Sobota, 17 sierpnia 2019

Węcki: I Salomon by się tego nie powstydził!

Opublikowano: 25 lipca 2017 09:01:45
Podziel się i skomentuj

Im dłużej słucham wszelkiej maści polityków i publicystów rozwodzących się nad decyzją Prezydenta Andrzeja Dudy wetującą ustawy sądowe - tym bardziej zaczynam dochodzić do przekonania, że sprawa prezydenckiego veta wcale nie jest taka, jak starają się nam wcisnąć gadające głowy w przeróżnych stacjach mainstreamu.

Węcki: I Salomon by się tego nie powstydził!

I z każdą chwilą zaczynam dostrzegać w tym posunięciu pewna ukrytą dla ogółu myśl. Powiem więcej, genialną myśl. Wiem, może to brzmieć jak jakaś herezja jednak spróbuję się z tej "herezji" wytłumaczyć.
Zacznijmy od wyjaśnienia jednej sprawy. Otóż nie wierzę, żeby sprawa z którą mamy do czynienia, nie była częścią pewnej politycznej gry.

Po pierwsze. Sprawa rzekomego tąpnięcia w obozie władzy. Co tak naprawdę się stało ? Czy to tąpnięcie jest rzeczywiste? Czy nikogo z Was nie zastanowiło, skąd nagle w PiS taka gwałtowna presja na przepchnięcie ustaw sądowych? Przecież przeciągnięcie prac o dwa czy trzy miesiące , czy nawet o pół roku w żadnym stopniu nie zaszkodziłoby PiS-owi. Notowania do tego czasu miał stabilne i bezpieczne to na co im ta legislacyjna biegunka ws. sądów była potrzebna? Zauważmy, że zogniskowanie na sprawie ustaw sądowych w konsekwencji tylko obnażyło opozycję. Oczywiście, nic nie oderwie od liderów twardego elektoratu opozycji totalnej - jednak te hece przy procedowaniu ustaw przede wszystkim pozwoliły pokazać opozycję jako bandę chorych z żądzy władzy polityków bez zasad i skrupułów, którzy dla odzyskania swych utraconych apanaży są w stanie podpalić kraj. W efekcie opozycja totalna poczuła wiatr w żaglach i uznała, że oto nastał właśnie ten dziejowy moment, kiedy trzeba rzucić wszystkie siły i w konsekwencji całkowicie się obnażyła. I jeśli jeszcze do tego momentu mogło się wydawać, że szala społecznego poparcia zaczyna przechylać się na korzyść kontestującej dokonujące się za sprawa rządu zmiany opozycji to prezydenckie ”veto” symbolicznie wyciągnęło zapalnik z tej tykającej bomby.

Po drugie. Prezydent zyskał na tym zagraniu to, czego do tej pory mu brakowało i co na każdym kroku wykorzystywała przeciw niemu opozycja. Była nim łatka bezwolnego narzędzia w ręku Jarosława Kaczyńskiego. Teraz ten argument został opozycji wytrącony. Już nie będzie tak łatwo przekonywać niezdecydowanych, że Prezydent jest li tylko bezwolną marionetką w rękach „znienawidzonego Kaczora”. A to jest nie do przecenienia w kontekście przyszłej reelekcji Prezydenta.

Po trzecie. Otworzone zostało kolejne pole pozwalające wyciągnąć z łap totalnej opozycji starające się grać racjonalną opozycję „pragmatyczne” PSL. Jak można wnosić po ostatnich deklaracjach Prezesa Kosiniaka-Kamysza chęci podjęcia współpracy z Prezydentem, tak właśnie się staje! Przy czym przedstawiciele PO i Nowoczesnej idą dalej w zaparte, pokazując że nie są zdolne do jakiejkolwiek kompromisu na rzecz dobra państwa. Wyciągnęli wniosek, że zwyciężyli. Uznali zatem, że ”nie biorą jeńców” i oczekują od Prezydenta Dudy tylko pełnej kapitulacji i żądają zawetowania trzeciej ustawy.

Po czwarte. Jak odbierze to "ulica"? Jestem przekonany, zze ci którzy byli niezdecydowani widząc PiS forsujący złe ustawy, jednocześnie musza odnotować że na tle totalnej opozycji jest tą siłą, która jest zdecydowanie bardziej koncyliacyjna. Udowadnia niedowiarkom, że mimo, iż PAD postawił się rządowi a tym samym Prezesowi Kaczyńskiemu to jednak potrafią się dogadywać o ile tylko jest chęć z drugiej strony. PiS zatem zyskuje w oczach umiarkowanych oponentów! Zyskuje również Prezydent jawiąc się jako racjonalny, nie zacietrzewiony jak liderzy opozycji polityk, W efekcie przygotowują już wspólnie z Kukiz’15 i PSL pod auspicjami Prezydenta poprawiony projekt ustaw sądowych poprzez co PSL zostaje wyciągnięta spod wpływu totalnej opozycji. I co ciekawe, paradoksalnie przekonując PSL do konstruktywnej współpracy, PiS uzyskuje szanse na stworzenie większości konstytucyjnej w Parlamencie!

I po piąte. Spójrzmy jeszcze jaki skutek ta rozgrywka może mieć w polityce zagranicznej. Otóż wytraca nieprzychylnym nam decydentom unijnym argument, że procesy demokratyczne są u nas zagrożone. Zwróćmy uwagę, że przecież przedstawiciele Polski przekonywali, iż wszystkie narzekania na rzekome zagrożenie demokracje są bezpodstawne, bo przecież proces legislacyjny nie jest zakończony. Teraz mają wiarygodny dowód na słuszność swojej postawy jednocześnie bezsens kwękań unijnych technokratów krytykujących polski rząd!

Jednak aby wszystko to nabrało właściwej wiarygodności trzeba było tę rozgrywkę przeprowadzić tak by większość polityków czy zazwyczaj wnikliwych publicystów się w tym jak najpóźniej zorientowało.
Czy zatem to z czym mamy do czynienia rzeczywiście należy uznać za kryzys? W żadnym razie! Dla mnie to salomonowe rozwiązanie opracowane przez bardzo dobrego stratega ale ... może się mylę?

Dariusz Węcki, prezes Okręgu Śląskiego UPR

Podziel się i skomentuj