Sobota, 20 lipca 2019

Feliks Koneczny: Syjonizm a sprawa polska

Opublikowano: 20 września 2017 04:07:18
Podziel się i skomentuj

Najazd bolszewicki przyjęli żydzi w Polsce z entuzjazmem. Tworzyli po miastach własne bojówki, strzelali do Polaków (w Wilnie żydówki wylewały kubły ukropu na przechodzące oddziały polskie). Oficerowie żydowscy szerzyli panikę w armii i przeszkadzali należytemu funkcjonowaniu swych oddziałów. Ochotnikom dokuczali i starali się budzić nienawiść przeciw nim. Ilu w Polsce ludzi, tylu na to jest świadków, i więc się o tym nie rozpisuję: ze szczególnym naciskiem można się odwołać do ówczesnych wojskowych. Wkroczenie Letuwinów do Wilna dało żydom powód do uroczystych oświadczeń zaciekłej nieprzyjaźni przeciw Polsce. Prezes gminy Wygocki, datował wszystkie świetność dla żydów od daty oderwania Wilna od Polski; liczył na to, że to już na wieki. Wnosząc z wypadków roku 1920, Żydzi przyjęli zasadę, że korzystne jest dla nich wszystko, co szkodliwe dla Polski. Przeprowadziwszy traktat o „mniejszościach", uznali wnet, że to za mało, że to dopiero punkt zaczepienia do dalszych żądań. Nie kryli się zresztą z tym że będą wrogami Polski, dopóki nakreślony przez nich (a rozszerzany bez końca) program Judeopolonii nie zostanie wykonany do ostatniej kropki. Jasno postawili sprawę, jako Polska nie może być państwem polskim, lecz musi być polsko-żydowskim. 

Pisałem o tym w roku 1921 w te słowa: Przez całą wojnę stali po stronie niemieckiej. Doznaliśmy w Polsce tego żydowskiego germanizmu do sytości. Cała prasa żydowska głosiła, że żydzi stanowią nierozdzielną cząstkę niemieckiej kultury, najlepszą rękojmię germanizacji, przedłużenie ramienia niemiecczyzny daleko na wschód, ubezpieczenie najdokładniejsze niemieckiego panowania nad Polską i wierności tejże Polski względem Niemiec; zwracali uwagę, jako żargon żydowski jest właściwie niemieckim dialektem i wpraszali się na niemieckiego żandarma nad Polakami. Żądali za to, żeby im dopomóc do utworzenia Judeopolonii, który to termin techniczny spotykało się u nich dzień w dzień. Wiadomo było z góry, że żydzi staną po stronie Prus. Militaryzmowi zawdzięczali swą dojrzewającą hegemonię nad państwami Europy ... Militaryzm stanowił drogę do panowania judaizmu, był zaś ruiną cywilizacji łacińskiej.

Feliks Koneczny: Syjonizm a sprawa polska

Urządzanie stosunków ludzkich zmierzało coraz wyraźniej do dwóch końców: żeby zapanowała powszechna nieprzyjaźń wszystkich przeciw wszystkim – i żeby judaizm ciągnął z tego jak największe zyski wśród upadającego chrześcijaństwa". Obrona Prus łączyła się przeto zasadniczo z widokami germanizatorskiej Judeopolonii. Ale strona niemiecka przegrała. Czyż przegrają skutkiem tego żydzi? Bynajmniej! ... Nie było żądania, którego by nie byli przeforsowali na konferencji pokojowej. A pierwszym żądaniem była znów Judeopolonia ... Użyli całej swej mocy, zorganizowanej od N. Yorku do Petersburga, żeby ocalić Prusy, a ocaliwszy je, wyświadczyli im i wyświadczają tysiące przysług; tym sposobem powstały też wszystkie owe ciosy, spadające na Polskę niespodziewanie, a wymierzone w obronie Prus.

Gdybyż judaizm mógł odebrać Polsce niepodległość i z pomocą wrogiego Polsce rządu obcego urządzać Judeopolonię! Skoro to już niemożliwe, więc za wszelką cenę osłabiać Polskę, a wzmacniać Prusy!" „Jeżeli się powiedzie zachować Prusom zdatność do wznowienia militaryzmu, i jeżeli się równocześnie zesłabi Polskę jak najbardziej, może jeszcze kiedyś być Judeopolonia pod egidą pruską, a w takim razie judaizm wzniesie jeszcze wyżej swą hegemonię"

Powtórzmy: przez całą wojnę stali po stronie niemieckiej. Ujął to inny autor doskonale w kilku zdaniach: „Dzięki wpływom żydowskim w kongresie wersalskim Gdańsk nie dostał się Polsce. Ten sam Jakub Schiff, który zorganizował subwencję na wywołanie rewolucji w Rosji, posyłał memoriał do Wilsona przeciwko żywotnym interesom Polski, a na korzyść Niemiec". „Jak stwierdza R. Vogel, w pracy, „Deutsche Presse des Abstimmungskampfs im Oberschlesien", uchwalenie plebiscytu na Śląsku, zamiast przyznania tego kraju w całości Polsce, zawdzięczają Niemcy tylko rabinom niemieckim, którzy za pośrednictwem lóż żydowsko-masońskich wpływali decydująco na Wilsona i Lloyd George'a". „Zdaniem zaś angielskiego pisarza, Wickhema Steeda (co przytacza również żargonowe pismo Hajnt) po ukończeniu wojny żydzi byli wszędzie – czy to w N. Yorku, czy w Paryżu, czy w Londynie, czy w Buenos Aires – właśnie tymi, którzy wyłazili ze skóry, aby prowadzić walkę na korzyść Niemiec"

W kilka lat potem poczęli pracować metodą drugą, t j. żeby posiąść także państwo odrębne terytorialnie. Promotorem stało się wielkie stowarzyszenie Agro-Joint , które posiadło tytuł własności ziemi, wyznaczonej na żydowskie osady rolnicze na Krymie, w części Ukrainy i Białorusi (osadnicy są tylko stałymi dzierżawcami). Instytucja ta wystąpiła w listopadzie 1927 r., w Chicago z postulatem żydowskiej kolonizacji Polesia tuż obok żydowskich osad po stronie bolszewickiej, oficjalnie i „zupełnie zdecydowanie" przedstawiono to ambasadorowi polskiemu w Ameryce w grudniu 1930 roku. Dziwnie wzmagała się żydowska buta i pewność siebie w stosunku do Polski. Typowym było wystąpienie posła Grynbauma w Sejmie, który po uchwaleniu ustawy o spoczynku niedzielnym, pozwolił sobie huknąć na całą salę: „W tej chwili utraciliście Wilno i Lwów!" Znaczyło to, jako Żydzi rozporządzają dostatecznymi wpływami, by wywrzeć zemstę okrojeniem granic państwa polskiego, skoro nie chce być Judeopolonia; znaczyło to, że Polska może poczuć, jak dalece na terenie międzynarodowym zawisłą jest od żydów. Wilno i Lwów pozostały jednak przy nas; Icek Grynbaum przeliczył się. Ale uważam, jako rozumie się samo przez się, że żydzi poszukają innych dróg, ażeby ziścić swe plany. Pamiętajmy, że Prusy wojnę przegrały, a jednak Izrael ją wygrał i Prusy rosły na nowo, jak na drożdżach. (Już całe Niemcy w Prusy przemienione ...).

Roman Dmowski, umysł jak najpoważniejszy i najlepszy u nas znawca spraw międzynarodowych, donosi co następuje:
- „Najnowszy plan, który bodaj od dwóch z górą lat (od roku 1929) został uznany za najrealniejszy w kołach żydowskich na Zachodzie, jest w porównaniu ze wszystkimi dotychczasowymi wprost gigantyczny. Obejmuje on stworzenie szerokiego pasa od Bałtyku do Morza Czarnego po obu stronach Dniepru, z ludnością rolniczą żydowską, stanowiącą na początek 25% ogółu. Ziemie wchodzące w skład tego pasa, należą dziś do Polski, Litwy kowieńskiej, do Rosji, Ukrainy i Białorusi sowieckiej. Temu, zdaje się, zawdzięcza nasze Polesie, że w ostatnich czasach tak wiele interesowano się ze strony żydowskiej jego osuszeniem".

Nie ma zgoła nadziei, żeby zarzucili te dążności państwowe, ani też nie ma co wydziwiać na nich z tego powodu. Gdziekolwiek zachodzi państwowość w stosunki zbiorowe, tam nie sposób, by nie powstał wyścig o państwo; jest to tendencja jak najnaturalniejsza. Trzeba by tedy wpierw wybić żydom z głowy ich państwowość, czyli innymi słowy całą sakralność ich cywilizacji! Czyli po prostu: trzeba, by żeby żydzi przestali być żydami. Toteż nie ma nadziei, żeby zaprzestali budować Judeopolonię, dopóki mają nadzieję, że ją zbudują. Nie ma pomiędzy Żydami w Polsce ani jednej partii, ani jednego takiego związku, w ogóle żadnej takiej grupy, któraby nie zmierzała do Judeopolonii. Ugrupowań żydowskich polityczno-społecznych mamy w Polsce sześć z czego pięć wywrotowych i jedno „umiarkowane", lecz także socjalistyczne i „współpracujące z polską „lewicą”. Zapytajmy, jakie każde z tych sześciu stronnictw zajmuje stanowisko względem Polski, a po odpowiedź udajmy się do żydowskiego poważnego publicysty, który poświęcił obszerną książkę (pracę nader sumienną) „żydowskim ugrupowaniom wywrotowym w Polsce". Z tabeli na końcu dzieła, podającej przejrzyście rekapitulację badań zapoznajemy się po kolei z programem każdej partii. Najstarszą jest wiadomy powszechnie „Bund", powstały w Wilnie w 1897 roku. Istnieje we wszystkich państwach, sprzymierzony wszędzie „z obozem miejscowej lewicy łącznie z komunistami". Żądają od Polski nie tylko całkowitej autonomii, lecz obok tego współrządów dla siebie: „naród żydowski – współgospodarz na ziemiach polskich". A zatem? Żargonowi „przysługiwać winny w sądownictwie, szkolnictwie i na urzędach te same prawa, co językowi polskiemu". Secesją z Bundu jest „Kombund, oddział zdecydowanie komunistyczny", reorganizowany oddzielnie w roku 1922, „Wchodzi zazwyczaj w skład miejscowej partii komunistycznej". Wierzy w „społeczne i narodowe wyzwolenie żydów jedynie w wyniku walki klas i rewolucji społecznej. Język narodowy – żargon". Nie zajmowali się określeniem swego stanowiska względem Polski specjalnie, lecz rozumie się samo przez się, że pragną także u nas rewolucji społecznej, a nie sprzeciwiają się wyniesieniu żargonu na piedestał państwowy, skoro go uznają językiem „narodowym".

Trzeci z rzędu obóz wywrotowy powstał w Krakowie w roku 1921 pod nazwą „niezależnych socjalistów". I ten również „współdziała zazwyczaj we wszystkich partiach lewicowych, nie wyłączając komunistów" i podobnież jak u tamtych „walka klas i rewolucja społeczna". A dalej „Polska – państwo narodowościowe, w którym żydzi winni korzystać z równych praw współgospodarza w zakresie szkolnictwa, sądownictwa, na urzędach, gdzie żargon, jako język narodowy, ma takież prawa, jak polski". Te trzy stronnictwa nie wciągają wcale w swój program kwestii palestyńskiej, poprzestając na rozwoju w golusie i żądając Judeopolonii. Następne trzy stronnictwa trzymają się syonizmu obustronnego: i w Palestynie i w Polsce. Poale-sion, powstały w roku 1905 w Połtawie, rozszerzył się na cały golus europejski. Mieści w sobie dwa odłamy: „Odłam prawicowy współdziała z miejscową lewicą społeczną, odłam zaś lewicy z komunistami". W Palestynie uważają język hebrajski za narodowy; lecz w golusie żargon. „Autonomia narodowa w krajach golusu. Żydzi, naród, któremu w Polsce należą się te same prawa gospodarza kraju, w szkolnictwie, w sądownictwie, na urzędach". Cejre-Sion powstała na Ukrainie w roku 1903, obejmuje od roku 1903 gorliwców syonizmu". Walka klas i rewolucja społeczna – środek wyzwolenia narodu żydowskiego nie tylko w golusie lecz i odzyskania Palestyny". Podnoszą język hebrajski, którym przesiąknięta musi być cała kultura żydowska", lecz „żargon w golusie tolerowany ze względów praktycznych". W Polsce zaś „autonomia narodowa, z uznaniem równości języków żydowskich (pluralis!) w sądownictwie, w szkolnictwie, na urzędach". Wszystkie tedy pięć stronnictw wywrotowych mają względem Polski ten sam program, wypowiedziany w czterech wypadkach jasno i dokładnie. Pozostaje jeszcze „ugrupowanie pośrednie Hitachduth", zawiązane w Pradze w roku 1920. Program ich szczególny. Zjednoczenie to „nie uznaje walki klas i rewolucji społecznej", lecz pomimo to, „dąży do odbudowy Palestyny na zasadach socjalistycznych", a działa „nie ustając współpracować z miejscowa lewicą". „Pragnie przy tym reformy żydostwa, mianowicie „uprodukcyjnienia żydów". W Palestynie oświadcza się za hebrajskim językiem, lecz „w golusie zachowuje żargon ze względów natury taktycznej". Wreszcie „w golusie autonomia narodowa; żydzi jako naród, który winien korzystać z takich samych praw narodowych, jak Polacy".

Skoro „narodowych", a więc chodzi również o prawa języka narodowego w Polsce, tj. żargonu. Możeby się tylko domagali tego mniej gwałtownie? Żargon ma tedy być w Polsce językiem urzędowym obok polskiego i na równi z nim. Znaczy to, że marszałek sejmu ma otwierać Izbę w obu językach, a posłowie przemawiać mogą w żargonie. Dziennik Ustaw Państwa musi być ogłaszany w obu językach. Każdy urzędnik powinien znać oba języki urzędowe. Na razie warunek ten posiadają sami tylko żydzi. Jeżeli Polacy nie mają być wykluczeni od stanowisk publicznych w Polsce, muszą się uczyć żargonu i zdawać z niego egzaminy przed odpowiednią komisją. W swym własnym interesie wprowadzą tedy naukę żargonu w szkołach. Na uniwersytetach wykłady dwujęzyczne, zwłaszcza dla prawników, o co bardzo łatwo, gdyż nie władający żargonem nie może być w ogóle profesorem. Teatry subwencjonowane muszą posiadać obok „trupy" polskiej drugą żargonową; repertuar równo po połowie – etc., etc. Są to proste konsekwencje „współgospodarstwa" i równouprawnienia obu języków w szkole, w sądzie i w urzędach. Tylko naiwni mogą niedowidzieć, o co chodzi. W programie Cejre-Syon znajduje się atoli wyrażenie o „równości języków żydowskich" w liczbie mnogiej. Ci żądają więc równouprawnienia dla żargonu i dla hebrajszczyzny. Szczęściem jest to grupa stosunkowo nieliczna i nie wpływowa, bo mogła by nam grozić ... trójjęzyczność. Podobno partia ta rozpłynęła się w roku 1920, bo jej „członkowie wraz z wojskami bolszewickimi uciekli z Polski do Rosji. W roku 1917 połączyły się dwie partie, mianowicie „żydowska socjalistyczna partia robotnicza" i „syonistyczno-socjalistyczna partia robotnicza" we wspólną „Ferajnigte". Dążeniem jej „wytworzenie terytorialnego środowiska żydowskiego z terytorialną autonomią żydowską". Od roku 1914 wydawali odezwy wzywające do działań przeciwko koalicji państw zachodnich i przeciw Polsce. W roku 1922 połączyli się z partią „niezawisłych socjalistów". Kładą nacisk na autonomię narodową żydowską w Polsce i wprowadzenie żargonu w państwowość polską. Wprowadzili też do programu zasadę, że „wiara w asymilację jest największą niedorzecznością".

W którąkolwiek tedy zwrócić się stronę żydowską, zewsząd grzmi przeciwko Polsce jednako hasło Judeopolonii. Twórca syonizmu Herzl, nie zapomniał bynajmniej o Polsce. W pamiętnikach swych pisze o nas nader przejrzyście:

- „Przez jakiś czas myślałem o Palestynie ... ale mój system przeniesienia Żydów dałby się tam z trudnością przeprowadzić. Potrzeba, abyśmy mieli klimat obejmujący różne temperatury dla żydów nawykłych do sfer zimniejszych i cieplejszych. Musimy posiadać wybrzeże morskie ze względu na międzynarodowy handel; dla gospodarstwa zaś rolnego, prowadzonego przy pomocy maszyn, niezbędne są wielkie równiny"

Z końca zaś roku 1933 organizacja wojskowa żydowska, Brith Trumpeldor liczyła wówczas w 26 krajach 65.000 członków, z czego w Polsce 40.000 w 657 oddziałach. „Organizacja ta ma za zadanie samoobronę żydów w Palestynie i w krajach rozproszenia; to się rozumie, że żydzi przygotowują się poważnie do obrony swego stanu posiadania w Polsce". Poseł Thon wyjaśniał cel tych zbrojeń i ćwiczeń wojskowo-sportowych ewentualnościami w Palestynie w te słowa: „Przy pomocy angielskich bagnetów przez pewien czas – oby bardzo krótki – do własnych, do uwolnienia się od bagnetów. Taka jest nasza droga". Polski judeolog dodaje do tych wiadomości taką uwagę: „Tę drogę ma im przygotować w Polsce szkoła instruktorów wojskowo-sportowych w Zielonce obok Warszawy. Dążą tu żydzi planowo i systematycznie do założenia królestwa swego"

Wielce znamienny artykuł pt. „Paryż i Warszawa" ukazał się w kwietniu 1919 roku w „Unser Weg", organie „Feralnigte". Było to bezpośrednio po wersalskim traktacie o mniejszościach narodowych. Jeden z wybitniejszych działaczy stronnictwa (I. Rein) oświadczył, co następuje: „Zrzeknijcie się nadziei paryskich! Nie z Paryża przyjdzie wyzwolenie. Tylko wówczas, kiedy również w Warszawie proklamowane zostaną nowe zasady rewolucji socjalnej, wtedy będzie można zagwarantować żydom prawa narodowe. Pod tym względem będziemy mieli również poparcie socjalistów międzynarodowych. Niech więc mocniej i energiczniej bije młot rewolucyjny!”/

Chodzi tedy o to, czy im do tego sił przybywa, czy ubywa. W ostatnich latach poniósł Izrael straty dotkliwe, zubożał nawet; ale w zestawieniu z finansami społeczeństwa polskiego, stanowczo najuboższego w Europie, żydzi pozostaną jeszcze długo potentatami, choćby mieli stale ubożeć. Wiadomo: „Nim tłusty schudnie, chudy w kościotrupa się zamieni". Należy też rozważyć sprawy demograficzne Żydów w Polsce. Dzięki nieocenionej, niezrównanej pracy Wasiutyńskiego, posiadamy informacje dokładne. Pozwolę sobie atoli na jedną uwagę: Wszelkie statystyki w państwie polskim, choćby celowały sumiennością, nie zdadzą się na nic obserwatorom życia zbiorowego, dopóki nie będą robione osobno dla Korony i osobno dla Litwy. Tyczy się to także spraw żydowskich. Np. na Śląsku Górnym było w roku 1919 zaludnienia żydowskiego 1%, a w Wileńszczyźnie 12.8% . Czy brać z tego przeciętną? Znaczyłoby to operować czczym wymysłem! Coby powiedzieli statystycy od chorób na Zachodzie, gdyby im zaproponować takie rozumowanie: Ponieważ Polska leży w Europie, więc obliczyć przeciętność tyfusu plamistego w Europie według danych z Polski? Ależ Polska jest jedynym krajem w Europie, mającym tyfus plamisty! Podczas pierwszej wojny powszechnej lekarze z Zachodu nie chcieli dawać wiary naszym, stwierdzającym wypadki tej choroby, która w ich krajach stała się czymś tak dalece legendarnym, iż mniemano, jako dawniejsze o nim wzmianki polegają na nieporozumieniu lub mistyfikacjach. Niemieccy lekarze mówili naszym wprost w oczy: Es giebt ja keinen Flecktyphus! Jakżeż więc wciągać Polskę do obliczania przeciętności tej choroby w Europie? Polska nie należy w tym względzie do żadnej przeciętności, lecz stanowi po prostu wyjątek. Otóż podobnie co do żydów.

Śląsk jest czymś wyjątkowym wobec Wileńszczyzny, a Wileńszczyzna czymś wyjątkowym wobec Śląska. Dzieło Bohdana Wasiutyńsklego zezwala na wniosek, że wzrost procentowy zaludnienia żydowskiego w Polsce skończył się, o ile nie nastaną nowe migracje. W Galicji było ich w roku 1921 mniej niż w roku 1890; nawet wschodnia Galicja wykazuje od roku 1890 stały spadek procentowy; w samej tylko Kongresówce „trwał do ostatnich czasów nieprzerwany wzrost odsetka żydowskiego". Ale w XX wieku „został powstrzymany", jakkolwiek na cyfrze niemałej 14.25%. W Wielkopolsce ubywało ich już od roku 1871. Po odzyskaniu niepodległości zaczęli żydzi zrazu tłumnie opuszczać tę prowincję, potem atoli nastąpiła imigracja z innych dzielnic polskich. Ale w byłej Galicji już od roku 1880 zmniejszył się nawet przyrost naturalny żydów, w stosunku do przyrostu chrześcijan, a w roku 1926 sama płodność żydowska staje się tam znacznie mniejsza, niż u chrześcijan . A więc – o ile ten stosunek utrzyma się – nie ma się czego obawiać żydowskiego zalewu; dawne obawy od Niemcewicza aż do Niemojewskiego nikną, o ile chodziłoby o ilość.

Ważny to wzgląd: ilość, niewątpliwie! Ale zachodzi jeszcze inny, może nawet ważniejszy, mianowicie: jakość. Godzi się spojrzeć w tę stronę. Ależ przybywa wciąż żydów po miastach! Jak niegdyś w Niemczech, ludność żydowska przenosiła się z miast upadających do rozkwitających podobnież i u nas obecnie „napływają przede wszystkim do miast, które się najszybciej rozwijają". Sam fakt, że żydzi coraz bardziej skupiają się po większych miastach, musi wywołać znamienne skutki dla Polaków niekorzystne. Zwiększa ją się przez to ich „wpływy i oddziaływanie na społeczeństwo polskie". Albowiem „wytwarzają się w ten sposób wielkie, zwarte skupienia mas żydowskich, a pod ich wpływem ulega zmianie i psychologia tych mas i ich obyczaje i fizjonomia polityczna. Żydzi stają się w osiedlach wielkomiejskich mniej zależni pod względem gospodarczym od swego otoczenia, łatwiej mogą tworzyć własne organizacje społeczne, kulturalne i polityczne. Z uwagi na rolę miast, jako czynnika dającego inicjatywę we wszelkich poczynaniach społecznych, jako ośrodków kulturalnego oddziaływania, fakt skupienia się w nich żydów ma poważne znaczenie". Co wyrażając krótko a węzłowato, powiedzmy sobie, że chociaż może żydów przestanie procentowo przybywać, ale podnoszą się jakościowo. Teraz więc powstaje kwestia, czy my zyskujemy w tych latach jakościowo? My, ze sromotnym upadkiem całego szkolnictwa, którzyśmy doprowadzili już do tego, że coraz więcej dziatwy nie ma gdzie uczęszczać do szkoły? Poprosiłbym też o wykres konsumpcji nafty, węgla, cukru, soli, zapałek, obuwia i ... książek w kraju ... tyfusu plamistego. Tych danych trzeba, by ocenić stosunek jakości i pozostające z tym w związku szanse Judeopolonii. Rozdział ten pisany był w roku 1934. Pozostawiam go bez zmiany, uzupełniając uwagami, które tu dopisuję w czerwcu 1942 roku.

Żydzi całego świata dbali troskliwie o zachowanie i przywrócenie do potęgi militaryzmu pruskiego. Kapitał „międzynarodowy" via City, N. York i Paryż uzbroił Niemcy i tym samym zapewniał istnienie militaryzmu w całej Europie. Militaryzm, to najlepsza rękojmia hegemonii Izraela; toteż Izrael dba o to, by militaryzm nie przestał być czymś nieuchronnym dla Europy. Przybywał nowy powód, żeby się Niemcami zaopiekowali. W przywróceniu pruskich „porządków" w Europie nadzieja utworzenia Judeopolonii. Hitleryzm przeszedł na antysemityzm. To nic. Ludwik XIV tępił protestantyzm we Francji a protegował go w Niemczech. Za cenę utworzenia Judeopolonii mogliby żydzi śmiało udzielić hitleryzmowi absolucji ze wszystkich prześladowań w Niemczech. Czekali, pełni miłej nadziei nowego najazdu niemieckiego na Polskę; gigantycznego interesu powtórnej wojny powszechnej i wznowienia robót około Judeopolonii. Tym razem nie zamierzali bynajmniej poprzestać na państwie żydowskim na spółkę a Polakami, lecz obok tego postanowili wykroić kawał Polski (Polesie) na terytorialne państwo wyłącznie żydowskie. Zmieniła się atoli niemiecka orientacja polityczna. W latach 1914-1918 zamierzali utworzyć państewka polskie, letuwskie, ruskie (ukraińskie) pod niemiecką hegemonią, a przy tym trzeba było bądź co bądź dzielić się z Austrią. Mocarstwo habsburskie przestało istnieć, a prowincje niemiecko-austriackie zagarnięto i wcielono do Rzeszy.

Zdobyczami drugiej wojny powszechnej nie trzeba będzie dzielić się z nikim; toteż chociaż zdobycze te mają być rozszerzone aż po Ural, wszystko pozostać może przy Niemczech hitlerowskich. Austria nie będzie już tamować zazdrośnie rozrostu Rzeszy. Dla Polski wyłoniły się zaś dwie okoliczności, godne przysłowia o „szczęściu w nieszczęściu"; wojna niemiecko-rosyjska, tudzież głębokie Niemców przekonanie, że tym razem dokonali zaboru całej Polski na wieki całe, że stąd już nie odejdą. Od samego początku okupacji urządzają się u nas „na wieki" i wierzą najmocniej w to, że absurdem jest wszelakie przypuszczenie, jakoby możliwym było, żeby oni Polskę mogli utracić. W żadnej hitlerowskiej głowie nie powstanie co do tego najmniejsza wątpliwość. To dla nich dogmat. Dzięki tej myłce, osądzili konsekwentnie, że żydzi nie są im w Polsce do niczego potrzebni. Megalomania Niemców gubi, a nas ocaliła od ponownych prób Judeopolonii pod egidą niemiecką. Jest jednak sposób, żeby bez niemieckiej przemocy, a nawet mimo klęski Niemiec, zbudować Judeopolonię. Wystarczy odpowiednie przedłużenie wojny. Niemcy tępią naród polski; zamierzają doprowadzić do stanu Łużyczan. Na to nie będą mieć czasu, lecz mogą go mieć dosyć na to, by wytępić inteligencję i wszystkich wybitniejszych kupców i rzemieślników polskich. Do tego wystarczyłoby im jeszcze kilka tylko lat okupacji. Jeżeliby w Polsce pozostał sam proletariat, jedyną inteligencją byliby na długo żydzi. Polska spadłaby do rzędu pojęć tylko geograficznych, a Polacy pozostaliby żywiołem etnograficznym, lecz przestaliby być narodem, a może nawet społeczeństwem. Przedłużenie wojny na odpowiednio dłuższy czas gotowałoby nam los podobny do stanu Czech po wojnie 30-letniej. Obliczmyż sobie, jak Polaków ubywa; na pewno, przynajmniej dziewięć razy więcej niż żydów. Procent zaludnienia żydowskiego będzie w każdym razie po wojnie znacznie wyższy; cóż dopiero, gdyby wojna miała się przedłużyć!

Czy nie warto zastanowić się nad tym, jak od początku wojny wszelkie poczynania angielskie (następnie też amerykańskie) ulegają opóźnieniom? Jak z reguły w ostatniej chwili „coś się stanie", co obraca w niwecz całe plany? Sprawy wojenne toczą się tak, jak gdyby wykonywanie planów znajdowało się w ręku nie anglosaskim. Hitleryzm i cała Trzecia Rzesza muszą być oczywiście wreszcie zniszczone, lecz czy nie aż wtedy, gdy się okaże, że będzie Polska, lecz ... bez Polaków? Gdyby atoli zniszczono prusactwo wcześniej, gdyby potem Niemcy naprawdę rozbrojono, gdyby wznowienie mocarstwowego stanowiska Niemiec stało się na wieki całe absurdem, w takim razie ... ciąg dalszy sprawy zależałby od przyszłości Rosji. Judeorosja mogłaby wydać Judeopolonię.

W październiku 1945 roku dodaję dalszy dopisek. Jesteśmy od kilku miesięcy świadkami, jak wzbudza się na Zachodzie sympatie dla Niemców i roznieca antypatię przeciwko Polsce. Żydowskiej życzliwości dla Niemiec nie dałoby rady ani dwóch Hitlerów! Będą zabiegać z całych sił o jak najlepsze warunki dla Niemiec, a jak najgorsze dla Polski. Posiedli atoli tor drugi. Choćby się nie powiodło wznowić państwa niemieckiego, zwycięstwa socjalizmu w całej już niemal Europie gwarantują im widoki najlepsze na teraźniejszość i na bliższą przyszłość. Judeopolonia ma być utworzona od strony rosyjskiej i tworzy się na naszych oczach. Jak sami żydzi często przyznają, oni dlatego właśnie łączą się z bolszewizmem, a zwłaszcza syjoniści. Zanim tedy doprowadzimy do końca swe spostrzeżenia o Judeopolonii, musimy zapoznać się bliżej z syjonizmem.
Ponieważ syjonizm jest dwustronny, mianowicie palestyński i europejski, zatem w tej drugiej formie syjonizmu mieści się też Judeopolonia i dlatego do zagadnienia tego będą jeszcze nowe przyczynki w następnym rozdziale.

SYJONIZM

Byliśmy świadkami tworzenia nowego żydowskiego państwa w Palestynie. Wszyscy wiemy, jako w kraju tym, przy maksymalnej gęstości zaludnienia, mogła by się zmieścić co najwyżej siódma część Izraela „ze wszystkich kątów", tj. nieco ponad dwa miliony. Optymiści podnoszą tę liczbę aż do pięciu milionów, lecz wymagałoby to belgijskiej lub górnośląskiej gęstości zaludnienia, do czego Palestyna nie posiada warunków. Żydzi wiedzą o tym oczywiście jeszcze lepiej od nas – więc? Albo liczą na to, że będą rozszerzać granice państwa palestyńskiego na Syrię i Mezopotamię, albo też uważają przyszłe państwo palestyńskie tylko za reprezentacyjne, lecz nie za środek do zniesienia „golusa"; to swoją drogą i tamto też. Pierwsza z tych koncepcji jest sobie romantyczną utopią. Sama Palestyna jest krajem arabskim, który dopiero trzeba jakimiś sposobami zmienić na żydowski czego żydzi własnymi siłami absolutnie wykonać nie zdołają. Stwierdził to także gubernator wojskowy Jerozolimy, angielski pułkownik Waters Taylor: „Gdyby w Palestynie nie było angielskiego garnizonu wojskowego, nie byłoby tam też żydów, ani żydowskiej siedziby narodowej"

Trzeba więc żydom pomocy gojów, przejętych uwielbieniem Izraela; a czyż można przypuścić, że uwielbienia tego starczy na tyle, by goje pomogli żydom zdobywać Mezopotamię z jednej strony, i część przynajmniej Syrii z drugiej? Bez porównania tedy prawdopodobniejszym jest przypuszczenie, jako żydzi zdają sobie sprawę z tego, że chodzi tu tylko o państwo reprezentacyjne, by mieć głos własny „w koncercie międzynarodowym", nie zrzekając się bynajmniej wygód golusa. Każdy żyd miałby tedy dwojaką państwowość: byłby obywatelem Palestyny, nie przestając być obywatelem np. polskiego państwa. Jeżeli się powiedzie Judeopolonia, nie wynika z tego, żeby się zrzekać Palestyny. Jedno nie uwłacza drugiemu. Gdyby jakimś, nadspodziewanie pomyślnym zbiegiem okoliczności powiodło się utworzyć rozszerzone państwo palestyńskie, zatrzymując hegemonię ekonomiczną nad golusem, wpływy na ustrój i prawodawstwo państw akumów, tudzież międzynarodowy handel wojną i pokojem, toć w takim razie panowanie Izraela nad całym światem stanowiłoby prostą konsekwencję takiego stanu rzeczy. Nam wydaje się to utopią; lecz pomnijmyż, że to panowanie przyrzeczone jest przez Jehowę, a zatem dla prawowiernego wyznawcy Jehowy nie ma w tym nic dziwnego. Zachodzi tu pewna nowa forma mesjanizmu i nic więcej. Mają słuszność tak zwolennicy, jako też przeciwnicy syonizmu, twierdząc zgodnie, że to dalszy ciąg mesjanizmu, jak to stwierdził S. Bernstein w broszurze „Der Zionismus"; trudno też nie przyznać słuszności Lewi Parnassowi, jako „ruch syonistyczny jest mesjanizmem nowoczesnym". Niewątpliwie tak jest; ależ czy plany odzyskania Hiszpanii, lub program Judeopolonii nie jest również mesjanizmem i całkiem równym prawem, skoro także zmierza do panowania żydów nad nie-żydami?

Mesjanizm kwitnie także za naszych czasów. Z góry, bardzo z góry patrzy Żyd na „narody". To właśnie trzeba mieć stale na uwadze, żeby zrozumieć współczesną nam umysłowość żydowską. Przytoczę tu trzy znamienne przykłady: J.G. Grossberg, prezes komitetu organizacyjnego kongresu żydowskiego w Ameryce, wyraził się w mowie publicznej, że ludzkość jest dłużnikiem żydów i nadchodzi czas, żeby ten dług został nareszcie wyrównany. Rabin Joe Blau umieścił w zeszycie kwietniowym 1919 roku „The Maccabaean" swe wynurzenia pełne ekstazy, w których czytamy między innymi: „Znajduję w sobie w mojej głębi najgłębszej tego samego zawsze starożytnego Żyda. Jest on mną i nie tylko mną – on jest z naszego „dzisiaj" i jeszcze z naszego „wczoraj" ... z tego dnia, gdy Mojżesz wiódł naród do Ziemi Obiecanej ... Indywidualny żyd jest kłamstwem, ale jeżeli żyje w nim starożytny żyd – żyje Izrael i wtedy ma on pełnię życia swego w narodzie swoim. We mnie żyje twórca –„I-am-ness" tj. „God-Self-Jew" (Bóg, ja-żyd). To jest tajemnica mego bytu wewnętrznego". Nie zrozumiemy żydów, póki nie zapoznamy się z ich marzeniami syonistyczno-mesjanicznymi. Żądza opanowania świata może u wielu żydów pochodzić z grubego materializmu, bo nie brak takich, którzy zabierają się do „praktyki" w najbardziej prostackim znaczeniu tego wyrazu, drwiąc sobie nawet z teorii; ale bez teorii nie doszło by nigdy do ich praktyk! #

Nigdy jeszcze w całej historii powszechnej ani razu sama żądza zysków materialnych nie zbudowała niczego. Ani też żydzi nie mogli by dojść do niczego, gdyby nie posiadali innej siły rozpędowej, jak gonitwę za pieniądzem. Abstrakty rządzą historią ... i Żydami także. Hans Kohn np. przyznaje w swej książce: „Die politische Idee des Judentums", że socjalizm jest środkiem do mesjanistycznych celów żydowskich (a mesjanizm żydowski nieodłączny jest od panowania nad całym światem), lecz w jego marzeniach „królestwo mesjańskie jest udoskonaloną kulturą". Udoskonaloną oczywiście po żydowsku, a cóż lepiej odpowiada duchowi ich, jak marksizm? Więc „w nauce żyda Marksa, którą uczyniono ewangelią dla mas europejskich, mesjanizm stał się celem dążeń. Według Tory ziemia (w Palestynie) jest własnością Jehowy, a zatem nie może być własnością prywatną, lecz wspólną wszystkich. Czyż tylko ziemia? W konsekwencji ... wszystko.

Cały bolszewizm komunistyczny wyprowadza Kohn z Biblii i z Talmudu. Socjalizm jest w ich oczach nowoczesna ewolucją Starego Testamentu. To zapatrywanie podziela większość inteligencji żydowskiej i w tym ich siła. Dlatego to Żydzi są socjalistami, i to z reguły bolszewikami. Są przekonani, że muszą nimi być – w imię Tory, w imię Jehowy. A wobec tego na tę łączność nie ma rady. Stwierdził ją jasno i wyraźnie, krótko i węzłowato, prof. Teodor Lessing w odczycie wygłoszonym w Wiedniu w roku 1927 pt. „Teodor Herzl i Karol Marx". Zasadniczy ustęp brzmi, jak następuje:

- „Gdy po latach zacznie się badanie, co było naprawdę żydowskim w twórczości naszych sławnych żydów, naonczas ostaną się niewątpliwie dwaj wielcy mężowie, którzy świadczyć będą na naszą korzyść. Są to twórcy dwóch potężnych ruchów ludowych ... Mam na myśli syjonizm i socjalizm, oraz ich twórców: Teodora Herzla i Karola Marsa... Herzl i Marx; I dla wielu są to sprzeczne, wrogie sobie zasady i światopoglądy. A jednak nie ma między nimi sprzeczności. Tak samo, jak syn może kochać równocześnie matkę i ojca, tak można równocześnie być syonistą, wiernym Herzlowi i socjalistą, wierzącym w Marxa ... Marx i Herzl, socjalizm i syonizm, nie są wcale kontrastami. Jesteśmy socjalistami ... Na pytanie: Herzl czy Marx? odpowiadamy: Herzl i Marx!".

Gdy sobie z tej łączności zdamy sprawę, zrozumiemy, że żydzi muszą prowadzić walkę z prawem rzymskim, bo – jak powiada tenże Kohn – rzymskie „chroni i strzeże istniejącego ustroju, udziela mu majestatu porządku prawa, drugie zaś (żydowskie) od samego początku uznaje nadzieję na nowy porządek”. Mesjanizm żydowski musi tępić prawo rzymskie, skoro „duch żydowski jest duchem z natury rewolucyjnym i świadomie, czy nieświadomie, żyd jest zawsze rewolucjonistą. Toteż żyd bierze udział w rewolucjach i uczestniczy w nich tyle, o ile jest żydem, a raczej właściwie o tyle, o ile żydem pozostał". Są to słowa Bernarda Lazare, żyda, wyjęte z jego dzieła: L’antisemitisme.
Nic innego, tylko nowa interpretacją Starego Zakonu. Powstała nowa sekta żydowska, a szerzy się ona z nadzwyczajną chyżością, coraz popularniejsza. Zapamiętali ci sekciarze mogą się powoływać nie tylko na „upaństwowienie" ziemi w dawnej Palestynie (własność Jehowy). Wiemy z poprzednich rozdziałów, że wszelkie srebro i złoto należało do świątyni. Komunizm był już głoszony w żydowskiej Sybilli (zwanej erytrejską) i miał swoją sektę w I wieku po Chr. (esseńczycy?), bo neofici jerozolimscy wprowadzili go do swej gminy.
„Upaństwowiony" ma być także handel z zagranicą; ależ tak było w państwie Salomona! Nie brak tedy punktów zaczepienia, żeby bolszewizm powiązać ze Starym Testamentem. Mylnie tedy poinformował pewien wybitny żyd w Moskwie badacza francuskiego Henryka Beraud, mówiąc: „Stanowisko komunizmu nie jest naszym ideałem, natomiast sowietyzm zrodził się z ducha Izraela". Cały szereg współwyznawców zaprzecza tej informacji i zachwala komunizm właśnie dlatego, że uważa go za zgodny z duchem Izraela. Thora w zasadzie nie uznaje prywatnej własności ziemskiej. Faktem też jest, że przejmowanie się Starym Zakonem naprowadziło na komunizm Albigensów, skrajną lewicę husycką i nowochrzczeńców w XVI wieku". Myli się Bucharin i Preobrażeńskij, kiedy w broszurze „ABC komunizmu” twierdzili, jako religia i bolszewizm nie mogą istnieć obok siebie. Okazuje się, że żydowska religia stanowi wyjątek. Kiedy ilość rozstrzelanych i zabitych w Rosji dochodziła w roku 1930 do czterech milionów „żydowsko - bolszewicki rząd nie tknął ani jednego rabina, ani jednego żyda". Wystawiono natomiast pomnik Judaszowi (w Tambowie).

Realizować syjonizm można wszędzie. Izrael Zangwill rzucił hasło: „Zbudować Jerozolimę w każdym poszczególnym kraju, również jak w Palestynie; oto jest misja żydów".Jakżeż to osiągnąć? Odpowiada na to autor „Protokołów" (zob. pod koniec rozdziału o „nieuchronnym nieporozumieniu"): „Kiedy społeczeństwa przejęte będą wstrętem do religii ... wówczas nie dla służenia dobrej sprawie, nawet nie dla dostatku, lecz jedynie z nienawiści do klas uprzywilejowanych niższe sfery gojów pójdą wraz z nami przeciwko naszym konkurentom o władzę, przeciwko gojom inteligentnym". „Na każdy objaw przeciwdziałania musimy mieć możność wywoływania wojny z sąsiadami w tym kraju, który ośmieli się sprzeciwić naszym planom. W wypadku, kiedy i sąsiedzi ci postanowią działać zbiorowo przeciwko nam, musimy odeprzeć atak podobny przy pomocy wojny powszechnej". „Uzbroić jednych przeciw drugim, by się przeciwnicy sami wzajemnie niszczyli; by ten, który wyjdzie zwycięsko, był już tak osłabiony, iż musiałby się poddać wpływom żydostwa; to środki prowadzące do celu" Albowiem „wojna światowa, pokój światowy i epoka Mesjasza" – to jedno, jak zapewnia A.Tannenbaum. Miał na myśli pierwszą wojnę powszechną; drugiej jeszcze nie przewidywano. Pierwszą „przedstawia jako zapowiedzianą w starożytnej literaturze i Talmudzie wojnę Goga i Magoga, a czas od zawarcia pokoju wersalskiego, jako epokę Eliasza. Teraz zatem ma przyjść Mesjasz, kilka lat później zapewniał Szmarjahn Levin, były rabin z Grodna i Jekaterynosławia, że Mesjasz już przybywa i przyjdzie „teraz, a nie później"

W roku 1920 pewna odezwa (jedna z wielu, bo wydawano ich bez liku) woła: „Synowie Izraela! Godzina naszego zwycięstwa jest już bliska. Jesteśmy u progu panowania nad światem. To, o czym nie mogliśmy myśleć, jak tylko o marzeniu, staje się obecnie rzeczywistością". A w dalszym ciągu te słowa: „Rosja, śmiertelnie zraniona, jest teraz na naszej łasce". W roku 1926 dr Sz. Eisenstadt w Wilnie obwieścił judeocentryzm dziejów współczesnych i przyszłych w te słowa: „Wszystkie poglądy międzynarodowe tracą swoje znaczenie, jeśli brakuje wśród nich centralnej figury, Izraela, gniazda rewolucyjnego nowych ideałów społecznych. Niegdyś Bossuet głosił judeocentryzm żydowski ze względów religijnych; obecnie rewolucjonizm wynika właśnie z religii. W zasadzie – to samo. Na takim tle syjonizm palestyński mógł stanowić tylko część wielkiego programu. (......) „Polska wkrótce znowu powstanie; niechże Żydzi, żyjący na jej glebie, idą ręka w rękę z braćmi-Polakami. Gdy nastanie dzień zwycięstwa, rachunki będą załatwione. Żydzi zdobędą prawa. Gdyby zaś nalegać mieli na powrót do Palestyny, Polacy pomogą im do urzeczywistnienia tej chęci" [28]. Nie, wcale nie nalegali; zgoła się o to nie troszczyli. Miało minąć jeszcze całe pokolenie, zanim ozwał się głos żydowski w tej materii. W połowie XIX wieku przebywało w Palestynie zaledwie kilka tysięcy żydów, pogrążonych w najniższym stanie materialnym i umysłowym. Sefardim posiadali przynajmniej kilka chederów, aszkenazim zaś nic a nic. Cała ta ludność wiodła po większej części byt żebraczy; utrzymywała ich „chalukka", składka całego golusa. Kraj był arabski, rząd turecki; żywioł żydowski w Jerozolimie ledwie zwracał uwagę, poza Jerozolimą nie liczył się zgoła. W owych czasach dobijano się dopiero równouprawnienia w Europie, i nikomu się nie przyśniła możliwość, żeby siły europejskie zaprząc do zdobywania Palestyny dla żydów, do usuwania stamtąd Arabów.

Dopiero w roku 1862 miał się narodzić syjonizm. Ojcem idei jest Moritz Hess, autor wydanej w roku 1862 publikacji „Rom und Jerusalem". Osobę jego przedstawił (w niewyraźnych zresztą rysach) Józef Opatoszu w
żargonowej „powieści na tle powstania 1863 roku", której dał tytuł: „Żydzi walczą o niepodległość Polski". Hess pochodził z żydów „polskich", ale pisał i pisał się po niemiecku (Moritz, z Mojżesza), bo język ten był wówczas głównym językiem żydowskim; nie lgnął zaś ni do Niemców, ni do Polaków. Współcześni uważali go tylko za dziwaka. Pierwszymi entuzjastami nowego osadnictwa żydowskiego i to koniecznie rolniczego w Palestynie celem przygotowania warunków, by można było w przyszłości myśleć o założeniu tam własnego państwa – byli dwaj wybitni żydzi z ziem polskich: Dawid Baer Gordon z Wilna i Zebi Hirsch Kalischer z Leszna. Zbierano fundusze i po r. 1880 powstały już pierwsze osady rolnicze żydowskie w Ziemi Obiecanej. Osadnikami byli w znacznej części chasydzi, gorliwcy, którzy udawali się tam po to, by znaleźć się pod całkowitym panowaniem Zakonu, niczym nie krępowanego. Podnoszono z fanatycznym zapałem urządzenia starotestamentowe; chciano mieć instytucje czysto żydowskie. Obliczywszy, jako rok 1888-89 jest szabasowy, zastanawiali się wcześnie nad tym, jak uczynić zadość przepisom Zakonu, żeby dać zadośćuczynienie za dawnych przodków, którzy to przykazanie właśnie pomijali. Uczeni z gałęzi sefardim obmyślili, że może by te grunty sprzedać fikcyjnie gojom, tj. Arabom, żeby przez nich były uprawione w roku szabasowym; ale uczeni aszkenazim obstawali, żeby przepis był wykonywany ściśle i zdanie ich zwyciężyło. Urządzono tedy osobną kwestę na utrzymanie szabasujących Palestyńczyków.

Wielki chorąży ruchu syjonistycznego, Teodor Herzl (1860-1904) wystąpił dopiero w kilka lat później; mylnie zaś uważanym bywa za twórcę syonizmu. Był publicystą w Paryżu, w roku 1895 przeniósł się do Wiednia, gdzie w roku następnym wydał jakby manifest syonizmu rozprawę pt. „Der Judenstaat". Znajduje się tam takie zdanie:„Nie można właściwie nic skutecznego przeciw nam uczynić ... Na dół proletaryzujemy się na wywrotowców, tworzymy podoficerów wszystkich rewolucyjnych partii, a równocześnie ku górze wzrasta nasza straszna potęga pieniądza". Idea syonistyczna, rozumiana ściśle według Hessa i Herzla, jako zaludnienie Palestyny żydami w celach państwowych, wywoływała wśród Żydów więcej sprzeciwów, niż pochwał. Głównie chodziło o współwyznawców we wschodniej Europie. Już w roku 1895 utworzył się w Wilnie żydowsko-socjalistyczny „Bund", który stanął w silnej opozycji przeciw syonizmowi palestyńskiemu, zadawalniając się postulatem żydowskiej autonomii kulturalnej w państwie rosyjskim (a zastrzegając się przeciw wciąganiu sprawy niepodległości Polski w działalność organizacji rewolucyjnych w Rosji.

(.....)Syjonizm Herzla, uważany powszechnie za utopię, miał jednak wpływy wielkie na umysłowość żydowską; wywołał u wszystkich niemal żydów europejskich odruch narodowy. Dzięki Herzlowi począł ogół żydowski odnosić wrażenie co do siebie samego, jakoby był narodem; w to uwierzyli szybko i tak się to przyjęło powszechnie, iż pośród żydowskich publicystów, polityków i działaczy społecznych na palcach policzyć można by takich, którzy nie dali się przekonać i społeczności żydowskiej nie chcieli uważać za odrębny naród. Hasło narodowe przyjmowało się nagle a powszechnie u żydów ziem polskich, w Rumunii, na Węgrzech. W roku 1902 odbył się już „wszechrosyjski zjazd żydowski" w Mińsku Litewskim, z wyraźną cechą propagandy narodowej. Tak tedy wyrobiły się, obok syonizmu właściwego i dzięki niemu, prądy narodowe, żądające autonomii kulturalnej, a zmierzające i do politycznej, w krajach golusu, bez emigracji do Palestyny. Przybywało wśród żydów coraz bardziej umysłów zdolnych uchwycić ideę własnego państwa, bez jakiejkolwiek spółki; tych właśnie większość wolała by popróbować tego nie w Palestynie, ciasnej dla zbyt licznego Izraela, a niewątpliwie arabskiej. Wytępienie Arabów uważając za utopię, szukali indziej miejsca dla państwa żydowskiego, gdzie i łatwiej dałoby się ten cel osiągnąć i lepsze widoki, bo przestrzeń większa i ościenne obszary łatwiejsze do wzięcia. Tych zwano terytorialistami. Nie dbając zakazu Mojżeszowego, że do Egiptu wracać nie wolno, myśleli o tym czy by za ognisko wielkiego osadnictwa w celach państwowych nie obrać Pelesium, El-Arisz; inni zwracali myśl do Ugandy, niektórzy do południowej Ameryki, potem znów do Angoli w Afryce. Sporem pomiędzy terytorialistami a ścisłymi syjonistami zawieruszony szósty kongres w Bazylei, omal nie został zerwany; siódmy atoli, tamże, oświadczył się pod prezydencją Maxa Nordaua za Palestyną. Natenczas terytorialiści, pod przewodem Izraela Zangwilla założyli „Jüdische-Territorial Organization" (skrót: „ITO"), a ponieważ dużo argumentów świadczyło, że ich plany realniejsze, zyskiwali popleczników pośród kwiatu inteligencji żydowskiej, rozdwojonej coraz bardziej. Ósmy kongres syonistów, w Hadze, w roku 1907, był słabszy od ostatnich poprzednich.(...) Po wybuchu wojny powszechnej zamilkł „terytorializm" pozaeuropejski. Pozostały tylko dwa programy: Erec Izrael w Palestynie i Judeopolonia. Syjonizm działał w dwóch kierunkach, bynajmniej nie wykluczających się. Jak z początku syjonizm palestyński wzmocnił niezmiernie rozwój żydowskiego nacjonalizmu, tak następnie podczas wojny, wszyscy najzapamiętalsi nawet syjoniści palestyńscy godzili się na to, że nie można zaniedbywać opanowywania państw chrześcijańskich, a zwłaszcza zabiegów o Judeopolonię. Ci sami żydzi głosili jedno i drugie; hasła państw żydowskich w Palestynie i w Polsce stanęły obok siebie, uzupełniając się niejako. Działacze obu kierunków zaczęli działać w zgodzie i w porozumieniu. Odznaczył się w obronie „syjonizmu krajowego" znany nam z rozdziału o chasydach Max Buber, a stanął przy nim pisarz żargonowy Aszer Ginzberg, używający pseudonimu Ahad-ha-Am, co znaczy „ktoś z ludu" (ten, któremu przypisuje się autorstwo słynnych „Protokółów mędrców Syonu").

Sam przebieg wojny, a jeszcze bardziej czas układów pokojowych, wykazały żydom niezmierną dla nich wartość ich pozycji w Europie. Okazali się tak silnymi, iż nie ponieśli żadnej straty z tego, że należeli do obozu niemieckiego, pokonanego. Przegrali wojnę, a wygrali traktat wersalski. Do jakiego stopnia opanowywali sytuację, wiemy z własnego doświadczenia (zwłaszcza w Wilnie!). Czyż brakowało gdzieś żyda pośród reprezentacji wszystkich a wszystkich państw? Niekoniecznie anegdotką jest opowiadanie o tym, jak to delegat niemiecki Robert Friedental, spotykał się w Kolonii z delegatem francuskim i tamtejszym komisarzem okupacyjnym, a swoim kuzynem, Alfonsem Friedentalem – i zaraz robią tam interesy; a czy znaleźli się i zjechali tylko przypadkiem? A czyż było i jest cokolwiek przesady w oświadczeniu: „Z pomocą Ligi Narodów poruszymy świat przeciwko każdemu krajowi, któryby śmiał źle nas traktować” . A czyż w Polsce nie nazywa się tej Ligi „popularnie": liga Żydów wszystkich narodów? Roboty około traktatu wersalskiego skończyły się zwycięstwem obu kierunków syjonizmu; obok uznania Żydów „mniejszością narodową", staje palestyński Erec-Izrael. Palestyna nie stanowi jednak państwa samoistnego, niepodległego, lecz ten „Jewish national home" pozostaje pod opieką W. Brytanii z mocy mandatu od Ligi Narodów. Można by powiedzieć, że to zwycięstwo nie pełne, ponieważ nie ustanowiono od razu państwa żydowskiego. Tak wszakże nie jest - żydzi sami tego państwa obecnie nie chcieli. Palestyna, jako niepodległe państwo żydowskie, musiałoby własnymi siłami żydowskimi stworzyć obronę przeciw otaczającemu ją, a wrogiemu żydom, światu arabskiemu i na własną rękę radzić sobie z przytłaczającą większością arabską na wewnątrz. Takie państwo zniknęłoby nazajutrz po jego ustanowieniu. Trzeba było mieć czas na umocnienie żywiołu żydowskiego w kraju, a zrobić to można było tylko pod opieką potęgi, dla której świat arabski ma respekt ...

„Usadowienie się w Palestynie, jako w kraju mandatowym angielskim, było z punktu widzenia żydów najświetniejszym rozwiązaniem i dawało podstawę do najśmielszych nadziei. Trudno przeczuć, jak daleko szły te nadzieje; wyparcie z kraju ludności arabskiej, skolonizowanie go przez żydów, później zapewne posunięcie dalej kolonizacji, rozszerzenie granic Palestyny, stworzenie państwa z wielką pozycją w świecie i udział w sprawach międzynarodowych już jawny, firmowy, w imieniu państwa żydowskiego; nie zaś, jak dziś, gdy chodzi o udział oficjalny, w charakterze przedstawicieli innych narodów". Cała przyszłość zamierzonego państwa palestyńskiego zależy od stosunku do ludności arabskiej. Wątpliwe to bardzo czy żydzi chcieliby wyprzeć ich całkowicie, czy chcieliby być sami, bez akumów, choćby nawet w Palestynie. Faktem jest, że sami żydowscy przedsiębiorcy wolą tam zatrudniać robotnika arabskiego, niż żydowskiego. Zapewne żydzi woleliby stanowić tam warstwę panującą, ale nie jedyną, i czy zdołaliby panować bez pomocy jakich gojów? Czy zdołaliby choćby skolonizować jako tako Palestynę, gdyby goje (obecnie angielscy) pozostawili ich własnym siłom? Czy żydzi mogliby pragnąć tego, żeby Anglia urządziła im państwo całkiem niepodległe, od Anglii zupełnie niezawisłe? Czy mogliby sobie życzyć, żeby Anglicy wycofali się stamtąd? Jeśli nie, w takim razie cały syonizm palestyński stanowi tylko ... deklarację; istotny zaś syonizm tkwi w krajach europejskich, przede wszystkin w Judeopolonii. Lecz i tu musieliby liczyć na opiekę Prus, czy może w danym razie ... Anglii? Przerobienie Polski na Judeopolonię oficjalnie, nie tylko de facto, lecz także de iure, wymagałoby gwarantów. Faktem jest, że zamiary państwowe żydów nigdzie a nigdzie nie będą wykonalnymi bez poparcia gojów; pod tym względem są Żydzi zawiśli od tego, czy zyskają poparcie jednych gojów przeciw drugim. Liczą na to, że im takiego poparcia nie zabraknie. Sir Alfred Mond, minister gabinetu Lloyd George'a, Żyd, miał mowę w Oksfordzie dnia 2 lutego 1922 roku, wyrażając zupełną pewność Izraela co do Anglii .(...) Palestyna stała się krajem eksperymentów marksistowskich i gdyby nie angielskie władze, biada byłoby żydom nie spragnionym bolszewickich urządzeń. „Chalucowie" pokochali Palestynę, jako przedmiot bolszewickich doświadczeń, który im się nawinął tak szczęśliwie! Eksperymentowaliby również chętnie i z równym zapałem wszędzie, gdziekolwiek dałoby się to robić. Będąc żydami, podwójnie robią to chętnie w Palestynie; czy jednak nie rzuciliby jej gdyby rząd angielski zechciał przeszkadzać ich eksperymentom? Jest to żywioł zupełnie odżydzony pod względem religijnym; nie Mojżesza czczą, lecz wyłącznie Marxa, o Jehowę zaś nie troszczą się zgoła. Chalucowie, tj. osadnicy rolnicy, mają się za pionierów i tak właśnie nazywają się. Według pojęć europejskich pionierem jest tylko osadnik w kraju nietkniętym przez cywilizację; tego warunku nie spełnia chyba Palestyna, zwłaszcza pod zarządem angielskim? Ale mają oni być pionierami rolnictwa żydowskiego, żydowskiej warstwy chłopskiej i robotniczej.

Przyjrzyjmy się bliżej chalucom, jak ich opisuje autor żydowski: Osady ich, to kwuce i gdudy. Kwuca, to wspólnota gospodarcza rolnicza, a kwucat poalot, to osiedle robotnicze żeńskie. Gdud – to marksowskie zrzeszenie robotnicze. W gdudzie wszyscy ubrani są jednakowo. I w kwucach i w gdudach obowiązuje „skórzana kurtka i czarna, wysoko pod szyją zapięta koszula". Są tam kamieniarze nawet w spódnicy, spotkać można „grupę dziewcząt, rozdrabiających kamień na szuter" / W stosunkach płciowych panuje tam wyłącznie wolna miłość „bez ceregieli" i na czas dowolny. A więc np. „żyła w jednej z kwuc, Emeku, jako trzecia z rzędu żona człowieka, którego dwie pierwsze żony tułały się gdzieś po świecie". Zresztą monogamia trwała nie jest zgodna z interesem społeczeństwa, albowiem „małżeństwo burzy poczucie wspólnoty ... wytwarza wprawdzie silniejsze i intymniejsze więzy ale ogranicza je do dwóch tylko osób".
(...) Dzieci chowają się w publicznych żłobkach, pod opieką urzędowych pielęgniarek. Są tam godziny urzędowe, także na odwiedziny matek. Podrósłszy, tworzą dzieci „republikę dzieci", gdzie „dzieci same o sobie stanowią, same rządziły, same pracowały w polu, same decydowały, co, kiedy i gdzie siać, sadzić i orać". Wobec tego można istotnie być „zdumionym tym podobieństwem, jakie zachodzi między stosunkami w bolszewickiej Rosji a ... Palestyną". W osadzie Tel-Josef główna kwatera bolszewizmu, ale wszędzie „w gdudzie jest tzw. lewica, która dąży do utworzenia w Palestynie czegoś podobnego do sowdepii ... są między nimi galicyjscy i niemieccy studenci". A na zebraniach gdudu nie ma przewodniczącego; tak radykalnie zrywa się ze wszelkim śladem „burżujstwa", wyprzedzając o krok najradykalniejsze zebrania komunistów w Europie. W gdudach i kwucach są sami między sobą. Po miastach, a zwłaszcza w Tel-Awiwie, gdzie dużo zjeżdża nie-żydów, zachowują ściśle formy żydowskie, a więc na pierwszym miejscu szabat. W sobotę nie wolno ani papierosa zapalić! Utrzymuje się tzw. szomej-szabat, osobną policję, która pilnuje, żeby szabat był przestrzegany/ (...) Kiedy Anglia wystawiła Erec-Israel spodziewano się, że będzie napływać nowych osadników po 50.000 rocznie. W czasie dwuletnich rządów sir Samuela osiedliło ale zaledwie 25.000, a potem ilość przybyszów zmniejszała, się. Na Polskę przypada trzecia część imigrantów; gdyby tak trwało dalej, po 150 latach ubyłoby Polsce półtora miliona Żydów. Skoro zaś w Palestynie zmieści się zaledwie 120.000 haluzim, a więc „przyjąwszy trzykrotnie większą od dzisiejszej coroczną imigrację do Palestyny, można by liczyć, że po upływie lat 40 ubyłoby nam w Polsce około 50 tysięcy ludności żydowskiej". Nawiasem mówiąc, dezerterzy z Polski stanowią znaczny procent imigrantów. Nie wszyscy haluzim pozostają wierni swemu „pionierstwu", Corocznie 8% opuszcza Palestynę, z reguły potajemnie. Czasem żądają pieniędzy na podróż powrotną, grożąc w przeciwnym razie... chrztem. W ogóle Erec-Israel – jak dotychczas – nie wniósł nic nowego do cywilizacji żydowskiej nowoczesnej; o wskrzeszeniu zaś starożytnej czyż może być mowa? Żydowskie tańce, śpiewki, ani nawet poprawne władanie hebrajszczyzną z przyjętą w gimnazjum w Jaffie wymową sefardim, niczego w tym względzie nie stanowią. Jeżeli to ma być na nowo kraj Jehowy, natenczas musi być wznowiona świątynia jerozolimska; ale o tym głucho. Od wieków zbiera się na to składki, marzy się o tym, a teraz jakoś o tym zapomniano, czyżby Izraela nie stać było na to? Czyżby rząd
angielski miał coś przeciw temu? Ale co w takim razie począć z ... ofiarami krwawymi?!

XXXVI. ZAŻYDZENIE

O zażydzeniu Europy moralnym i duchowym, zwłaszcza w zakresie polityki i kwestii społecznych, była mowa pod koniec drugiego tomu „Cywilizacji bizantyńskiej", lecz tylko krótko, incydentalnie niejako. Tu przyjrzymy się bliżej tej sprawie arcydoniosłej. Największe przeciwieństwo mieści się w pojmowaniu stosunku etyki do prawa, a tym samym największe niebezpieczeństwo ich wpływu; w tym mianowicie, że wśród chrześcijan europejskich przybywa coraz bardziej takich, którzy głoszą, że etyka opiera się na prawie (odzywają się już takie głosy z katedr uniwersyteckich). Szerzenie tej tezy, ściśle żydowskiej, dokonuje się równolegle i równocześnie z osłabieniem społeczeństw przez mechanizowanie życia zbiorowego. Nie powiedzie się nigdy obalenie przodowniczego stanowiska etyki, gdzie nie następuje zmechanizowanie; toteż zacznę swe wywody od tej drugiej sprawy. Wpływy żydowskie są dla cywilizacji łacińskiej zabójcze właśnie dlatego, iż zmierzają do zmechanizowania państw i społeczeństw. Ponieważ cywilizacja żydowska jest sakralna, mieści w sobie tym samym metody apriorystyczne wobec życia zbiorowego; aprioryzm zaś nadwątla organizmy, a tworzy mechanizmy i nadaje im przewagę. (...) Na mechanizm biurokratyczny zamieniono cesarstwo rzymskie, gdy miało coraz opieszalskich obrońców, gdy sama stolica uległa hordom Alaryka, senator Rutillus, piszący w V wieku po Chr. przypisywał upadek cesarstwa Żydom, rozproszonym po całym jego obszarze. Sami Żydzi chełpią się, że przyczynili się wielce do upadku Rzymu i zaciążyli następnie na Bizancjum. Żydowski historyk stwierdza, jako w bizantyńskim sporze o obrazy działały rozmaite wpływy żydowskie, a cesarz Michał II (820-329), zagorzały obrazoburca, należał za młodu do sekty „bardzo bliskiej Żydom". Uwalniał też Żydów od podatków. Podobnych przykładów można by przytaczać wiele z samych żydowskich autorów. Lecz przejdźmy do „aktualnych" czasów najnowszych. Zażydzenie wielkiej polityki doszło już do absurdu. Zaczęło się jeszcze za czasów bismarkowskich. Dosadnego przykładu dostarczyło upokorzenie, jakie spotkało Rumunię na kongresie berlińskim. Chodziło o to, by znieść resztki zawisłości od sułtana, jakkolwiek już tylko formalnej. Kongres zgodził się popierać tę sprawę pod tym tylko warunkiem, że w Rumunii będzie nadane Żydom równouprawnienie obywatelskie.

Powtórzyło się to samo względem Polski na kongresie wersalskim, lecz na większą skalę; od roku 1878 do 1920 wzrosły bowiem roszczenia żydowskie. Polska nie zamierzała bynajmniej odmawiać im praw obywatelskich; chodzi nie o równouprawnienie, lecz o uprzywilejowanie, o to, by zbliżyć się do Judeopolonii i ... trzeba było podpisywać traktat dodatkowy o „mniejszościach narodowych". Znać zaś wyraźnie, że życzliwość „Europy" dla roszczeń żydowskich wzrastała nieustannie, a to dowodzi, że wzrasta zażydzenie. Na konferencji pokojowej w 1919 roku Żydzi byli doradcami delegacji angielskiej i amerykańskiej. Potem pakt Kelloga opracowany był przez bankierów żydowskich i zredagowany przez Żyda Levisohna. Od banków żydowskich wychodziła inicjatywa do udzielania coraz większych ulg Niemcom. Historia dostarcza aż nazbyt wielu faktów, świadczących, jak zażydzenie urządzeń państwowych w Europie doszło do tego, iż Żydzi stali się najwyższą władzą ponad wszelkimi władzami państwowymi. W toku sprawy Dreyfusa zgłosił się wielki rabin paryski Sadok Khan do prefekta policji paryskiej Lepine i oświadczył, że jeżeli Dreyfus będzie stawiony przed Radą Wojenną, wybuchnie we Francji wojna domowa, a Żydzi posiadają środki, żeby ją podtrzymać. Rabin mówił prawdę, rozporządzają bowiem Żydzi w każdym kraju swoim własnym wojskiem; armią tą organizacja socjalistyczna, gotowa na każde skinienie swych kierowników żydowskich.

Czyż nie to „wojsko żydowskie" narzuciło Polsce Piłsudskiego w roku 1926. Czyż nie te same organizacje socjalistyczne podcięły siłę militarną Francji w roku 1939? Praktyczną doniosłość teorii Marksa uchwycili Żydzi w lot. Boruch Lewy pisał do Marksa list, który cytowała w roku 1928 „Revue de Paris", a przypomniała go w roku 1936 „Action Francaise". Jest w nim taki ustęp: „Lud żydowski, wzięty kolektywnie, będzie sam dla siebie mesjaszem. „Jego rządy nad światem, osiągnięte zostaną przez unifikację innych ras ludzkich; zniesienie granic i monarchii które są ostoją partykularyzmu, i przez ustanowienie republiki powszechnej, która wszędzie przyzna prawa obywatelskie Żydom. „W tej nowej organizacji ludzkości synowie Izraela, rozsiani obecnie po całym globie, staną się wszędzie elementem kierującym, zwłaszcza, jeżeli potrafią narzucić masom robotniczym kierownictwo stałe kilku spośród siebie. „Rządy narodów, tworzących republikę powszechną, przejdą wszędzie bez wysiłku w ręce żydowskie na skutek zwycięstwa proletariatu. Własność prywatna będzie mogła być wtedy zniesiona przez ludzi u steru rządu z rasy żydowskiej. „W ten sposób spełni się obietnica Talmudu, że gdy nadejdą czasy Mesjasza, to Żydzi dziedziczyć będą klucze od majątków wszystkich narodów świata" Jakżeż częstym jest pośród Żydów typ „zawodowego rewolucjonisty"! Sami Żydzi to przyznają . W Polsce redaktor żydowskiego „Naszego Przeglądu", S. Wagman, pisał w roku 1925: –

- „Na wszystkich barykadach – swoich i obcych – stoimy, żywe pochodnie rewolucji. Twój ogień, płomienny krzewie, podkładamy pod lamusy przeszłości, my podpalacze starego ładu".„Starość" jest tu czczym frazesem. Najstarszym jest ład żydowski, a tego się wcale nie podpala. Byle rewolucja! Monarchie burzą w imię republikanizmu, republikę w imię socjalizmu, nawet państwa socjalistyczne będą burzyć w imię komunizmu. Byle burzyć, niszczyć, póki nie wytępią chrześcijaństwa. W Rosji znaleźli najżyźniejszą dla siebie glebę, toteż stali się tam warstwą rządzącą. Biurokracja bolszewicka składa się niemal wyłącznie z Żydów. To wszystko wykazano w setkach publikacji różnojęzycznych; to dziś już są truizmy, nad którymi nie ma się co rozwodzić. W Rosji było we władzach rządowych i partyjnych w roku 1917 Żydów 53.9%, a w roku 1935 odsetek żydowski podniósł się na 95.9%. Dodajmy tylko, że tak jest wszędzie a wszędzie, gdzie tylko zapanuje państwowość socjalistyczna. Szczytem stała się rewolucja na Węgrzech pod firmą „Beli Kuna", gdyż tam „95% wybitnych i kierowniczych stanowisk rządowych zajmowali Żydzi”.

Bolszewizm rosyjski jest najwyższym rozkwitem socjalizmu. Przewrót zaś roku 1917 finansowały wielkie banki żydowskie całego świata pod przewdem Schiffów z Nowego Jorku. Głosząc socjalizm, osiągają Żydzi swe cele; między innymi dochodzą do własności ziemskiej. Lecz „w koloniach żydowskich w południowej Rosji wszystkie kolektywy rozpadły się i wszędzie zaprowadzono gospodarkę indywidualna ... żydowscy włościanie są słabymi zwolennikami budowy socjalistycznej". Jest to głos żydowski! Żydzi sami wiedzą i przyznają w pismach przeznaczonych dla swoich, że metody socjalistyczne nie mają sensu. Pojęcie sporu społecznego musi się stać bezecnością, strajk i lokaut zdradą narodową; postępowaniem, które wyklucza danego człowieka lub daną grupę lub organizację z ogółu żydowskiego, które czyni je wyrzutkami społecznymi i przestępcami, z którymi ani się nie mówi, ani się nie obcuje, dla których jest jedna tylko rada: „precz!"(...) Metody socjalistyczne a metoda prawa żydowskiego wykazują tyle analogii, iż nie dziw, że Żydzi popieranie socjalizmu uznali za swój obowiązek religijny. W roku 1919 oświadczył Arnold Zweig z całą szczerością: „Myśmy rozwinęli socjalizm i socjalną idee rewolucyjną ... myśmy pchnęli świat do zmechanizowania i zmaterializowania, do granic, które przyprawiają go o rozpacz".

Zażydzeniem jest w naszych stosunkach wszelkie odstępstwo, a choćby tylko odchylanie się od personalizmu i historyzmu. Rozejrzyjmy się po najnowszych dziejach Europy. Wszystkie skupienia, odrzucające historyzm, lubiące zaczynać historię powszechną dopiero od swego wystąpienia, wysługiwały się Żydom, choćby zrazu nieświadomie, a po pewnym czasie przechodziły pod kierownictwo żydowskie. W antyhistoryzmie tkwi dla Żyda największy powab socjalizmu. Nie nabyliśmy od Żydów wcale pojęć o sakralności państwa i jego urządzeń. Nigdy w chrześcijaństwie nie pojawiły się dążności teokratyczne na większą skalę, na miarę historyczną; niektóre indywidualne zapędy w tym kierunku nie zjednywały sobie wystarczającej ilości zwolenników, a często bywały tłumione przemocą. Kościół katolicki wzdryga się przed teokracją. W bizantynizmie wytworzono coś pośredniego. Tam zrodziły się pojęcia o boskiej genezie władzy, lecz nie miały nic wspólnego ze Starym Testamentem. Stanowiły ciąg dalszy pojęć orientalnych o emanacyjnym pierwiastku władzy.(...) Z tego pochodzi pęd do wszechwiedzy naszych kodeksów. Fatalna to pomyłka, jakoby wszystko dało się prawniczo przewidzieć. Życie rzeczywiste oparte jest na całkiem innych walorach. Im bardziej szczegółowymi stają się nasze kodeksy, tym bardziej odbiegają od życia, tym więcej uprawiają niesprawiedliwości. Komentuje się tedy, interpretuje, naciąga się; jest to nieuchronne następstwo przyjętej talmudycznej metody. Niejasność wszelkiej kodyfikacji stała się jakby obowiązkiem urzędu. „Dla prawdziwego talmudysty myśl jasna jest rzeczą najmniej godną podziwu na świecie. Jeżeli jest jasna, to tylko czysty pozór. Pod tą trawą są sidła, a pod tą wodą jest otchłań. Znajdowaliśmy natychmiast środki, by wszystko zrzucić, by rzucić w tę przejrzystość dwie rzeczy, które idą dobrze w parę: subtelność i bezład".

Prawniczość nasza osiągnęła to, żeby umieć robić z rzeczy prostej zawikłaną, z jasnej wątpliwą, z łatwej trudną, wreszcie z pożytecznej szkodliwą. Intelekt kształcony niewłaściwą metodą wyszedł na spaczenie sił umysłowych. Umysłowość żydowska składa się niemal wyłącznie z takiego powikłanego rozumowania, z opacznego mędrkowania; jest to intelektualizm nie regulowany innymi właściwościami ducha. Dla „Żydów najwyższe człowieczeństwo, to najwyższy intelektualizm". Oni „poznają świat rozumem, a nie krwią i dlatego dochodzą łatwo do przekonania, że wszystko, co za pomocą rozumu da się uporządkować na papierze daje się podobnież uregulować i w życiu". A tymczasem „wszelki intelektualizm jest w gruncie rzeczy płytki; nie przenika w głąb rzeczy, w głąb dusz, w głąb świata".

Ekskluzywizm intelektualny jest ojcem aprioryzmu, naciągania życia do formułek. Powierzchownie wygląda to często jakby na naukę. Nauczyciel Szalom Hurwicz rozumuje, że nauka jest mesjaszem ludzkości. „Nie ma zła ani dobra, jako takich; jest tylko wiedza i ciemnota. Człowiek posiadający wiedzę przez to samo już uszlachetnia się; może on nawet niekiedy uczynić coś złego, lecz tylko z potrzeby, nie ze złych skłonności". Albowiem „gdy ludzie posiadać będą dość wiedzy i wykształcenia ... wtedy nie trzeba będzie szukać raju w innym świecie. Wtedy wszyscy ludzie będą sobie braćmi". A jak się to braterstwo okaże, czym? Oto „znikną narody, upadną granice ... to będzie na tej ziemi raj". Tak wynika z nauki, z której jednak wykluczono metodę indukcyjną; nie ma bowiem tej metody w rozumowaniach talmudycznych, na których wyćwiczył się intelektualizm żydowski. Prawniczości żydowskiej cechę zasadniczą stanowi zamiłowanie do obchodzenia prawa. Nie trzeba z tego wysnuwać żadnych wniosków z kategorii moralności, gdyż jest to prostym następstwem wyłącznego intelektualizmu. Intelekt bada, rozumuje, kombinuje, ćwiczy się w misternych wywodach, nie mając żadnych celów moralnych ni niemoralnych. To pozostawione jest praktyce prawniczej, lecz teoretyczne roztrząsania o to się nie troszczą. Typowa „sztuka dla sztuki"; łamańce logiki, przypuszczenia, umyślne wytwarzanie wątpliwości, a wszystko to przy całkowitym ignorowaniu życia. Myśl operuje nie jakimś odłamkiem życia, lecz wyłącznie tekstem, na którym używa sobie „rozrywek umysłowych". Jeżeli ktoś zdoła mędrkowaniem dojść do tego, by wysnuć z tekstu i na jego podstawie coś tekstowi wręcz przeciwnego, dokonuje arcydzieła intelektualizmu. Intelektualizm puszczony samopas, oderwany od innych warunków życia duchowego, nie może działać inaczej, jak tylko przewrotowo.(...) Zażydziliśmy sobie całą dziedzinę prawa, aż do filozofii prawa, którą poobcinaliśmy nielitościwie. Żydzi, chociaż są prawnikami przede wszystkim, chociaż religia ich jest właściwie prawem, filozofii prawa jednak nie posiadają. Ta nauka wymaga czegoś więcej niż tekstów. Lekceważenie i zaniedbanie filozofii prawa jest zarazem upadkiem prawa wobec cywilizacji łacińskiej. Zmieniliśmy prawo w paragrafiarstwo. Zażydziliśmy cały porządek prawny w naszym życiu prywatnym i publicznym. Oto przyczyna, dlaczego socjalizm całym swym ustrojem popiera tym bardziej wzajemnie paragrafiarstwo, prawniczość, gromadność i ucieczkę od historyzmu. Brnie się tedy coraz głębiej w błędnik cywilizacji żydowskiej. Brnie się w prawdziwy neojudaizm, bo tym właśnie jest socjalizm. Propaganda socjalizmu – to rodzaj prozelityzmu, mianowicie prozelityzm zażydzenia się. Nie będzie rzetelnym wyznawcą socjalizmu (i jego konsekwencji: bolszewizmu), kto nie nabędzie zasadniczych cech żydostwa: kontrhistoryzmu, prawniczości i gromadności, jako przeciwieństwa personalizmu. Kto uzna za błąd którąkolwiek z tych żydowskich właściwości ustroju życia zbiorowego, pocznie tym samym wątpić co do socjalizmu. Wiem z doświadczenia, że każdy socjalista nabiera w siebie niemało cywilizacji żydowskiej; o ile się temu nie podda, opuści szeregi socjalizmu.

Według stopnia nabytych skłonności żydowskich można poznać, jak daleko kto zagłębił się w socjalizm! Socjalizm a żydostwo sprzężone są sobą jak najściślej. Nie jest to sprawa przypadku, lecz tkwi w samej istocie rzeczy, że kierują socjalizmem Żydzi. Polski dowcip ludowy, nazywający organizacje socjalistyczne „żydowskim wojskiem", wyraża zupełną prawdę; zgodny jest ściśle z rzeczywistością. Socjalizm zażydza się jak najskuteczniej, służy zaś zawsze i wszędzie do obrony interesów żydowskich. Stanowi znakomity środek do handlu wojną i pokojem, mieszcząc w sobie groźbę wojny domowej. Socjalizm, to kultura żydowska. Byłby nią nawet w takim razie, gdyby Żydzi przestali się nim zajmować; natenczas atoli zacząłby także
upadać. Niezależnie zaś od tej kwestii szczegółowej nie ulega wątpliwości, że losy socjalizmu zależne są i będą od ogólnych losów Izraela. Rzecz prosta. Natężenie zażydzenia zawisłym jest od mocy żydostwa.(...) Nie o to więc chodzi, że Żydzi stoją na czele socjalizmu, lecz o to, w jaki sposób sprawują to przodownictwo i na jakim opierają się rozumowaniu. Ślepy chyba nie widzi, jako marksizm stanowi nieoceniony środek do spełnienia żydowskiego mesjanizmu. Dzięki socjalizmom rozmaitego gatunku cywilizacja żydowska staje się zwycięska na całej linii. Z pomocą tej doktryny Izrael nie tylko mógł by stać się panem świata, lecz wprost musiało by to nastąpić. Toteż wszelka klęska socjalizmu staje się dotkliwą klęską Izraela. Propagują też socjalizm nawet Żydzi religijni, prawowierni bez zastrzeżeń; o tyle tylko się ograniczając, że propagandę ograniczają do gojów. Z reguły socjalista żydowski traci atoli wiarę i staje się pod względem religijnym odżydzonym; nigdy jednak nie zatraca cywilizacji żydowskiej; owszem, nieraz właśnie w obozie socjalistycznym utwierdza się w niej mocniej. Marksizm jest aprioryczny, jak od czasów mojżeszowych nie było niczego również apriorycznego; i jest apoteozą gromadności, tak olbrzymią, iż na równą nie zdobyto się nigdy i nigdzie przedtem (wszystek świat w koszarach!); opiera się cały na przepisach i na konieczności pomnażania ich coraz bardziej, aż do drobnych szczegółów życia nawet prywatnego, sprowadzając elephantiasis ustawodawstwa większą, niż kiedykolwiek przedtem; za czym idzie elephantiasis biurokracji socjalistycznej, boć w ich państwie tylu urzędników, ilu wyznawców socjalizmu; słowem: posiada wszelkie cechy gromadności i prawniczości, więc cywilizacji żydowskiej.

Nie brak mu ani negatywnych: czyż ze wszystkich religii świata nie obdarza największą nienawiścią katolicyzmu, ograniczając się nawet często do walki z nim jednym? Czyż nie jest mściwy, okrutny? Czyż nie marzy o wytępieniu wszelkiego rodzaju amalekitów, tj. ludzi innych przekonań? I co najważniejsze – czyż socjalizm uznaje inną etykę, jak prawa socjalistyczne? Wydrwiwa i przedrzeźnia etykę, moralność, sumienie, uznając tylko prawniczość. Nawet nie są zdolni zrozumieć, że może istnieć moralność, jako taka; twierdzą, że tego nigdy nie bywało, bo moralnym zawsze zwało się (ich zdaniem) to, co dogadzało silnym tego świata. Żyd właśnie wyprowadza etykę z prawa wręcz przeciwnie jak w cywilizacji łacińskiej, pragnącej wprowadzić prawo na drogę etyki. Jest to sprawa absolutnie niezrozumiała dla cywilizacji żydowskiej, co stanowi najgłębszą jej cechę. Marksowski aprioryzm ma tę wygodę, że nie wymaga najmniejszego przygotowania, składając się z formułek, które mieszczą w sobie in nuce rój przepisów. Ta metoda marksizmu i ten rodzaj jego systematyki robią go systematycznym dla Żydów, których życie nawet duchowe pławi się w formułkach i przepisach. Tego rodzaju „systemy" chwytają się wszędzie łatwo głów niedouczonych, półinteligencji, ale u Żydów imponują najwyższej inteligencji, gdyż to właśnie uchodzi za szczyt rozumnego ujmowania spraw życia zbiorowego. Jest to jakby szczyt metody racjonalistycznej.(...) Nigdy socjalizm nie może być antysemickim, gdyż w takim razie zaczęła by kurczyć się jego uniwersalność, którą zawdzięcza przede wszystkim wszędobylstwu żydowskiemu, ale to już sprawa praktyki. Tą zajmować się tu nie mogę, bo by mnie mogła wyprowadzić daleko, zbyt daleko „poza burtę" zamierzonej książki. Nawet na „najpraktyczniejszą" stronę socjalizmu, na jego roboty gospodarcze, mogę zwracać uwagę tylko ze stanowiska teoretycznego. Socjalizm (z komunizmem) mają swoją odrębną ekonomię społeczną, której główne wskazania są zgodne z ekonomią żydowską ... Ażeby ten temat przedstawić należycie, trzeba by osobnej książki. Ograniczę się (dla przykładu) do jednego punktu, lecz zasadniczego. Jak wiadomo, cywilizacja żydowska stawia na pierwszym miejscu (w przeciwieństwie do łacińskiej) nie majątek ziemski, w ogóle nieruchomy, lecz pieniężny (spekulacyjny). Bogacze żydowscy podrwiwają sobie z tych gojów, którzy właściwie są od nich o wiele bogatsi, będąc panami rozległych mil kwadratowych, lecz ... nie mają pieniędzy. Według pojęć łacińskich zbiera się pieniądze po to, żeby nabyć nieruchomości i już się jej nie pozbywać; według żydowskich nabywa się nieruchomość, ażeby ją korzystnie sprzedać. Wszelki majątek a nawet prosty dobrobyt, wyobraża sobie Żyd stale, jako pieniądz; nieruchomość jest u niego czasowym ekwiwalentem pieniądza. Ujmuje więc całą ekonomię pieniężnie.(...) Przybywa nam ustaw utrudniających stabilizację majętności nieruchomej. W całej Europie (prócz Anglii) odbyła się nagonka na majoraty i powiodła się. W Polsce zostało ledwie kilka ordynacji które tak kłują w oczy „demokrację", iż należy się spodziewać generalnego ataku na nie. Rozpowszechniło się bowiem wśród ogółu mniemanie, jakoby majoraty były
jakimś wybrykiem arystokracji i „feudałów". W rzeczywistości jest to chłopska forma prawa majątkowego, praktykowana w wielu stronach Europy, a która szerzyła się też pośród polskiego ludu przed pierwszą wojną powszechną. Dziedziczenie nieruchomości całej wraz z inwentarzem przez najstarszego znane jest u wszystkich narodów cywilizacji łacińskiej, nie obwarowane jednak nigdzie ustawą, oparte o prawo zwyczajowe, które okazuje się nieodpartym. Całe rozległe krainy trzymają się tego prawa spadkowego i są z niego zadowolone. Co więcej, gdzie w krajach ościennych nie ma urządzeń majoratowych, powstaje tendencja, żeby je zaprowadzić; tendencja zupełnie spontaniczna, bo któżby uprawiał w naszych czasach agitację za majoratami? W Polsce nie było to ludowi wiadome i nikt też do tego nie namawiał ni odczytami wędrownymi, ni broszurami; nigdy żaden poseł „ludowy" nie dotykał tej sprawy; a jednak chłopi sami sobie to obmyślili i ni stąd ni zowąd pojawiać się zaczęły coraz częściej dziedzictwa jednego ze synów, oczywiście z warunkiem spłat. Wojna powszechna uczyniła spłaty niemożliwymi, wręcz niewykonalnymi i dlatego tworzenie majoratów nagle się przerwało. Nie brak jednak żalów, że nie można ich ustanawiać i wbrew wszelkim przeciwnym warunkom szerzy się zapatrywanie, że „dobrze byłoby, gdyby to było możliwe".(...) Zapatrywania żydowskie na własność nieruchomą nie pochodzą z ich prawa spadkowego, lecz z dążności do ustawienia na tym samym poziomie majątku gruntowego i pieniężnego. Jak pieniądz winien szybko przechodzić z ręki do ręki, podobnież ich zdaniem nieruchomość powinna jak najczęściej zmieniać właściciela. A zatem precz z posiadłościami rodzinnymi, gdzie rodziły się i umierały pokolenia! Żyd wzrusza na to ramionami, a socjalista doda: że to przesąd „burżujski". Kwestia ta wkracza w zakres prawa familijnego. Już za polskich czasów wydano ustawę, że żona bezdzietna dziedziczy po mężu czwartą część jego majątku, Rzekomy nowy krok „postępowy" do „emancypacji" kobiet, a w rzeczywistości zaburzenie w rodzinnym prawie majątkowym. Przyspiesza to atoli znakomicie „obrót dóbr"; jakoż będzie przechodzić szybko z jednej rodziny do drugiej. W praktyce przedstawia się sprawa tak, iż wytwórca majątku nigdy nie jest pewien, na kogo pracuje, a właściwi dziedzice nigdy nie zdołają przewidzieć, komu się będą musieli okupić lub, co gorsza, na czyje żądanie będą zmuszeni wszystko sprzedać. Wyobraźmy sobie, że dziadek posiada mająteczek nieruchomy, a ma dwóch synów, żonatych; jeden z nich ma dzieci, drugi bezdzietny. Przypuśćmy, że bezdzietny zmarł; wdowa po nim staje się właścicielką ósmej części posiadłości. Póki żyła, stosunki układały się dobrze. Po jej śmierci dziedziczy po niej jakiś jej stryjeczno-cioteczny siostrzeniec, którego ona sama ledwie raz w życiu widziała. Majętność przeszła tymczasem na wnuka pierwszego właściciela, lecz współwłaścicielem jest ów nieznany mu całkiem daleki powinowaty, który upomina się o wydzielenie mu owej ósmej części. Jeżeli się nie ma gotówki, żeby go spłacić, cudzy ten człowiek ma prawo wystawić majętność na sprzedaż żeby odebrać swą należność. Ustawa to zaiste horrendalna, przeszła w sejmie niespostrzeżenie, bo dzienniki, zajęte wielką polityką pomiędzy stronnictwami a ministerstwami, nie dostrzegają takich „drobnostek". Są to dotkliwe kolce, wbijane w korpus cywilizacji łacińskiej. Biada nam, jeżeli nie zdołamy obronić nietykalności majątku rodzinnego! Przygodni współdziedzice stanowią naruszenie porządku społecznego. Wszędzie w całym świecie łączy się pojęcie własności indywidualnej z instytucją monogamii i z przekazywaniem majątku dzieciom. Jakiekolwiek osłabienie tego porządku i związku rzeczy w jednym punkcie, pociąga osłabienie innych punktów.

Cywilizacja żydowska oddziaływa na nas w kierunku rozluźnienia, a nawet burzenia rodziny; socjalizm atakuje ją bez ustanku. Dlatego szczególniej nienawistnym im jest majątek rodzinny; chcieliby to pojęcie wymieść z naszego życia zbiorowego. Popieranie tych dążności zaliczam do objawów zażydzenia naszej myśli społecznej, ponieważ na tej drodze zniżamy się – i to, niestety szybko – do pojęcia żydowskiego, jako majątek nieruchomy jest tylko czasową lokatą kapitału. Na tej drodze pozbawiamy nasze majętności wszelkiej wartości moralnej dla swych właścicieli. Dopóki przyznajemy im wartość moralną, dopóty własność stanowi potężną więź społeczną na tle cywilizacji łacińskiej; gdy tę wartość utracą i ograniczone zostaną do wartości handlowej, rozprzęgnie się ta więź. Niebezpieczeństw tego rodzaju jest więcej, toteż społeczeństwo przemienia się stopniowo na wielkie sterty drobnych ziarn piasku, sterty zależne od wiatru. Więź cywilizacji łacińskiej staje się coraz bardziej iluzoryczna, a na luki wkracza wszędzie tryumfalnie cywilizacja żydowska. Niestety, wypada do niej zaliczać coraz liczniejszych zażydzonych chrześcijan i Polaków.

Fundamentem każdej cywilizacji jest trójprawo, tj. prawo familijne, majątkowe i spadkowe. Związek tego trojga praw jest jak najściślejszy i zależność wzajemna, ciągła, wchodząca nawet w drobne szczegóły. Wszelkie, choćby najlżejsze, naruszenie rodzimego trójprawa, niesie uszczerbek rodzimej cywilizacji, a w szczerbę czy wyłom wkracza natychmiast cywilizacja inna, obca, a współzawodnicząca. Longum esset enumerare, ile naszych urządzeń ekonomicznych świadczy o zażydzeniu. Czy na Żydów będziemy zganiali winę tego stanu rzeczy? Czy nie nakładaliśmy i nie nakładamy tego jarzma na siebie całkiem dobrowolnie? Czy brak między nami takich, którzy czynią to z zapałem? Żydowskiemu pojęciu o majątku, przesączającemu się coraz głębiej do naszych głów, towarzyszy także żydowskie pojęcie o handlu. Dla nas Polaków, jest to najniebezpieczniejsze zażydzenie. My, Polacy, zginiemy marnie, jeżeli nie wyzbędziemy się niechęci do zajęć handlowych. Jakżeż walczyć z nią, skoro ona pochodzi po większej części z poczucia moralnego, jakkolwiek mylnego. Ponieważ uważamy handel za spekulację, ponieważ identyfikujemy jedno z drugim, wyniknęło z tego rozpowszechnione zapatrywanie, jakoby handel polegał na szachrajstwie. W tym przyczyna, że ogół młodzieży polskiej brzydzi się handlem. Młodzieniec, nakłaniany by zamiast urzędniczej „kariery" chwycił się handlu, odpowiada z dwuznacznym uśmiechem, że do tego trzeba mieć „specjalną naturę". Nie powie, że nie posiada odpowiednich zdolności lub zamiłowania, lecz oświadcza z poczuciem wyższości, że nie ma tej „natury". Tymczasem rzeczywistość jest zgoła odmienna. Handel polega bowiem na zaufaniu i jest wyborną szkołą dokładności, punktualności, rzetelności, ścisłości w rachunkach, solidności, prawdomówności (kupiec zamilczy, lecz nie skłamie), przewidywania, zapobiegliwości, pomocy wzajemnej, solidarności i w ogóle szeregu tych przymiotów męskich, na których opiera się „potęga Albionu". U nas panują o tym pojęcia jak najfałszywsze, czerpane z żydostwa. Doskonale określił tę dziedzinę Sombart: Inny jest obyczaj kupiecki żydowski, a inny w chrześcijańskich społeczeństwach kupieckich. „Walka kupców żydowskich i chrześcijańskich jest walką dwóch poglądów na świat, albo najmniej dwóch zasadniczo odmiennych kierunków gospodarczych. Chrześcijański pogląd polega na tym, że „środkiem ciężkości interesów gospodarczych jest człowiek i ta właśnie idea przewodnia panowała nad myślą i czynem"; toteż „chrześcijańskie życie zarobkowe starej doby było ustawicznie normowane przez względy etycznej natury".

Prawdziwy, rzetelny kupiec, nie tylko nie uprawia spekulacji, lecz wystrzega się jej, jak ognia. Firma, przechodzić mająca na synów i wnuki, nie może być ryzykancka. Handel żydowski zepsuty jest co do tego dwiema cechami żydostwa w golusie. Jedną z nich stanowi usposobienie skłonne do prowizoryczności. Jeżeli spostrzeżono, to nawet na domach sefardim salonickich, że nie mieszczą w sobie pierwiastka trwałości, cóż dopiero w sklepach aszkenazim. Z reguły jest on zawsze gotów do przeniesienia, do zmiany towaru, zmiany właściciela, a nawet do zamknięcia. Są to przedsiębiorstwa jakoby prowizoryczne. (Przyznaję chętnie, że nie brak wyjątków, zwłaszcza wśród Litwaków)(...)

Trudno jednak orzec, czy pierwsze miejsce pomiędzy prądami zażydzającymi życie zbiorowe naszej cywilizacji łacińskiej należy się socjalizmowi, czy raczej nie wolnomularstwu. Należałoby mu się pierszeństwo „i z wieku i z urzędu". Masoneria starsza jest od socjalizmu, a nikt nie przypuści, by socjalistyczne wydziały rządzące miały kierować masonerią; raczej jest przeciwnie. O wolnomularstwie spisano całą bibliotekę, my zaś możemy się poszczycić pierwszorzędnym dziełem Morawskiego. (Choćby grzeszyło tu i ówdzie pewną przesadą i skłonnością do „zapędzania się", nie przestaje jednak być pierwszorzędnym). O genezę „lóż" można by się spierać. Mnie wydaje się masoneria być pochodzenia żydowskiego, bo jakżeż inaczej wytłumaczyć sobie tam „poszukiwanie słowa zaginionego" i szereg ich rytów? Zażydziła się od samego początku znaczna ilość gojów, próbujących współpracy z Żydami, aż oni sami uznali, że dla powodzenia masonerii lepiej będzie, jeżeli Żydzi pozakładają loże osobne. We Frankfurcie n/M. była osobna loża żydowska już w roku 1828. Dopiero w 15 lat potem powstała w Nowym Yorku w 1843 roku organizacja „Bnai-Brith", rozszerzona, za naszych dni aż do ... Krakowa. Obok tego (a może skutkiem tego) liczne loże dawniejsze zamieniły się na „mieszane", dopuszczające Żydów na członków, nie chcąc ich tracić. W tych Żydzi wodzą rej. Wytworzyły się zaś wprawdzie loże nie przyjmujące Żydów, z pewnym antysemityzmem towarzyskim, lecz dowodzi to tylko powierzchowności, gdyż myśl tych „antysemickich" masonów, zażydzona od początku, nigdy zażydzona być nie przestała, żadne wolnomularstwo nie może być zasadniczo sprzeczne z żydostwem. Ponieważ zaś zasadniczym celem całej tej organizacji, wszystkich a wszystkich jej odmian, jest zwalczanie Kościoła katolickiego, jakżeż miałaby rezygnować ze współpracy z żywiołem, pałającym tym samym celem? Obecnie zaś wolnomularstwo uległo całkowicie wpływom żydowskim. Czyż na samym początku „wtajemniczania", tj. pozyskiwania członków, nie stoi kwestia żydowska? Czyż adept nie musi być przede wszystkim judeofilem? Obecne wolnomularstwo należy do cywilizacji żydowskiej tak samo, jak socjalizm i komunizm. Według wszelkiego prawdopodobieństwa, najwyższa władza masońska jest zarazem rządem żydowskim. Wyliczać, na jakie dziedziny naszego życia wpłynęło już zażydzenie? Ależ trzeba by na to osobnego tomu. Dotykam ledwie niektórych dziedzin, mniej znanych i mylnie określanych. Muszę się skracać a skracam się tak dalece, iż pomijam sprawę o zażydzenie dziennikarstwa i literatury, bo o tym w ostatnim czasie pisano niemało, są to więc rzeczy wiadome. Wiemy też wszyscy, że wyrzucono z gimnazjów Krasińskiego, ale wsadzono Tuwima itp. Zrobiła to piłsudczyzna. W zamian za „Nie-boską", za „Prześwit" i „Psalmy przyszłości" obdarzono gimnazja czymś, co Zygmunt Wasilewski słusznie nazwał „wampiryzmem poezji semickiej" i „kulturą wyobraźni rzezaka". Celują w tym Helena Mordkiewiczówna, R. Brandstätter, Anatol Stern a Tuwim jest istotnym hersztem grupy. Za granicą rozpoczęli Żydzi kierować literaturą wcześniej, niż u nas. Powiedziano, że gdyby byli opanowali krytykę literacką w Niemczech jeszcze nieco wcześniej, naczelnym poetą niemieckim nie byłby Goethe, lecz Heine. Warto przypomnieć, że Przybyszewski pisał o Strindbergu, jako utrzymywali go Żydzi : „Sellgsohnowie, Kantorowicze, Roetnerowie, familie Aschów i Goldbergów".

Pospieszając i skracając, nie mogę jednak pominąć tu jednego pola, tej rozległej sprawy: Zażydzani jesteśmy w ujmowaniu stosunków płciowych. Starozakonna zmysłowość rzuciła się na „narody". Wyrzekali na to starożytni Rzymianie, ale w wieku XIX sprawy zaszły jeszcze dalej. Nie o to rzecz idzie, że pornografia jest także u Żydów, lecz o to, że jest u nich jakby na honorowym miejscu; jawna, głośna, wszędobylska, natrętna i pełna roszczeń do wszelkiego ... równouprawnienia. Nikt tak pornografii nie lubi, jak Żydzi. Ważniejsza atoli jest inna okoliczność, mianowicie że u nich uchodzi za coś zupełnie naturalnego wiele takich spraw i sprawek, które w każdej innej ze współczesnych cywilizacji uchodzą już za pornografię. Żyd porządny, całkiem normalny człowiek, zdumiewa się często, że my uważamy coś za pornograficzne, co jego zdaniem wcale takim nie jest. Często ta odmienność pojęć bywa rażąca. Wszakżeż zdarzyło się, że w roku 1923 prokuratura węgierska skonfiskowała madiarskie tłumaczenie Talmudu, za „zamach na obyczaje i za pornografię" a są to dla Żydów księgi święte obok Biblii, dla niektórych nawet ponad Biblię. Do płciowych nadużyć Żydzi są o wiele skłonniejsi od Europejczyków, a dziwna łagodność naszych praw wobec najgorszych nawet nadużyć staje się fatalną szkołą dla „gojów" i zażydza ich coraz bardziej. Np. dnia 25 sierpnia 1931 stawał przed sądem krakowskim Benjamin Redner, Żyd 27-letni, pod zarzutem czynów nierządnych wobec dwóch dziewczynek, jednej dziesięcioletniej, drugiej siedmioletniej. Zamiast na szubienicę, został skazany na dziesięć miesięcy więzienia, bo taka jest w naszym kodeksie „humanitarna" sprawiedliwość. Nasze prawo cywilne i karne jest w ogóle grubo zażydzone.(...) Oto wszystko ujęte w jednym zdaniu: Zanieczyszczają nam same źródła naszej cywilizacji. Ponadto zachodzi atoli coś więcej. Często, bardzo często, umyślnie uprawiają pornografię wobec gojów celowo, ażeby nas demoralizować. Specjaliści od tego przesadzają umyślnie, posuwają się z całą świadomością daleko nawet poza granice tego, co swawolnemu Żydowi jest dozwolone. Roboty pornograficzne, przeznaczone dla gojów, stanowią grube wybryki nawet wobec żydowskich pojęć w tej dziedzinie. Niestety, roboty te są wprost protegowane przez nasze kodeksy praw i przez nasze przepisy administracyjne. Prawodawstwo nasze sympatyzuje z szerzeniem tej gangreny, a nasza opinia publiczna? Kto podejmie walkę w imię (choćby tylko) przyzwoitości, będzie zakrzyczany o pruderię i ... udawanie.

Rzadko kto widzi całą rozległość niebezpieczeństwa. Miesza się pornografię ze zmysłowością, z samym zmysłem płciowym. Zmysłowość prawdziwa bynajmniej nie bywa pornograficzna. Pornografią wypacza się zmysłowość, wprowadzą się w życie czynnik chorobowy a pociągający za sobą liczne choroby woli. Pogrążając się w pornografii, stajemy się coraz większymi ... niedołęgami. Charaktery wiotczeją, a na miejsce celów życia wstępują zachcianki. Nie ma mowy o poważnej kulturze czynu w społeczeństwie, rozmiłowanym w pornografii. Jak Żydzi lubią deprawować, pokazało się, kiedy Izrael rządził na Węgrzech, za komunizmu Beli-Kuhna. Wprowadzono do szkół „poglądowe uświadamianie o stosunkach płciowych". Komisarzami ludowymi do wychowania publicznego byli wówczas sami Żydzi. Mamy z tych czasów wiadomość, pochodząca z autopsji, jako „w sypialniach pensjonatów dla dziewcząt nocują młodzi nauczyciele Żydzi, żeby się dziewczęta przyzwyczaiły do obecności mężczyzn. We wspólnych wannach towarzyszą dziewczynkom studenci medycyny Żydzi, w celu wyszydzania ich „niepotrzebnej" wstydliwości. Wykształcenie seksualne idzie za tym". Doprawdy, nie darmo Tacyt nazwał ich „proiectissima ad libidinem gens". (...)Co zrobiono z kobiety w bolszewizmie, wiadomo. Wspólność kobiet, proklamowano często, w niektórych miastach bywały nawet ponumerowane. Orgie komisarzy opisywane były we wszystkich językach, a wyjątkowo tylko zdarza się komisarz nieżydowski. Pornografię podniesiono do zasady rządowej, aż tego w końcu nawet Stalinom było za dużo. Deptano kobiecość często pod pozorami, że się chce podnieść ich „godność ludzką i obywatelską", udzielając im swobody i wolności; ale też zmuszając je często do tej „wolności". Wprowadzono wiele z prawa żydowskiego; między innymi także co do używania nazwisk: W bolszewickiej Rosji może żona pozostawić sobie nazwisko panieńskie, lub przybrać mężowskie, albo też nosić nazwiska oba, jako nazwisko podwójne. Nie koniec na tym: mąż może przybrać sobie nazwisko żony, albo nosić podwójne, bo „równe prawo dla wszystkich". Wszystko to pochodzi z obyczaju Żydowskiego. Żydowszczyzna ta spodobała się Polakom i roi się też u nas od nazwisk niewieścich podwójnych, przybieranych całkiem samowolnie. Właściwie należało by każdej takiej wytaczać proces o fałszerstwo dokumentów. (W heraldyce nazwisko podwójne noszą bastardzi. Po polsku mówi się zaś i pisze: „Katarzyna z Dalińskich Józefowa Falińska". Nazwisko Dalińska-Falińska oznacza pochodzenie z nieprawego łoża jakiegoś Dalińskiego lub jakiejś Falińskiej).

Niejeden wzruszy może ramionami, że się zastanawiam nad takim „drobiazgiem". Jest ich więcej, jest ich nie mało, a widzi się dopiero na nich, jak dalece jesteśmy zażydzeni. Przyjęte powszechnie „skróty" nazw instytucji stanowią małpowanie żydowskiego zwyczaju, powszechnego u nich już w pierwszej połowie wieków średnich. Zapewne skróty takie nieraz są pożądane i tworzyliśmy je sami, lecz inną metodą. Np. zamiast wygłaszać cały tytuł instytucji: Towarzystwo Wzajemnych Ubezpieczeń w Krakowie pod wezwaniem Św. Floriana – mówiło się zawsze krótko „Florianka", i wiedziano doskonale w całej Polsce, co to znaczy. (Nie ma w tym żadnego związku z dzisiejszą „Florianka". Dzieje zażydzenia tej wielkiej instytucji, wydanej po prostu Żydom przez polskie władze z całym w ogóle przemysłem ubezpieczeniowym w całej Polsce, wołają wielkim głosem o dokładne opracowanie). Żydowską metodą nazywało by się to stowarzyszenie „twuk" (TWUK). Istniał w mowie potocznej szereg takich skrótów, dostosowanych do samej rzeczy, usprawiedliwionych jakimś szczegółem itp. Tworzenie nowych wyrazów, cudacznych, metodą jakby akrostychową, nie dopomaga pamięci, lecz ją obarcza, zwłaszcza, że mnożą się te cudactwa bez końca. Coraz częściej zdarza się, że widząc w gazecie grupę zagadkowych liter, nie wiemy zgoła, o czym mowa. Niedługo trzeba będzie wydać do pomocy jaki słowniczek skrótów, ile razy spotkamy się z takim ABCDem (abcdem), przypomnimy sobie o dobrowolnym zażydzeniu. Widać je, bo narzuca się wzrokowi przy każdej przechadzce po mieście. Nowe wywieszki sklepowe sławetnych naszych kupców i majstrów podają ich nazwiska, pisane małymi literami. Moda ... żydowska, gdyż w abecadle hebrajskim nie ma dużych liter. 

Takie „drobiazgi" działają, jak „odkrywki geologiczne", naprowadzając na ślady prawdziwego stanu rzeczy. Im więcej takich rzekomych drobiazgów, tym gorszy los całości. Owe drobiazgi układają się obok siebie i tworzą stopniowo płaszczyznę coraz większą.

Na jej tle coraz łatwiej zażydzać się wcale nie drobiazgami: np. czy zdaje sobie kto sprawę z tego, że obowiązujący w Polsce sposób mianowania głowy państwa wcale nie jest polskim, lecz żydowskim? Trzeba by osobnej a obszernej pracy, żeby wykazać, jakie ustawy i przepisy pochodzą z ducha cywilizacji żydowskiej i wzmagają nasze zażydzenie. Trzeba cywilizacyjnej rewizji naszej konstytucji, administracji i naszych kodeksów. Trzeba by odżydzić panującego w naszych czasach ducha publicznego, a to znaczy wyrzec się ekskluzywizmu intelektualnego. W zagadnieniu zażydzenia i odżydzenia mieści się zmaganie się cywilizacji. (...) Pomysły jakiejś „syntezy religijnej" żydostwa z chrześcijaństwem są po prostu urojeniem. Pisarze żydowscy, dotykający tego tematu, pojmują też tę sprawę bardzo jednostronnie: przyświeca im myśl o zażydzeniu. Być może, że była objawem dobrej woli „misja barbikańska", ciekawe dążenie do syntezy żydowsko-chrześcijańskiej. Kierunek ten pochodzi od wychrzty nazwiskiem Warszawski, który pochodził z Polski a przebywał w Londynie i tam ową „misję" założył w roku 1886; organizował ją zaś Lifszyc, również z Polski przybyły Żyd. Czy Warszawski chrzcił się jeszcze w Polsce, czy dopiero w Londynie i w jakim wyznaniu, tego nie wiem. Już po odzyskaniu niepodległości wszczęli „barbikanie" agitację we wschodnich województwach i podobno mają już dwie gminy: w Białymstoku i w Równem. Ci wychrzci, nawracający Żydów, obmyślili własną „syntezę" religijną. Uważają podobno tak katolicyzm jako też prawosławie, za bałwochwalstwo; przypuszczać należało by tedy, że odrzucają kult świętych i cześć obrazów i że bliżsi są protestantyzmowi; być więc może, że mamy do czynienia z wpływami którejś z licznych sekt angielskich. Podobno twierdzą też, jako „czyste" chrześcijaństwo należy się przede wszystkim Żydom, jako narodowi wybranemu. Barbikanizm mieści więc w sobie pomysły, zmierzające do zażydzenia Kościoła.(...) Zażydzenie Kościoła byłoby szczytem tryumfów Izraela. (...) Jeszcze dosadniejszego przykładu wyzyskania Kościoła przez Żydów dostarczyło stowarzyszenie międzynarodowe, złożone z samych kapłanów katolickich, pod nazwą: „Amici Israel". Organizacja ta rozwijała się wspaniale (sama szybkość rozwoju pobudza do zastanowienia), lecz po dwóch zaledwie latach istnienia Ojciec Św. rozwiązał ją. Krążyło o tym niemało domysłów. Informacji o samym stowarzyszeniu udzielił u nas ks. kanonik Jan Korzonkiewicz w artykule podpisanym całym nazwiskiem a umieszczonym w numerze 110 „Głosu Narodu" z roku 1928. Informacje te są ważne, a ponieważ artykuły zamieszczane w dziennikach giną zazwyczaj bez śladu, przepisuję tu ten artykuł niemal w całości, opuszczając tylko cytaty Pisma Św. W dniu 24 lutego 1926 r. w Rzymie zostało założone międzynarodowe stowarzyszenie kapłanów pod nazwą „Amici Izrael". Założycielem był ks. dr Antoni van Asseldonk, prokurator generalny Zakonu św. Krzyża, rodowity Holender, człowiek niezwykle wykształcony, władający szeregiem języków, uprzejmy i skromny, a przy tym wpływowy i cieszący się bardzo rozległymi stosunkami, nade wszystko zaś wzorowy kapłan. Zwiedziwszy Polskę, Rumunię, Austrię i Węgry, zetknął się on tam ze sferami żydowskimi. Przystąpienie Asseldonka do zakładania stowarzyszenia „Amici Israel", spotkało się z niechęcią ze strony wielu księży za granicą. W samym Rzymie poczynania jego przywitano natomiast przychylnie, a Ojciec św. Pius XI nawet udzielił mu swego błogosławieństwa.„Międzynarodowe to stowarzyszenie, do którego mogli należeć tylko księża, założyło swoją siedzibę w Rzymie w dzielnicy 18, przy via di Monte Tarpeo 54. Prezesem był opat benedyktyński, B. Gariader, jego zastępcą Don Vedustus Vanneufyille, kanonik kapituły laterańskiej. Sekretariat generalny, a zatem główny ciężar pracy, objął sam ks. dr Van Asseldonk. Do rady nadzorczej należeli tacy mężowie, jak znany dominikanin Garrigou-Lagrange, profesor Collegium Angelicum, redemptorysta Korneliusz Damen, prof. teologii w „Propagandzie", O. Himmelreich, sekretarz generała Franciszkanów i kanonik Karol Chuard w Rzymie. Pierwszym protektorem był kardynał van Rossum, drugim kardynał Frühwirth. Poza Rzymem zgłoszenia na członków przyjmowało biuro w Monachium, Pfandhausstrasse I. Stałych składek nie ściągano od członków: na pokrycie kosztów przyjmowano dobrowolne datki.

Do kwietnia 1927 roku do stowarzyszenia zapisało się 18 kardynałów, około 20 arcybiskupów i biskupów i coś około 2.000 księży rozmaitych krajów. Między zapisanymi członkami byli kardynałowie : Bonzano, Casanova v. Casol, Faulhaber (arcybiskup monachijski), Frühwirth (były nuncjusz w Monachium i poprzednik kardynała Lauri’ego na stanowisku wielkiego penitencjonarza), Gasparri (krewniak kardynała-sekretarza stanu), Gasquet, Kakowski, Laurenti, Lucidi, Maurin (arcbp lugduński), Merry del Val (dawniejszy sekretarz
stanu Piusa X), Perosi, Pompili, Raconesi, van Rossum (prefekt „Propagandy"), Schulte (arcbp koloński) i Tosi. Nadto przystąpiło ośmiu generałów zakonów, cały episkopat holenderski i wszystek kler Finlandii. Stowarzyszenie zostało kanonicznie zaprowadzone w archidiecezji rzymskiej i w niemieckich diecezjach: Eichstadt, Kolonia, Moguncja, Monachium i Osnabrück; w austriackich diecezjach: Celowiec i Salzburg; węgierskich: Esztergom i Vacz; w jugosłowiańskich: Maribor, Mostar, Prizren, Raguza, Ścibenik i Veglia; w polskich: Łomża, Lwów, Siedlce, Stanisławów (tam nie ma biskupstwa rzymsko-katolickiego, tylko unickie – uwaga F.K.) i Warszawa; w rumuńskiej diecezji Transylvania; w północnoamerykańskich: Aleksandra, Cincinati, Pittsburg, Sioux Falls; nadto w Chinach, w Japonii i licznych krajach misyjnych, podlegających władzy kardynała van Rossum. „Myślą, która ożywiać miała to stowarzyszenie, była myśl misyjna. Celem jego było zjednoczenie żydostwa z Kościołem katolickim. (Tak, a nie inaczej określa cel stowarzyszenia dr C.A. Kaufman, redaktor miesięcznika apolegetycznego pt. „Der Fels" w Frankfurcie n/M., któremu te dane zawdzięczam: „W jednej ze swoich odezw „Amici Izrael" tak pisali: „Już jesteśmy świadkami wydarzeń na całym świecie, świadczących, że łaska Boża zaczyna działać wśród Żydów; jedni bowiem już są nawróceni, drudzy są w drodze do „Damaszku" i szukają Ananiasza, tj. naszej miłości i czynnej pomocy od kapłanów Chrystusowych. Dlatego winniśmy spieszyć na tę drogę do Damaszku, aby ich tam spotkać, przyspieszyć godzinę łaski i także ich połączyć z Sercem Jezusowym i Jego Ciałem; wszak oni są ze krwi Jego".

Jednak „Amici Israel" mieli nie narzucać się Żydom z pracą misyjną, nie uprawiać prozelityzmu i nie namawiać ich do przyjęcia chrześcijaństwa, lecz sprawę tę chcieli zostawić Panu Bogu, uważając, że jest to sprawa łaski Bożej w pierwszym rzędzie. Dlatego mieli oni modlić się za lud izraelski. Co więcej, „Amici" mieli samych siebie ofiarować Bogu za Izraela, oraz mieli dbać o to, żeby przez należyte spełnianie swoich obowiązków kapłańskich zachęcać Żydów do naśladowania, za przykładem św. Pawła" „Przede wszystkim „Amici" mieli starać się o to, żeby się okazać prawdziwymi przyjaciółmi narodu żydowskiego, podobnie jak Apostoł, okazując im szacunek i miłość. Zwłaszcza zaś mieli unikać niesprawiedliwego i niechrześcijańskiego antysemityzmu, który się szerzy w ostatnich szczególnie czasach". „Amici Israel" rozwijali bardzo ruchliwą propagandę i umieli wyzyskać każdą sposobność, żeby popularyzować swoje zamierzenia. I tak – żeby tylko jeden przytoczyć przykład –kiedy w październiku ub. roku w Monachium pod protektoratem ks. Kardynała Faulhabera odbywał się kurs homiletyczny, stowarzyszenie to rozrzuciło między uczestników swoje odezwy i potrafiło także wyzyskać to, że ks. kardynał, który był głównym prelegentem, w jednym ze swych referatów publicznie poruszył sprawę stosunków kaznodziei do antysemityzmu, i uczynił wzmiankę o stowarzyszeniu „Amici Israel". Tyle informacji ks. kan. Korzonkiewicza, kapłana uczonego, zażywającego jak największej powagi.

Nasuwa się wniosek, że istotnym celem towarzystwa była walka z antysemityzmem, a wszystkie inne tylko ponętą. Nie trudno o chrześcijańskie argumenty przeciwko antysemityzmowi, zwłaszcza w krajach, w których niewiele wiadomo o Żydach. „Amici Israel" widocznie tyle tylko wiedzieli o nich, że Żydzi są materiałem na neofitów i nic więcej; zresztą nic więcej ich nie obchodziło.(...) Nawiasem dodajmy, że nie mamy czego żałować owego „for". Antysemityzm krwawy, i w ogóle kierowany złością samą i nienawiścią istnieje już lat półtrzecia tysiąca. Nie zdał się widocznie na nic, skoro dotychczas sytuacja jest taka sama. Wracając do głównego łożyska naszego tematu, musimy zdać sobie sprawę, że największe niebezpieczeństwo zażydzenia kryje się w „ideale" rzekomej syntezy religijnej. Synteza taka, to absurd, urojenie: wszelkie zaś prace około tego urojenia wyjść muszą na niekorzyść katolicyzmu i cywili(...)

XXXIX. JAK ZAŁATWIĆ KWESTIĘ ŻYDOWSKĄ

Spisano na ten temat całą bibliotekę, lecz na próżno, albowiem brak w tym wszystkim metody. Należy przede wszystkim zadać stanowczo pytanie: czy to możebne, żebyśmy załatwiali kwestię żydowską, póki umysł nasz jest zażydzony? Wszystko na nic, póki nie wyrugujemy żydostwa z samych siebie. Żydzi odnieśli nad nami wielki tryumf, narzuciwszy znacznej części naszego życia zbiorowego metodę swej własnej cywilizacji. Zataczamy się skutkiem tego w kołobłąd, w chorobę cywilizacyjną, grożącą rozkładem (opisaną w "Cywilizacji bizantyńskiej"). Mylimy się co do kierunku następnej własnej cywilizacji, zatracamy ciągłość, tracimy równowagę. Pomniejsza się w nas zdatność do odróżniania dobrego od złego, korzyści a szkody i kurczy się coraz bardziej kultura czynu, a zatem cywilizacja łacińska prowadzi własną walkę o byt z coraz lichszym skutkiem.

Słusznie zwracał uwagę Löwe już w roku 1835, że "przydałaby się nam pod niejednym względem emancypacja od żydowskiego nacisku tego nacisku w niewłaściwym pojmowaniu ksiąg Starego Testamentu (zwłaszcza od czasów protestantyzmu), a uwłaszcza na bezkrytycznym przyjęciu teorii wybraństwa, którą nakręcano nieraz, ażeby współczesne dążenia doczepić koniecznie do Starego Zakonu. Dante wymyślił wybraństwo drugie dla "ludu rzymskiego", a Bossuet oparł widok całej Historii powszechnej na judeocentryzmie. Uwielbienie Izraela tak dalece oszołomiło umysły, iż chcąc obecnie strząść z siebie wpływy cywilizacji żydowskiej, musimy przystąpić do reform w życiu zbiorowym, sięgającym głęboko. Zadanie nad wyraz ciężkie, a stanowiące pierwszy warunek i wstęp do załatwienia sprawy żydowskiej! Najpierw trzeba usunąć niewspółmierności. Nie można, być cywilizowanym na dwa sposoby. Aut-aut. Albo musimy się odżydzić, albo zginiemy marnie w zażydzeniu. W tezie tej nie ma antysemityzmu, lecz tylko ostrzeżenie przed mieszanką cywilizacyjną; to samo tyczy się cywilizacji bizantyńskiej lub turańskiej. Każda z nich jest antyspołeczna względem społeczeństw cywilizacji łacińskiej. Nie może rozwijać się cywilizacja, w którą wplotła się druga; cóż dopiero, jeżeli ma się do czynienia z takimi przeciwieństwami, jakie dzielą cywilizację żydowską od łacińskiej. Musi się przeto wystąpić energicznie do walki z metodą patriotyczną (chyba aprioryczną W.G) i z gromadnością. Póki nie za późno, trzeba nawrócić z fatalnej drogi, iż ruguje się w życiu zbiorowym organizmy, a mechanizuje się coraz bardziej państwo i społeczeństwo; tępi się personalizm, a hoduje coraz usilniej gromadność.

Nasza państwowość totalna, wścibska, statystyczna, biurokratyczna, jest jakby kahałem na olbrzymią skalę. Zagłuszamy historyzm, a dajemy posłuch coraz cudaczniejszym wymysłom aprioryzmu medytacyjnego. Całkiem po żydowsku zapatrujemy się na prawo, jako na jedyny regulator życia zbiorowego i wyłączną namiastkę sumienia. Paragrafiarstwo nas zżera, kruczkarstwo demoralizuje, a wyłączność kazuistyki wysusza umysłowość naszą. Do ciężkich niesprawiedliwości wiodą nasze kodeksy przez to, że wszystko chcą przewidzieć, a sędziego krępują, nie dopuszczając do głosu słuszności i sumienia. W interpretacji prawa zapanowała metoda talmudyczna finezyjnego krętactwa i komentatorstwa bez granic. Prawo stało się doprawdy siecią pajęczą na drobne muchy, przez którą przebijają się jednak doskonale grube owady; najgorsze łotry rozbijają się bezkarnie "w zgodzie z ustawami". Byle nakręcić do litery przepisu! Z tym musi się zerwać, jeżeli nie mamy utracić sam zmysł moralności. Albowiem "zasada" interpretacji prawa polega na dokładnym rozumieniu całości przepisów, ich pobudek i celów, a nie na cząstkowym i oderwanym od całości ich stosowaniu". Prawo jest zasadniczo syntezą, analiza ma tylko rolę pomocniczą; przepis należy interpretować stosownie do syntezy prawa (zdanie jednego z sędziów naszego Sądu Najwyższego, który, niestety, nie daje się nakłonić do pióra). Wszedłszy na opaczną pod tym względem drogę, staliśmy się podobni do Żydów i w tym także, iż zatraciliśmy filozofię prawa. Jakżeż głęboko muszą reformy sięgać w tej dziedzinie! Nasza struktura społeczna staje się coraz wadliwsza. Gardłuje się za przemysłem, a równocześnie zaniedbuje się handel, a rzemiosło wręcz gnębi się. W naszych czasach "wszystko się robi, żeby oddalić jak najbardziej spożywcę od wytwórcy" zupełnie w myśl ekonomi żydowskiej. Wmówiono w nas tyle błędnych pojęć, iż przy usilnej pracy ludzi dobrej woli i zdrowego rozsądku minie jeszcze niemało czasu, nim nam bielmo spadnie z oczu. W naszym prawie publicznym, w naszych konstytucjach, pełno wtrętów turańskich, bizantyńskich i żydowskich. Prym wzięła ustawa rządowa polska, przejąwszy starozakonne prawo mianowania przez głowę państwa swego następcy. Nie wytrzymamy też kosztów państwowości, istniejących obecnie na kontynencie europejskim. Zbliżamy się do nieuchronnego, ogólnego bankructwa państw, a wtedy czeka nas najgorsza rewolucja taka, iż z jej odmętów zdoła się wydobyć kiedyś dopiero jakieś późne pokolenie, stoczymy się na poziomy społeczności Azji centralnej, jeżeli się spóźnimy z budową państwa cywilizacji łacińskiej, państwa obywatelskiego, opartego na aposterioryzmie, historyzmie, personalizmie i autonomicznych organizmach.

W takim państwie cywilizacje obce stracą wpływy i znaczenie. Staczać się będzie coraz niżej nasza państwowość, sądownictwo, studium prawa, bezpieczeństwo życia i mienia, a wreszcie cała moralność publiczna i prywatna, jeżeli nie zerwiemy z dwoistością etyki, z zapatrywaniem, jakoby życie publiczne musiało być zwolnione od moralności, zwłaszcza polityka. Na spodzie tej równi pochyłej znajduje się stan acywilizacyjny; gdy zaś poczniemy się do niego zbliżać, natenczas cywilizacja żydowska zatryumfuje, jako jedyna, która w Europie pozostała żywotną. Longum esset enumerare ... Ale wszelkie nasze bolączki, a zwłaszcza te, które pochodzą z przeszczepiania na nas pojęć czerpanych z cywilizacji żydowskiej, usunąć się dadzą tylko w państwie obywatelskim, opartym na samorządach, w państwie odpowiednim do cywilizacji łacińskiej. W państwie dzisiejszym, wszechwładnym i biurokratycznym, będziemy się nadal zażydzać coraz mocniej i wszechstronniej. Nie ma w tym nic do rzeczy powszechna niechęć do Żydów; widzieliśmy jak dalece zażydzili się najwięksi antysemici ... Od paulicynów, którzy uważali Żydów za płód szatański, aż do współczesnej nam powieści francuskiej czy angielskiej (nie mówiąc o bardziej wschodnich) dowiedzieć się można o Żydach samych niedobrych rzeczy. Od Marty "Syryjki", towarzyszki Mariusa, którą on wodził i woził ze sobą, (a której ducha uważa Maurras za złego ducha swych stron rodzinnych), i od Bereniki Tytusa, aż do usuniętej przez opinię publiczną angielską kandydatki do tronu, stosy całe prawdy, półprawdy i fantazji o żydowskich intrygach; znać, że ich nigdzie nie lubiano.

Jakżeż lubieć takich, którzy chcą mieć wszystkich za "podnóżek" i za niewolników swoich? Takich, którzy są wrogami całemu światu, bo im religia nakazuje czynić wszystkim źle? Trudno, żeby wobec tego nie powstał antysemityzm! Często stawał się krwawym. Od czasów najdawniejszych do najnowszych pełno poematów żałobnych na ten temat, deklamowanych po synagogach w smutne rocznice rzezi, jak np. rabina Abigdora Kara z końca XVI wieku w starej synagodze Pragi. Skarżą się i żalą na siebie od wieków obie strony z powodu nieporozumień nieuchronnych, ale też nie brak zarzutów obarczających Żydów ciężko w sprawach politycznych, a zarzutów słusznych. Do Hiszpanii przywołali Maurów, w Polsce składali się na zrywanie sejmów, we wszystkich krajach patronowali rewolucjom. Nawet w Anglii odzywają się przeciwko nim głosy oburzone. Chesterton wyjaśnia ich wpływy podobnież, jak wszędzie: Oto gdzieś tam połowa gabinetu zadłużona u Żydów, jeden dostojnik przekupiony, drugi z bogatą Żydówką ożeniony, inni wielmożowie dostają udziały we fikcyjnych kopalniach itp. Wyrzeka na angielskich Żydów, że wpływami swymi rzucają Anglików często "w strony, gdzie nie ma żadnego poważnego interesu angielskiego", lecz tylko interesy żydowskich spekulantów. A gdy się wydarzy przy tym klęska "sztandarowi angielskiemu", doznaje wzgardliwych szyderstw od tych samych Żydów, którzy Anglię "wysysają". Jeżeli nawet w Anglii mówi się już o nich w ten sposób ... Zdaje się, że po obecnej drugiej powszechnej wojnie chwilowo wzmoże się wielce znaczenie Żydów w Europie, ale też nie ulega wątpliwości, że równocześnie i równolegle wzmoże się antysemityzm i stanie się powszechnym. W tej okoliczności będzie jego siła. Zarazem atoli podkopałyby się wielce siły żydostwa na przyszłość, gdyby Berlin naprawdę został ubezwładniony. Jeżeli Niemcy nie będą mogły zbroić się do ponownej wojny, jeżeli wobec pacyfikacji Europy odpadnie militaryzm, zniknie też wtedy ekonomiczna hegemonia Żydów nad Europą i poczną się chwiać największe fortuny żydowskie. Izrael osłabiony ekonomicznie, tym bardziej będzie zagrożony powszechnością antysemityzmu. Dotychczas antysemityzm bywał lokalny; wybuchał mocniej, stawał się czynniejszym raz w tym, drugim razem w innym kraju; kraje, w których panowała w dawnym czasie cisza, stawały się jakby filosemickimi i rzeczywiście rządy ich zwracały się nieraz przeciwko państwu "uprawiającemu ucisk religijny". Co jednak będzie, gdy antysemityzm pocznie być czynny równocześnie wszędzie, gdy przeciwko "międzynarodowi" nastanie porozumienie międzynarodowe; gdy sparafrazuje się pewne hasło, którym Żydzi od dwóch pokoleń trzymają całą Europę jakby w oblężeniu i obróci się w okrzyk: "Antysemici wszystkich krajów, łączcie się!"? Natenczas nie da się już zganiać niechęci przeciw Żydom na prześladowania religijne lub rasowe; wszyscy spostrzegą się, że chodzi o walkę z całą odrębną cywilizacją, że kwestia żydowska nie jest ani religijna, ani rasowa lecz cywilizacyjna. znaczeniu cywilizacyjnym tego słowa, któż nie będzie antysemitą? Któż gdzie w jakimkolwiek kraju będzie spragniony cywilizacyjnego zażydzenia? Łatwiej znaleźć Żyda, który decyduje się przyswajać sobie cywilizację łacińską.

Trudno przypuścić, żeby rodzimy Europejczyk świadomie chciał się zażydzać; są natomiast Żydzi, chcący się odżydzić całkiem świadomie. Czy to mądrze, żeby im w tym przeszkadzać? Walka zasadnicza ze
wszystkimi wychrztami jest czymś potwornym. Odżydza się każdy Żyd, który nie chce czynić źle gojowi, bo tym samym postępuje wbrew przepisom swej religii. Taki Żyd zbliża się do chrześcijaństwa, choćby zrazu nieświadomie. Przez konsekwencję może się stać następnie wychrztą. Trzeba ich odróżniać starannie od takich, którzy tylko chrzest przyjmują, niczego w sobie nie zmieniając. Chcąc załatwić kwestię żydowską, trzeba oczyścić antysemityzm z błędów. Niestety, posiada on ich tyle, że można powziąć poważne wątpliwości, czy nie bywał często szkodliwszym dla nas, niż dla Żydów. Bezwarunkowo wyrządza szkody wielkie nam samym ten antysemityzm, którego cechą hasło "bij Żyda"! Moralność obowiązuje bezwzględnie, nawet w antysemityzmie. Wszystko, co wychodzi z założeń niemoralnych, zwraca się ostatecznie przeciwko swym twórcom. Zarzućmy wszelki "rasizm", jako pogląd urągający i moralności i rozumowi. Nie gardźmy nikim za to, że rodził się Żydem. Co on temu winien, i czy za zasługę poczytywać, że ktoś drugi urodził się nie w żydostwie? Sprawiedliwość wymaga jednak równej miary i wzajemności. Skoro Żydzi mają nas za bydło, trudno, żeby wśród nas nie powstawały odruchy przeciwko temu! My pytamy również, jakaż zasługa w tym, że ktoś urodził się Żydem? Na tym kończę, a powtarzam: Pielęgnujmy u siebie jedną tylko cywilizację, wyłącznie łacińską, a żydowska cywilizacja sama usunie się z życia publicznego, będzie w nim wegetować i zamierać. Żydzi po pewnym czasie nie będą ani dość liczni, ani na tyle bogaci, iżby mogli tworzyć nadal "kwestię żydowską", zwłaszcza, że najlepsi z nich odżydzą się. Cywilizacja łacińska musi atoli być silna na tyle, żeby posiadać siłę przyciągania w stopniu wyższym, niż dotychczas. Książka niniejsza usuwa się od wszelkiej "aktualności". Nie jest jej celem ni budowa mostów do porozumienia ni niecenie nieporozumienia. Chciałem po prostu roztrząsać kwestię żydowską ze stanowiska naukowego, a zdaje mi się, że to jest pierwsza próba tego rodzaju.

W Krakowie, 8.IX.1943

(fragm. książki "Cywilizacja żydowska")

Podziel się i skomentuj