Poniedziałek, 20 maja 2019

Dorosz: Bycie narodowcem oznacza działanie przez całe życie

Opublikowano: 19 października 2017 09:25:29
Podziel się i skomentuj

Rozmawiamy z Tomaszem Doroszem - zastępcą Kierownika Głównego Obozu Narodowo-Radykalnego, sekretarzem Okręgu Szczecin Związku Żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych oraz członkiem Stowarzyszenia Marsz Niepodległości.

Dorosz: Bycie narodowcem oznacza działanie przez całe życie

W zeszłym roku niesławnej pamięci lider KOD, Mateusz Kijowski, w jednym z wywiadów powiedział: "W niewielkim mieście, z którego pochodzi moja żona na 60 tys. mieszkańców jest 2 tys. członków ONR-u!". Nie miałbym nic przeciwko temu, by było to prawda, ale z pewnością to lekka przesada. Jak wygląda aktualna kondycja organizacji i jej rozwój?

- Oczywiście pan Mateusz Kijowski przesadził. Nie wiem co prawda skąd pochodzi żona pana Kijowskiego, ale są regiony kraju, w których mamy bardzo wielu sympatyków. Praca wykonywana przez członków ONR w wielu miejscowościach województwa łódzkiego czy lubelskiego przynosi spore efekty, a w wielu innych miejscowościach to ONR i inne organizacje narodowe są jedynymi, które prowadzą rzeczywistą działalność społeczno-polityczną, co spotyka się bardzo często z wielką sympatią ludzi. Bardzo często zdarza się, że początkowe uprzedzenia do ONR szybko znikają, kiedy ludzie poznają w swojej miejscowości, na uczelni czy też w miejscu pracy narodowca. W ciągu ostatnich kilku lat, głównie w związku z corocznym Marszem Niepodległości czy powstaniem Ruchu Narodowego, ONR bardzo się rozwinął, tak ideowo, organizacyjnie, jak i pod względem liczebności działaczy. Oczywiście ONR na obecną chwilę to nie ruch ani partia polityczna, a raczej organizacja ideowo-wychowawcza, staramy się więc wychowywać kandydatów na dobrych członków ONR. Wśród dzisiejszej młodzieży odrodzenie idei narodowej jest faktem, ale olbrzymim problemem jest słomiany zapał i lenistwo. Wielu ludziom wystarczy PiS u władzy, a wielu z tych, którzy nazywają się narodowcami, łatwiej przychodzi komentowanie wszystkiego przez Facebooka, Twittera czy YouTube, niż realna praca narodowa. Często zdarza się też, że przychodzący do ONR młody człowiek myśli, że Wielka Polska jest już za rogiem, że nasze cele zostaną osiągnięte w kilka miesięcy. Oczywiście tak nie jest, a kiedy staje się dla nich jasne, że być narodowcem oznacza działanie przez całe życie i to bez pewności na to, że cele te uda się osiągnąć, często ochota do działania przechodzi. Staramy się więc stawiać na jakość, a nie na ilość. Co z tego będzie? Jeden Bóg raczy wiedzieć, a zależy to od wielu czynników, w dużej mierze od nas samych. Nikt nie da nam niczego za darmo, a niepodległości i Wielkiej Polski już na pewno.

Zbliża się kolejny Marsz Niepodległości, ale wiele wskazuje na to, że mocną próbą dla tego wydarzenia będzie setna rocznica odzyskania niepodległości i - powiedzmy sobie szczerze - wyzwanie rzucone narodowcom przez prezydenta Dudę. Co ONR, jako współtwórca i współorganizator, odpowie głowie państwa?

- Tutaj objawia się problem tak zwanych elit polityczych III RP. Politycy bardzo obawiają się tego, że Polacy zrozumieją w końcu, że jeśli chcą katolickiej, narodowej, albo po prostu bogatej Polski, w której życie nie byłaby ciągłą walką o przetrwanie, to muszą się zaangażować sami. Stronnictwa polityczne działają w swoim interesie. PiS, pomimo wspaniałych haseł, również. Ludzie niestety taki stan rzeczy akceptują, i zamiast coś robić, wolą tylko komentować działania innych. Bardzo często widzimy to w stosunku do nas. "Kiedy coś zrobicie?". Ja, wszyscy moi koledzy i koleżanki to najzwyklejsi w świecie ludzie, normalni Polacy, którzy zrozumieli, że Wielkiej Polski nie będzie, jeśli sami nie ruszą tyłka z fotela. To politykom bardzo nie w smak. Wszelkiej maści. PiS początkowo bardzo wspierał Marsze Niepodległości, póki brał nas, narodowców, za niegroźną młodzież, która po prostu lubi maszerować z biało-czerwoną flagą. Kiedy okazało się, że przyświeca nam konkretna idea, że chcemy się organizować i walczyć o państwo, bardzo szybko PiS przeniósł się do Krakowa. Podobnie zresztą było z Januszem Korwin-Mikke czy Pawłem Kukizem. Kiedy okazało się, że nie zbiją na tym politycznego kapitału, a poprzez Marsz Niepodległości tysiące młodych ludzi zaczynają działać narodowo, przestali chcieć firmować marsz swoimi twarzami. Mimo to, Marsz Niepodległości rósł z roku na rok. Jestem przekonany, że 11 listopada w tym roku, jak i w roku 2018, w Marszu Niepodległości znów pójdą dziesiątki tysięcy Polaków. To nie jest marsz jednej partii, tylko marsz narodowy. Przedwojenny prezes Stronnictwa Narodowego napisał kiedyś bardzo mądre słowa: "Trzeba raz wreszcie zrozumieć, że program władzy narodowej, to nie jest program prawicy, narodowców, endeków, czy konserwatystów; jest to program narodu polskiego." Wszystkich serdecznie zapraszamy!

Pół roku temu ONR przyjął nową Deklarację Ideową. Jest w niej m.in. takie sformułowanie: "Polska ma do wypełnienia doniosłą misję, która przejawia się przez całe istnienie polskiej państwowości. Polska jest powołana do bycia przewodnikiem odrodzenia cywilizacji łacińskiej w Europie Środkowo-Wschodniej. Żeby to było możliwe, Polska stanie się państwem-przykładem odrodzenia chrześcijańskiego, a następnie wyjdzie z inicjatywą współpracy politycznej, gospodarczej i kulturowej z państwami regionu Adriatyk-Bałtyk-Morze Czarne." Jak rozumiem, to ukłon w stronę idei Międzymorza?

- Uważamy, że po chrześcijańsku, po łacińsku i polsku rozumiany nacjonalizm, może być prawdziwą alternatywą dla obecnych problemów świata i Europy. Narodowców często atakuje się grzechami innych. Pod słówko "nacjonalizm" można wrzucić dosłownie wszystko, od centroprawicowego demokraty, po Józefa Stalina czy Pol Pota. Nasza idea narodowa, nazywana też nacjonalizmem chrześcijańskim, to wspaniała idea, która nigdy nie splamiła się kolaboracją z totalitaryzmami. Treści zawarte chociażby w broszurze Jędrzeja Giertycha pt. "Nacjonalizm chrześcijański" są ponadczasowe i aktualne. Co do polityki zagranicznej, bardzo często określa się narodowców jako zwolenników Rosji. Jest to zupełna nieprawda, a chętnym do zapoznania się z historycznym podejściem narodowców do spraw geopolityki, zachęcam do przeczytania świetnego tekstu doktora Jarosława Tomasiewicza w 17 numerze pisma "Polityka Narodowa", wydawanego przez środowisko Młodzieży Wszechpolskiej. Po tej lekturze łatwiej będzie nam zrozumieć, że narodowcy dostosowują swój program do idei, potrzeb narodu, ale też do realnej sytuacji i wyzwań, które stoją przed Polską. Nie ma dogmatów w gospodarce czy w polityce międzynarodowej. Dzisiaj powszechnie lubimy Węgrów, ale w przeszłości toczyliśmy z nimi wojny. Jedno się nie zmienia, mianowicie nasze położenie pomiędzy Niemcami a Rosją. Stany Zjednoczone nie są tak cudowne, jak to się nam wmawia od 30 lat, a Rosja nie jest złem wcielonym, ale każdy zdrowo myślący Polak wie, że Rosja nigdy nie była, nie jest i nigdy nie będzie nam przyjacielem. Głównie dlatego, że cały świat rozumie, że w polityce zagranicznej przyjaźnie nie występują. Każdy gra na swoje konto. Nie tylko Putin i Merkel, ale Orban i Trump również. Z każdym trzeba prowadzić rozmowy, interesy, handel, kierując się własnymi potrzebami, a nie tylko realizować widzimisię Moskwy, Waszyngtonu, Berlina czy Brukseli. Skoro mogą to robić Węgry, Turcja czy Iran, to my też możemy. Rozważamy każdą ideę, program czy pomysł, który pomógłby nam to urzeczywistnić.

Pozostając przy Deklaracji, podobnie jak w koncepcjach przedwojennych widać w niej hasło powołania Organizacji Politycznej Narodu. Zdecydowanej większości Polaków ten termin zapewne jest obcy...

- Cóż, nie jest to raczej nazwiązanie do Organizacji Politycznej Narodu znanej z programu Ruchu Narodowo-Radykalnego "Falanga", a do koncepcji np. Jana Korolca z Obozu Narodowo-Radykalnego, określanego w tamtym czasie jako "ONR-ABC". Organizacją Polityczną Narodu nazywamy w deklaracji po prostu państwo. Właśnie państwo rozumiemy jako organizację narodu. Jesteśmy wierni pewnemu sloganowi, który znalazł się w tytule jednej z najważniejszych publikacji Romana Dmowskiego, a więc "Kościół, naród i państwo". Bóg, religia i Kościół to duchowe fundamenty narodu i państwa, naród musi się rozwijać, umacniać, budować państwo narodowe, a te ma stać na straży wartości i ludzi. Czy tak jest obecnie? Zdecydowanie nie. To, co nas odróżnia od innych ruchów to na pewno to, że chcemy budowy całkowicie nowego państwa, tak zwanej Wielkiej Polski, a więc po prostu katolickiego, narodowego i silnego Państwa Polskiego, co wiąże się z nową konstytucją, nowym ustrojem państwa, inną ordynacją wyborczą. Na pewno chcemy zwiększenia władzy wykonawczej, zdecydowanego ograniczenia roli partii politycznych i stopniowego zaniku tej szkodliwej instytucji, a także wzmocnienia roli samorządów. Dzielę to na trzy etapy. Po pierwsze musimy się zorganizować. Po drugie zdobyć władzę w kraju. Po trzecie urzeczywistniać nasze cele, a więc zbudować nowe państwo. Pracy przed nami bardzo dużo, tak jak mówiłem wcześniej to na pewno praca na lata, może dziesiątki lat.

Czy ONR będzie brać udział w najbliższych wyborach samorządowych albo nawet parlamentarnych?

- Obóz Narodowo-Radykalny nie jest co prawda partią polityczną, jednakże nie uciekamy od wzięcia na siebie odpowiedzialności. Kiedy ONR współtworzył Ruch Narodowy, uczestniczyliśmy w poprzednich wyborach europarlamentarnych, samorządowych, prezydenckich. Nie ma więc powodów, żeby z tego rezygnować. Do tej pory narodowcy dawali się niestety politycznie wykorzystywać. My od lat działamy oddolnie, społecznie, narodowo, prowadzimy ciągłą działalność u podstaw, pracę organiczną, organizujemy zwykłych ludzi. Inni wykorzystywali to politycznie. Partia rządząca nie głosiłaby tak otwarcie haseł katolickich, narodowych, patriotycznych, gdyby nie my. W polityce, sferze publicznej i mediach nie byłoby tak ważnych i niepoprawnych tematów, gdyby nie my. Rozszerzamy granice każdego dnia. Kiedy przychodzi do fundamentalnych kwestii, ważnych głosowań, PiS często z tych deklarowanych pozycji dezerteruje. Widzimy wiele błędów i szkodliwości obecnego rządu. Od mniej ważnych spraw, jak prawo dotyczące zgromadzeń, po kwestie ponadmilionowej imigracji z Ukrainy, niezrozumiałej uległości wobec rządów Ukrainy czy Litwy, zamiast działania w interesie Polaków na Kresach, po wycofanie się z bezkompromisowej walki o życie nienarodzonych dzieci. Dlatego tak ważny i potrzebny Polsce jest ruch narodowy. Walka o Polskę narodową musi trwać na każdym froncie, także wyborczym. Narodowcy w czasie zaborów byli w parlamencie Rosji, Niemiec i Austrii. Nasza obecność w parlamencie III RP jest nie tylko koniecznością. Jest naszym obowiązkiem. Innej drogi do urzeczywistnienia idei narodowej nie ma.

Dziękuję za rozmowę

Z Tomaszem Doroszem rozmawiał Rafał Skórniewski

Podziel się i skomentuj