemne strony prawniczości i prawnictwa, musi pomieścić w sobie tak prawo kroczące w parze z prawością, jako też pogrążone w nieprawości, bo ono także jest prawem. W określeniu muszą się zmieścić tak oderwane strony prawa, jako też paragrafiarstwo. Niejeden prawnik powie zresztą, że właściwie to dopiero jest prawem, co jest zakute w paragrafy. Wobec tego definicja nie może wypaść górnie.

Prawo jest to system nakazów i zakazów, ustalający stosunki ludzkie. Gdzie są prawa, tam zachodzi przewidywanie, toteż trwałość jest nieodzownym przymiotem prawa. Inaczej nie zdołano by ustalić stosunków ludzkich, a bez stałości warunków bytu nie da się bytu urządzić. Prawo jest tedy ciągłe i obowiązuje stale bez jakichkolwiek przestanków, bez pauz. Prawo bywa z reguły wydawane na czas nieograniczony, z domniemaniem, że na zawsze. Gdyby nie to stosunki ludzkie byłyby wciąż zależne od przypadku i byłyby tylko przygodnymi, a nie ustalonymi.

Bez domniemania, że prawo jest czymś stałym, ogarniającym całą przyszłość, nie byłyby się mogły wytworzyć żadne zrzeszenia ludzkie. Toteż wyjątkowo tylko wydaje się prawa na czas ograniczony, z oznaczonym terminem, a stanowi to właściwość przepisów tylko drugorzędnych.

Prawo nie obejdzie się bez sankcji prawnych. Jest to przymus przeciwko nieposłusznym.

Nakazy i zakazy mają genezę dwojaką. Mogą pochodzić z dobrowolnego porozumienia interesowanych celem obrony ich interesów, lecz bywają tekże narzucone interesowanym przez jakiś czynnik zewnętrzny, dysponującym przymusem.

Nazwijmy te dwa rodzaje: prawem wyłonionym i narzuconym. Prawo narzucone okazuje zaś (wnosząc z doświadczenia) trojakie odmiany: może powstawać z życzliwości dla interesowanych: może być zgoła obojętne dla ich interesów, tkniętych przygodnie z przyczyn dalekich od wglądu w te interesy; nadto może być wprost nieprzyjaznym dla interesowanych i układanym umyślnie, by szkodzić ich interesom.

Niektórzy poprzestają na stwierdzeniu, jako prawo jest przejawem siły. Prawo nie obejdzie się bez sankcji, ani sankcja bez siły, łatwo więc o pokusę do wnioskowania opacznego. Wszelkie prawo byłoby tedy właściwie prawem silniejszego, a gdy przyjdzie jeszcze silniejszy, powstanie automatycznie nowe prawo według jego woli.

Bywa tak, lecz co to jest za prawo, i czy można przyjąć naukowo, że stanowi to istotną praw cechę? Z faktu, że siła może dyktować prawo, nie wynika wcale, żeby prawem miało być tylko to, co jest przejawem siły. Wśród rozmaitych rodzajów prawa jest i taki, ale to chorobliwy nowotwór. Nie można uznać prawa za igraszkę sił fizycznych, ażeby zniknęła wszelka powaga, żeby została tylko pięść. Kto bowiem uznaje, że prawo jest wynikiem siły, ten w konsekwencji uznaje prawo pięści. Nie można uważać za prawo do nadużycia prawa.

Toteż musi się odróżniać "mala in se" od "mala, quia prohibita". Znaczy to, że mogą być rzeczy i sprawy, które są prohibita, lecz wcale nie mala. Zakazanym może być samo nawet Dobro. Działanie zaś terroru ocenił już św. Augustyn w te słowa: "Qui ex timiore facit praceceptum, aliter quam debeat facit et ideo iam non facit".

Prawo może być tedy dobroczynne i złośliwe, pożyteczne, szkodliwe nieświadomie, lecz świadomie może być złem umyślnym. Jak w tym wszystkim doszukać się czegoś wspólnego?

Jakimkolwiek jest prawo, zawsze nakłada odpowiedzialność. Wobec prawa nieprzyjaznego interesowanym, ci interesowani są odpowiedzialni za to, żeby postępować zgodnie z prawem tj., szkodliwie przeciwko sobie. Zło prawem usankcjonowane zakazuje czynić dobrze i pociąga do odpowiedzialności za postępowanie zgodnie ze słusznością.

Poczucie odpowiedzialności jest zaletą najwyższej wartości moralnej, ponieważ istnienie prawa na niej się opiera, a zatem prawo byłoby największą szkołą tej cnoty, gdyby samo prawo zawsze było cnotliwe. Jeżeli bezprawie stanie się prawem, czy brać na siebie odpowiedzialność za posłuszeństwo prawu jakimkolwiek ono jest, czy też raczej bywa się odpowiedzialnym za to, że się robi dobrze wbrew prawu, naruszające prawo? Ludzi uczciwi słuchają złych praw tylko pod groźbą przymusu, i to nawet ze znacznym ograniczeniem; są wypadki, że ponosi się śmierć za nieposłuszeństwo prawu i ponosi się ją chętnie. W Polsce wypadki tego rodzaju są nawet pospolite...A zatem bywają takie komplikacje z prawem, iż jest się moralnie odpowiedzialnym w kierunku przeciwnym, żeby przeciwić się prawu.

Miewa się prawo do burzenia prawa; co więcej, ma się obowiązek opozycji.

Tak dalece prawo rozwinęło się w istną dziedzinę kołobłędu.

Gdy dochodzi do tego, że jest się odpowiedzialnym za zrzucanie z siebie odpowiedzialności, natenczas kurczy się dziedzina poczucia odpowiedzialności. Jeżeli stosunki tego rodzaju trwają dłużej, a obejmują znaczne dziedziny życia, natenczas musi po pewnym czasie nastąpić z tego skutek taki, iż poczucie odpowiedzialności będzie coraz bardziej słabnąć i będzie się raptownie zmniejszać ilość osób, rozumiejących wartości i godność tej zalety, która staje się cnotą publiczną, gdy jest praktykowana dobrowolnie.

Dobrowolność prawa narzuconego?

Odpowiedzialność narzucona?

Feliks Koneczny: Państwo i prawo w cywilizacji łacińskiej cz. XVII

Poczucie odpowiedzialności szerzy się i doskonali tylko przy prawie wyłonionym, przy narzuconym ginie.
Prawo prawu nierówne; może przyczyniać się do pomnażania cnót lub hodować zbrodnię, przewrotności, zakłamanie. Skoro prawo może mieć skutki dodatnie lub ujemne, należy stwierdzić, że istnieje prawo dwojakie: dodatnie i ujemne. Ujemnym jest wszelkie prawo, narzucające odpowiedzialność na korzyść zła.

Dobro i zło nie są pojęciami prawnymi, lecz etycznymi. Prawo staje się nieuchwytnym w swym kołowaniu; chcąc je osadzić, musimy uciec się do środków pomocniczych spoza prawa. Nie wybrniemy z zawikłań, powodowanych prawem nieprawości, nie zdołamy zbudować teorii prawa, jeżeli nie wciągniemy etyki w całe zagadnienie.
Prawo musi być rozważane i osądzane ze stanowiska moralności, albowiem winno być służką etyki.
Możliwość używania prawa ku bezprawiu stanowi dowód wolnej woli ludzkiej.

Człowiek może wszystkiego używać na dobre i złe; nie ma rzeczy tak dobrej, z której nie zdołałby zrobić narzędzia zła. Prawo i bezprawie mieszają się najzupełniej prawnie, ilekroć człowiek tego zapragnie. O jeden dowód wolnej woli więcej.

Parodia prawa nazywa się także prawem! Gdybyż prawne bezprawie było czymś rzadkim, czymś wyjątkowym! Skoro atoli zajmuje ono w dziedzinach prawniczych miejsca dużo, a coraz więcej, skoro są w Europie kraje, w którym prawem obowiązującym jest już niemal samo tylko bezprawie, nasuwają się poważne wątpliwości, czy używanie tego samego terminu dla rzeczy i spraw wręcz sobie przeciwnych i wykluczających się wypada tolerować nadal. Utrudnia się przez to należyte wyrażanie myśli, i traci się czas na wyjaśnienia, co w danej chwili rozumiemy przez "prawo"; czy ma to być na prawo czy na lewo? Trzeba raz wreszcie powiedzieć wyraźnie, że uznajemy za prawo tylko to, co zgodne jest ze słusznością, a "prawo" niesłuszne nie jest prawem. Na ten dział ustawodawstwa trzeba osobnego terminu. To wszystko, co jest nikczemnym podszywaniem się pod prawo, będzie w tej książce nazywane "blumizmem".
Wszelkie działania człowieka - uczciwego i rozumnego - winno mieć na celu, żeby powiększać sumę dobra, a pomniejszać ilość zła; torować ścieżki dobru, a utrudniać drogę złu.
Celem prawa również służba dobru, a zatem najbliższym jego celem zwalczanie blumizmu. Prawo nie tylko nie może być złączone w jedną całość z blumizmem, lecz winno blumizm tępić. Tego dotychczas niestety nie czyniło; co gorsza, przyczyniało się do hodowli tego chwastu prawniczości.
Filozofia prawa dotrze zapewne do tego, żeby prawniczość była li tylko narzędziem prawości.

Trzeba nam zbadać stosunki prawa do etyki, do słuszności, roztrząsać źródła prawa, genezę jego i następne formy rozwojowe, a pytać o prawa wieczyste i powszechne, o prawo natury, o uprawnienie do stanowienia praw itd., słowem, określić uprawnienie prawodawstwa, jego metody i cele. Cały ten szeroki zasięg pracy oby dojrzewał w służbie Prawdy w towarzystwie wszystkich innych nauk, z których każda w swym zakresie również zmierza do tego samego ideału.

Podziel się i skomentuj