Czwartek, 18 lipca 2019

Roman Rybarski: Polityka i gospodarstwo cz. II

Opublikowano: 30 lipca 2017 04:22:27
Podziel się i skomentuj

Taka organizacja nie może być tylko organizacją czynników, bezpośrednio zainteresowanych w bezpieczeń­ stwie kapitału, czynników ekonomicznie silnych. Poszanowanie prawa własności musi tkwić w masach. W tej organizacji obok pracodawców muszą się znaleźć i pracownicy, obok wielkich kapitalistów i mali kapitaliści. Gdy ogromna większość społeczeństwa zrozumie, że bezpieczeństwo prawa własności, możność gromadzenia oszczędności i rozszerzenie warsztatów pracy produkcyjnej jest niezbędnym warunkiem naszego rozwoju gospodarczego, że jest koniecznością chroniącą nas od bezrobocia, nędzy i zależności od obcych, to wówczas wróci zaufanie i nasze życie gospodarcze nabierze pełnego rozpędu. Jeżeli zaś warstwy tak zwane „gospodarcze“ nie zrozumieją tych wielkich celów politycznych, a poprzestaną na doraźnych koncesjach, które można uzyskiwać od każdorazowego rządu, a jeżeli z drugiej strony głodni i bezrobotni pracownicy będą nadal widzieli w kapitale swojego wroga, którego bezlitośnie trzeba tępić, to czekają nas bardzo smutne przejścia.

Roman Rybarski: Polityka i gospodarstwo cz. II

Wniosek stąd bardzo wyraźny: potęga gospodarcza narodu zawisła jest w dzisiejszej dobie od tego, czy ten naród wzmaga swoje siły wytwórcze, czy gromadzi kapitał. O gromadzeniu kapitału nie może być mowy, jeżeli w społeczeńntwie nie ma przekonania o bezpieczeństwieie rezultatów oszczędności i pracy, jeżeli poderwana jest lub może być poderwana zasada prywatnej własności. By zabezpieczyć jej poszanowanie, by zapobiec zamachom na nią, naród musi być mocno zorganizowany, by zdo­łał wymóc na wszystkich bezwzględne uznanie dla powyższych zasad i umiał przeciwstawić się wszelkim próbom zamachów na podstawy ustroju społecznego.

II. Bezpieczeństwo własności i ład prawny są ramami, w których trzeba umieścić pozytywny program gospodarczy. Gdy ogólna polityka stworzy warunki przyjazne wzrostowi narodowego bogactwa, trzeba temu bogactwu nadać kierunek zgodny z zadaniam i i potrzebami narodu. Twórczość gospodarcza jest jednym z przejawów ogólno narodowej twórczości, wydobywa samodzielne wartości życiowe, ale jest przede wszystkiem narzędziem do innych celów, nie może być w życiu narodu, podobnie jak nie powinna być w życiu jednostki, ostatecznym celem życiowym. By tę twórczość zabezpieczyć i nadać jej właściwy kierunek, konieczną jest rzeczą wyjść z założenia, że gospodarstwo narodowe jest jednością i winno, w miarę rozwoju życia narodowego, stawać się coraz mocniejszą jednością.

Co to znaczy? Odpowiedź prosta: w życiu gospodarczem narodu wspólność interesów różnych klas, warstw, zawodów, dzielnic jest silniejsza, aniżeli sprzeczności ich interesów. Przed niezbyt wielu laty trzeba było długo dowodzić tego twierdzenia. Dzisiaj jest to niemal zbyteczne. Dzisiaj się widzi, że w tych społeczeństwach byt robotnika jest najlepszy, w których jest największe nagromadzenie kapitału—dowodem są Stany Zjednoczone Ameryki Północnej. Przykład ostatniego strajku węglowego angielskiego uwidacznia, jak straszne spustoszenie wywołuje walka, prowadzona a outrance, i to nawet w kraju ogromnie bogatym. Bankructwo przejmowania gospodarki przez państwo nauczyło rozumieć już nawet socjalistów, że kapitał jest potrzebny — gotowi są go dzisiaj nawet tolerować.

A znowu u nas zubożenie wsi, wywołane fałszywą polityką cen i źle rozłożonemi ciężarami podatkowemi, poszło w parze z zastojem przemysłowym i wzmogło bezrobocie po miastach. Ale czyż potrzeba gromadzić te argumenty? Z chwilą, gdy socjaliści uznają konieczność tworzenia rządów koalicyjnych dla ratowania gospodarki i finansów państwa, czyż oni sami nie przekreślają już dogmatu bezwzględnej walki klas? Zależność interesów różnych warstw od siebie jest szczególnie wyraźna w Polsce, z uwagi na nasze położenie, nasze zasoby i konjunkturę międzynarodową. Robotnikowi polskiemu zagraża ustawicznie bezrobocie. Mamy znaczny przyrost naturalny ludności. Kraj, który ma nadmiar ludności, a nie może go u siebie zatrudnić, ratuje się emigracją. Przed wojną emigracja z Polski była bardzo znaczna, zarówno sezonowa, jak i stała. Obecnie emigrować jest coraz trudniej. Zamknęło się prawie zupełnie Eldorado naszej emigracji — Stany Zjednoczone Am. Północnej. Emigracja do innych krajów zamorskich jest słaba, do krajów europejskich nie stanowi ostatecznej rekompensaty. Nie zaniedbując prowadzenia polityki emigracyjnej, która dziś jest w zaniedbaniu, musimy widzieć główny ratunek w walce z bezrobociem — we wzmożeniu krajowej wytwórczości. Innemi słowy, zamiast wysyłać ludzi zagranicę—a dzisiaj jest to jeden z trudniejszych artykułów eksportu — wysyłajmy wytwory ich pracy, a przedewszystkiem zużytkowujmy je na miejscu, zamiast sprowadzać je z innych krajów. W ten sposób w uruchomieniu produkcji najbardziej zainteresowany jest robotnik polski, bo jemu jej niedostatek najbardziej się daje we znaki.

Nie ma uruchomienia produkcji bez powstawania nowych kapitałów. Tak więc robotnicy są najmocniej zainteresowani w odbudowie kapitału w Polsce. Na odwrót, kapitał jest zainteresowany w stworzeniu pomyślnych warunków bytu warstwy robotniczej. Gdyby nasz kapitał mógł pracować przede wszystkiem na potrzeby rynku zewnętrznego, gdyby rozporządzał kolonjami do któ­rych wysyła swoje produkty, to wówczas jego bezpośredni interes zasadzałby się na tem, by płacić jak najniższe płace robotnikowi i by środki żywności były jak najtańsze. Oczywiście, każdy przedsiębiorca woli płacić mniej, niż wię­cej, podobnie jak robotnik walczy o wyższą płacę. Ale je­żeli weźmiemy pod uwagę przemysł jako całość, to ten przemysł skazany jest przede wszystkiem na rynek wewnętrzny. Nie może się ten przemysł rozwijać, jeżeli nie podniesie się siła nabywcza ludności, a więc siła nabywcza rolników, jak i siła nabywcza ludności robotniczej.

Na tym fakcie nie można opierać zbyt pośpiesznych wniosków. Słyszy się często rozumowanie: płace robotnicze powinno się podnosić, a wtedy przemysł znajdzie zbyt na swoje artykuły. Otóż mechaniczne podwyższanie płac, z którym w parze nie idzie powiększenie produkcji, oznacza wzrost jej kosztów, tym samym pogarsza bilans handlowy; gdyby się tę zwyżkę usiłowało zrównoważyć przez podniesienie cen, to wówczas wzrośnie drożyzna w kraju, a podwyżka płac okaże się w rezultacie iluzoryczną. Zresztą taka zwyżka cen zmniejszy zdolność nabywczą szerokich mas ludności wiejskiej, która znowu będzie dążyła do zwyżki ceny produktów rolnych. Solidarność interesów różnych warstw ludności nie wyraża się w zasadzie jak najwyższych płac, jak największych cen za towary i jak największych zysków, lecz w dążeniu by wspólnym wysiłkiem powiększyć produkcję. Bo jeżeli produkcja wzrośnie, to wówczas naturalnym biegiem rzeczy i na robotników przypadnie wyższy udział w zyskach. Im lepiej będzie się uprawiało ziemię, im staranniej zorganizuje się wytwórczość przemysłową, im praca będzie więcej wydajna i im mniej pasożytów będzie żyło z gospodarstwa narodowego, tem większe wartości zostaną do rozdziału między uczestników produkcji.

Oczywiście, że problem rozdziału bogactwa będzie zawsze przedstawiał trudności. Trudno jest marzyć o sielankowych stosunkach w tej dziedzinie. Ale gdy zrozumienie wspólności interesów, łączących gospodarstwo narodowe w jedną całość bę­dzie dość mocne, a kultura polityczna narodu dość wysoka, to wówczas uda się zmniejszyć powierzchnię tarcia sprzecznych interesów i uniknąć rujnujących walk ekonomicznych. Poczucie jedności gospodarstwa narodowego zwraca się nie tylko przeciw idei walki klas; nie godzi się ono również z ideą supremacji jednej klasy nad drugą. Jeżeli gospodarstwo narodowe jest całością, to jego część nie tylko nie może prowadzić ostrej walki z resztą, lecz nie może również pretendować do uprzywilejowanego stanowiska, do roli kierowniczej. Polityka gospodarcza powinna dawać wyraz wspólności interesów, doprowadzić do równowagi między różnemi czynnikam i produkcji, a nie może dążyć do jednostronnej przewagi jednego tylko czynnika. Innemi słowy, polityka gospodarcza nie może mieć, pod jakąkolwiek postacią, charakteru klasowego.

Nasza przeszłość dostarcza nam odstraszającego przykładu, do jak zgubnych skutków prowadzi jednostronność klasowa czy też stanowa w polityce gospodarczej. Dawna Polska w XVI wieku stanęła w obliczu świetnej konjunktury. Stała się głównym dostaw cą płodów rolnych i leś­nych dla zachodniej Europy. Żywiła swojem zbożem wiele krajów. Warstwa szlachecka, która doszła wtedy do władzy, poprowadziła politykę gospodarczą par excellence klasową. Przyznała sobie ogromne przywileje, między innemi wolność od ceł, a równocześnie starała się zmniejszyć zyski warstwy kupieckiej, faworyzując nawet kupców obcych kosztem własnych. Chciała sprzedawać drogo zboże, woły i inne produkty, a otrzymywać tanio wytwory przemysłu. Zwalczała rodzimy handel, była przeciwną cechom rzemieślniczym i organizacjom kupieckim , odsunęła miasta od wpływu politycznego. Rolnictwo było jednostronnie faworyzowane — ale upadł handel, i w rezultacie szlachta dostała się w zależność od gdańskich pośredników. Na handlu polskiem zbożem bogaciła się Holandja i inne kraje. I w ostatecznym wyniku pośrednictwo handlowe dostało się w ręce obce, w znacznym stopniu w ręce żydowskie, i Polska, która była śpichrzem Europy cofnęła się w kulturze gospodarczej i społecznej i z braku własnego pośrednictwa, z braku żywiołu, któryby umiał bronić interesów własnego przemysłu i handlu, z braku silnych miast i to w epoce, w której rządy innych krajów swój przemysł i handel szczególną otaczały opieką, upadło także i rolnictwo.

Przytaczam przykład ten nie w tym celu, by przestrzegać przed supremacją rolnictwa, którego interesy często były krzywdzone w ostatnich latach, lecz dla wykazania, że wszelka jednostronność w polityce gospodarczej, wszelka supremacja jednego interesu jest zawsze krótkowzroczna i szkodliwa. Naród, który chce się rozwijać, potrzebuje zarówno rolnictwa, jak i przemysłu i handlu, musi otaczać swoją opieką wszystkie twórcze żywioły, zarówno te, które dzięki kapitałowi prowadzą produkcję, jak i te, które oddają swoją pracę umysłową czy fizyczną. Kto chce prowadzić politykę gospodarczą narodu, musi wznieść się po nad wyłączności klasowe czy zawodowe, w przeciwnym razie może być tylko mniej lub więcej pożytecznym adwokatem partykularnych interesów, a nie może być sędzią, który rozstrzyga, po jakiej drodze iść należy.

------------------------
Na podstawie broszury "Wskazania programowe Obozu Wielkiej Polski", zachowano oryginalną pisownię zgodną z przedwojennymi zasadami pisowni polskiej.

Podziel się i skomentuj