Piątek, 26 kwietnia 2019

Niemieccy dziennikarze będą bronić wolności słowa ... w Polsce. "W moim kraju doświadczyliśmy już tego w latach 30-tych"

Opublikowano: 7 listopada 2017 06:32:29
Podziel się i skomentuj

Niemiecki Związek Dziennikarzy (Deutscher Journalisten-Verband, DJV) podczas swojego zjazdu w Würzburgu przyjął rezolucję w sprawie wolności prasy w krajach Europy Wschodniej. Szczególną troską wykazuje się w sprawie Polski.

Niemieccy dziennikarze będą bronić wolności słowa ... w Polsce. "W moim kraju doświadczyliśmy już tego w latach 30-tych"
Joseph Goebbels - minister propagandy i oświecenia publicznego w III Rzeszy

DVJ wzywa UE i zainteresowane rządy do aktywnego egzekwowania wolności mediów. Przewodniczący Związku, Frank Überall, powiedział, że w Polsce nadawcy publiczni zostali zamienieni na państwowych. Dziennikarze krytyczni wobec władzy mają trudności trudności i są uciszani. Węgry, Bułgaria, Rumunia, Macedonia i Turcja również są krytykowane w rezolucji DJV.

- Jesteśmy zaniepokojeni stanem wolności prasy, wolności wyrażania opinii w krajach Europy Środkowej i Wschodniej. Ważne jest dla nas wskazanie na te sprawy. Prosimy Komisję Europejską, aby akurat w przypadku państw aspirujących do UE, a także tych, które są już krajami członkowskimi, wyraźnie podkreślała konieczność przestrzegania tego prawa podstawowego. Chodzi o to, aby uczynić te kwestie przedmiotem wszelkich negocjacji politycznych i nie przymykać na nie oka z powodów ekonomicznych lub innych - mówi Überall w wywiadzie udzielonym "Deutsche Welle". - Ale przecież Unia Europejska jest wspólnotą wartości. Składają się na nie też prawa człowieka. To, że te prawa podstawowe są deptane, że dziennikarki i dziennikarze nie mogą niezależnie pracować, że się je/ich zwalnia z pracy, niszczy materialną sferę egzystencji - to rzeczywiście jest coś zupełnie nowego. Nie możemy nie reagować na to, co dzieje oficjalnie ze strony rządu.

Überall jest również oburzony wydanym przedsiębiorstwom państwowym zakazem umieszczania w mediach publicznych ogłoszeń i reklam.

- To są ograniczenia antydemokratyczne. Znałem takie odgórne dyrektywy dotychczas tylko z Turcji. To, że dzieje się to też w Polsce, że używa się kwestii zamieszczania reklam jako politycznego instrumentu, jest poważnym problemem w tworzeniu opinii publicznej - mówi. - Efektem tego jest umacnianie się pewnych struktur i to już zmierza w kierunku dyktatury. Jestem Niemcem. W latach 30-tych XX wieku doświadczyliśmy tego. Uważam, że nie wolno dopuścić, aby powtórzyło się to gdziekolwiek na świecie, a na pewno nie w takiej wspólnocie wartości jaką jest Unia Europejska.

Źródło: Deutsche Welle
Podziel się i skomentuj