Wtorek, 21 maja 2019

Nowy kolonializm na Dalekim Wschodzie

Opublikowano: 5 listopada 2017 10:57:16
Podziel się i skomentuj

Trzy tematy w minionym tygodniu zajmowały analityków — zadłużenie Chin versus imperialne ambicje Kraju Środka, błogostan ignorancji na rynkach oraz budżet Donalda Trumpa.

Chiny zostały zdegradowane w rankingu inwestycyjno-kredytowym agencji Moody po raz pierwszy od 1989 roku (z Aa3 do A1). Powodem jest zdaniem agencji niebezpiecznie wysokie zadłużenie rządu Chin na tle niewydolnego systemu bankowości. Degradacja podkreśla rozbieżności między ambicjami a realiami.

Brahma Chellaney, hinduski geostrateg (obecnie na uniwersytecie w Berlinie), uważa, że imperialne ambicje Chin są za bardzo rozdmuchane. Przypomina, że ambicją prezydenta Xi Jinpinga wyrażoną sloganem „chiński dream” jest uczynienie Chin wiodącą potęgą świata przed 2049 rokiem. Kluczowy jest program inwestycji w zagraniczną infrastrukturę tzw. OBOR („one belt, one road”). Ich celem jest wciągnięcie krajów bliższego i dalszego sąsiedztwa w orbitę Chin. Dwunastokrotnie krotnie większy niż Plan Marshalla dla Europy po II Wojnie Światowej polega m.in. na niskooprocentowanych kredytach dla tych krajów oraz kupowaniu strategicznie ważnych obiektów (jak osławiony port Pireus w Grecji). Jedynym problemem zdaniem Chellaney’a jest to samo, na co zwracają uwagę agencje ratingowe — nadmierne zadłużenie wobec słabości chińskiego systemu bankowości. Chellaney widzi to z perspektywy Hindusa znającego historię swojego kraju. Uważa, że OBOR reprezentuje nową erę kolonializmu, ponieważ jest podobny do East India Company, która poprzez inwestycje na Dalekim Wschodzie utorowała drogę brytyjskiemu kolonializmowi.

Nowy kolonializm na Dalekim Wschodzie

Podobnie uważa Stephen Roach, który pisze, że Chiny przestały się adaptować i zaczynają przymierzać się do prowadzenia globalizacji. A że analizy te są trafne, wskazuje też reakcja krajów sąsiadujących z Chinami, które pomimo tego że Trump wycofał USA z Transpacyficznego Porozumienia, postanowiły porozumienie to sfinalizować. Porozumienie, w którym nie uczestniczą Chiny, ma być przeciwwagą dla chińskiej siły gospodarczej.

Ponadto Chiny mają problemy demograficzne, które także mogą nieco przyhamować imperialne apetyty. Po pierwsze społeczeństwo się starzeje. Po drugie — w percepcji każdego świadomego mieszkańca Ziemi Chiny są najludniejszym krajem świata. Tymczasem może wcale tak nie być. Według Yi Fuxiana, demografa z uniwersytetu Wisconsin-Madison, chińska statystyka podała w ubiegłym roku mylną liczbę 1 miliarda 370 milionów Chińczyków. Pomyłka wynosi zdaniem uczonego około 90 milionów ludzi. Jeśli prawda — najludniejszym krajem świata byłyby Indie. Dodać warto, że w przeciwieństwie do Chin, Indie to społeczeństwo młodych ludzi.

Pomimo niepewności co do przyszłej polityki, a więc i pozycji w świecie Stanów Zjednoczonych, amerykańskie giełdy niestrudzenie idą w górę. Analityków trapi kontradyktoryjność okoliczności w tym roku – z jednej strony jest duża polityczna niepewność, a z drugiej bardzo niska zmienność nastrojów na rynkach (trwająca hossa). Dwóch ekonomistów z uniwersytetu w Chicago uważa, że chaos, który panuje w administracji Donalda Trumpa (szczególnie hałas informacyjny) oraz sprzeczne informacje zredukowały klarowność, a więc skuteczność informacji. Uczestnicy rynku przestali zwracać więc na to uwagę. Autorzy ostrzegają, że taki błogostan niewiedzy nie będzie trwał w nieskończoność.

The Economist przyjrzał się hipotezie efektywnego rynku, która mówi, że wszystkie istotne dla giełdy informacje są odzwierciedlone w cenie akcji. Cenę mogą „poruszyć” przyszłe informacje, te, które nie mogą być znane wcześniej. Dlatego ceny „poruszają się” losowo (random walk). Teoria posłużyła utworzeniu indeksów śledzących sektory i obecnie stanowią one ok. 20 procent wszystkich zarządzanych aktywów. Teoria nie całkiem sprawdza się na rynku walutowym i była wielokrotnie podważana. Robert Schiller z Yale otrzymał Nobla za udowodnienie, że cenę porusza bardziej to, jak wiele inwestycji/gotówki wpływa na rynek. Jedną z kontrhipotez jest też ta, iż rynek jest skutecznie nieskuteczny (efficiently inefficient), czyli że przeciętny uczestnik nie ma szans na pobicie rynku. Ale przy dużym kapitale i sile komputerów można. Jak? Economist teoretyzuje na ten temat tutaj.

Wirtualna waluta bitcoin osiągnęła rekordową wartość. Co więcej, wartość ta skoczyła o ponad 100 proc. w ciągu ostatnich dwóch miesięcy, osiągając 25 maja wartość 2,8 tysiąca dolarów, a na giełdzie w Południowej Korei ponad 4,5 tysiąca dolarów. Cena spadła następnie o 300 dolarów, ale i tak bitcoin jest najwyżej notowany w historii. Są dwie przyczyny tego stanu rzeczy, niezbyt związane z rynkową hossą, a bardziej z tym co hossę napędza, czyli nadwyżkami gotówki, którą inwestorzy chcą gdzieś ulokować. Pierwsza przyczyna wzrostu wartości bitcoin jest wyraźnie widoczna — amerykańska Komisja Papierów Wartościowych obiecała rozważyć ponownie wniosek o dopuszczenie do obrotu ETF bitcoina. Druga przyczyna wzrostu ceny waluty wiąże się z tym, że wartość szanghajskiej giełdy spadła o ponad 10 proc. w tym samym czasie co wzrost bitcoin. Jak tweetował Jeff Gundlach, jeden z bardziej szanowanych inwestorów w USA, wskazywałoby to, że bogaci Chińczycy lokują więcej kapitału w wirtualnych walutach niż w Szanghaju. Stąd także skok w Południowej Korei.

Wszystko, co warto wiedzieć o przedstawionym przez Biały Dom projekcie budżetu USA na lata 2017-2027, to opinia Larry’ego Summersa, który określił plan jako żenujący. Dlaczego? Jest on obciążony błędem logicznym, który zdaniem Summersa zdyskwalifikowałby nawet studenta wstępu do ekonomii. Wartość tego błędu wynosi 2 bln dolarów. Budżet zakłada 3-proc. wzrost ekonomiczny dzięki wprowadzonej przez obecną administrację USA polityce gospodarczej, głównie cięciom podatkowym. Summers pisze, że jest to w porządku dopóty, dopóki wierzy się w bajkową wersję podaży w gospodarce. Poważniejszy jednak problem, ten dyskwalifikujący, polega na podwójnym policzeniu w budżecie efektu redukcji podatków. Summers porównuje to do sytuacji, kiedy kupuje się firmę i liczy się na zyski, które przyniesie, ale nie bierze się pod uwagę kosztów zakupu tej firmy. Summers podsumowuje, że twierdzenia ministrów i doradców Trumpa dotyczące gospodarki reprezentują najniższy jak dotąd standard kompetencji i uczciwości.

Ponadto choć budżet jest „okrutny”, bo zabiera pieniądze na opiekę głównie medyczną dzieciom, biednym i starszym, faktycznie niewiele zmniejsza deficyt budżetu państwa. Taką analizę z kolei przedstawił Chris Edwards, dyrektor Studiów Polityki Podatkowej i edytor strony DownsizingGovernment.org. Przypomina on, że w 2007 roku budżet federalny wynosił 2,8 bln dolarów, w 2016 roku 3,85 bln dolarów, co jest wzrostem o 37,5 proc. Wydatki rządu podwoiły w tym czasie zadłużenie z 10 do 20 bln dolarów. Zdaniem Edwardsa to była okrutna i bezduszna polityka, ponieważ obciążyła wysokimi kosztami młodych Amerykanów.

Na koniec – dwóch amerykańskich biznesmenów robi duże pieniądze. Pierwszy w dyskusyjny sposób. Carl Icahn, miliarder, który aktywnie popiera jako doradca Donalda Trumpa, doradzał przezydentowi zniesienie regulacji ochrony środowiska, które krępują przemysł wydobycia i przetwórstwa ropy naftowej. Icahn zrobił majątek w tym przemyśle i wciąż posiada rafinerię CVR Energy Inc. Trump posłuchał rady, wydał rozporządzenie wycofania regulacji i rafineria Icahna zaoszczędziła 60 mln dolarów tylko w I kwartale tego roku.

Drugi biznesmen robi pieniądze w sposób godny pozazdroszczenia — niezależnie i dzięki własnej inteligencji. John McAfee, jeden z tytanów rynku IT, który zbudował pierwsze systemy antywirusowe (pod swoim nazwiskiem), właśnie zarabia krocie na zwyżce wartości bitcoin. Zainwestował bowiem (i nadal inwestuje) w komputery „emitujące” walutę, zmierzając do generowania 225 bitcoinów na miesiąc przy obecnym poziomie 100 monet. To inwestycja w biznes, który nie jest anachroniczny jak nafta, tylko przyszłościowy. Jak bardzo niezależnie i bez układów politycznych dokonał tego McAfee, wskazuje fakt, że mieszka częściej w dżungli w Belize niż pod swoim oficjalnym adresem w USA.

Anna Wielopolska - korespondentka Obserwatora Finansowego w USA

licencja Obserwator Finansowy

Podziel się i skomentuj