Środa, 11 grudnia 2019

Robert F. Barkowski – „Poczet władców słowiańskich 631-1168” – recenzja

Opublikowano: 7 listopada 2017 04:54:07
Podziel się i skomentuj

Wydaje się, że początki Słowiańszczyzny są dziś bardziej zmistyfikowane, niż jeszcze ćwierć wieku temu, a „turbosłowianie” atakują nas ze wszystkich stron. Jak na tym tle prezentuje się książka Roberta F. Barkowskiego?

Dzieje Słowian połabskich od lat budzą zainteresowanie badaczy. W języku polskim ukazało się jak dotąd kilka monografii poświęconych tym plemionom zachodniosłowiańskim, zamieszkującym tereny na zachód od Odry. Do najważniejszych należy zaliczyć wiekową już pracę Kazimierza Wachowskiego „Słowiańszczyzna Zachodnia” oraz kilka tomów z dorobku Jerzego Strzelczyka, ze szczególnym uwzględnieniem „Słowian Połabskich”, wydanych w 2013 r. Kilka pozycji, poświęconych temu zagadnieniu przygotował także Robert F. Barkowski, pisarz i autor książek historycznych.

Robert F. Barkowski – „Poczet władców słowiańskich 631-1168” – recenzja

Najnowsza pozycja w dorobku tego autora, będąca zakończeniem czterotomowego cyklu o Słowiańszczyźnie połabskiej, nie od razu zdradza swoją prawdziwą tematykę. Podany bowiem na okładce tytuł – „Poczet władców słowiańskich 631-1168” – wydaje się być co najmniej nieprecyzyjny. Można by bowiem sądzić, że chodzi tutaj o władców wszystkich krajów słowiańskich. Dopiero na drugiej stronie spostrzeżemy podtytuł, określający dokładnie tematykę i zakres terytorialny rozważań Barkowskiego. Jest on krótki i jednoznaczny – „Połabie”. Szkoda, że wydawca nie uznał za stosowane zamieścić go bezpośrednio na okładce.

Pisarz sam określa książkę jako popularnonaukową. We wstępie do właściwego tekstu przedstawia jednak swoje kompetencje, pozwalające na podjęcie studiów na wybrane zagadnienie, wspominając m.in. o znajomości języka niemieckiego, staroniemieckiego i łaciny (s. 13). To godny uznania ukłon w stronę czytelnika, wpływający pozytywnie na ocenę rzetelności pracy autora „Pocztu...”.

Publikacja jest w całości poświęcona historii politycznej Połabia, co również zostało jasno wyrażone na jej kartach (np. s. 13, 19). Brak tu zatem wątków ekonomicznych i społecznych, a religijne pojawiają się jedynie wówczas, gdy wprost zazębiają się z działaniami politycznymi władców połabskich. Autor odżegnuje się w związku z tak określonym polem badań od dorobku archeologii, stwierdzając że:

- sztuczne ustalenia «kultur archeologicznych» nie mają w tym kontekście [politycznym – M.O.] żadnego tematycznego zastosowania i nie będą dalej przywoływane” (s. 19).

Treść została ona rozbita na siedem zasadniczych rozdziałów, poświęconych kolejnym dynastiom panującym nad plemionami Słowian połabskich. Dwa pierwsze poświęcone zostały panującym nad Serbołużyczanami i Wieletami, kolejne cztery – władcom Obodrytów (dynastie: Wicanów, Nakonidów, wagryjska i Niklotów), natomiast ostatni rozdział traktuje o tych pięciu władcach, których w toku narracji nie udało się przyporządkować do konkretnej dynastii. Taki układ jest przejrzysty i umożliwia łatwą orientację w treści publikacji.

Pod względem merytorycznym autorowi zdarzają się drobne potknięcia. Nie zaliczę do nich przyjmowanie za jedyną właściwą tzw. teorii autochtonicznej o pochodzeniu Słowian (s. 18, także przyp. 2), gdyż jest to jedna z dwóch koncepcji podnoszonych w literaturze przedmiotu. Jednak używanie wobec państwa Mieszka I określenia „państwo narodowe” zdaje się już być sporym nadużyciem (s. 25). Pewna omyłka pojawia się przy okazji obliczania lat panowania Drogowita (władcy Wieletów). Autor podał przy tej okazji, że między rokiem 738, a 789 upłynęło sześćdziesiąt jeden, podczas gdy w rzeczywistości różnica wynosi pięćdziesiąt jeden lat. W ten sposób życie rzeczonego Drogowita zostało wydłużone o dziesięć wiosen. Nie jest to zwykły chochlik edytorski, gdyż Barkowski stwierdza, że Drogowit opuścił ziemski padół w „sędziwym wieku osiemdziesięciu lat” (s. 52). Co ciekawe – w późniejszej części książki, omawiając losy syna Drogowita – Liuba, podaje już wiek właściwy (wynoszący ok. siedemdziesiąt lat).

Pewnych nieścisłości możemy się także dopatrzyć przy okazji omawiania teoretycznego pochodzenia Dobromira – teścia Bolesława Chrobrego. Autor słusznie zauważa, że być może pochodził on z księstwa stodorańskiego, jednak niemal zupełnie przemilcza pozostałe koncepcje, wypracowane przez naukę na ten temat. Na pewno znana jest autorowi pocztu teoria Henryka Łowmiańskiego, który wywodził Dobromira z Małopolski, gdyż wielokrotnie powołuje się na dzieło tego historyka. Nie zna jednak poglądu Tadeusza Wasilewskiego, który tereny ojczyste teścia Chrobrego widział w pograniczu czesko-małopolskim. Autor „Pocztu...” nie wspomniał również o możliwym pochodzeniu Dobromira z kraju Milczan. Szkoda, że Barkowski nie podjął się rozprawienia z tymi teoriami, z góry przyjmując za słuszną jedną z nich.

W tekście pojawiają się także drobne błędy edytorskie. Przykład taki znajdziemy na stronie 110, kiedy to opisywany jest Sławomir. Miał on „potwierdzić ze swej strony sojusz z Frankami i wynikającą z tego gotowość do działań zbrojnych przeciwko frankijskim wrogom”. Nie chodzi w tym zdaniu zapewne o wrogów „frankijskich”, a o duńskich, z rąk których zginął brat Sławomira – Godelaib. Innym miejscem, w którym natkniemy się na takie chochliki jest biogram Mścisława, syna Mściwoja (s. 142), który ciągle nazywany jest synem Mścisława.

Książka jednak, nie licząc kilku wspomnianych niedociągnięć, jest interesująca. Autor swobodnie porusza się w materiale źródłowym i opracowaniach poprzedników, przybliżając czytelnikowi mniej lub bardziej znane postacie władców Słowiańszczyzny połabskiej. Na dużą pochwałę zasługuje fakt zestawienia bibliografii. Można w niej odnaleźć najważniejsze polskie i niemieckie opracowania poświęcone Słowianom połabskim. Wypada przyznać, że autor w pełni wywiązał się ze swoich założeń. Przystępnie przybliżył czytelnikom dzieje polityczne najbardziej wysuniętych na zachód plemion słowiańskich.

Ostatnie słowo poświęcę natomiast kwestiom technicznym. Książka wydana jest profesjonalnie, a obcowanie z nią przyniesie też przyjemność dla oka. Widoczny na okładce fragment witraża z kościoła św. Anny w Schwerinie, przedstawiający księcia Gotszalka (który jako jedyny władca Słowiańszczyzny połabskiej został uznany za świętego), bez wątpienia zachęca do sięgnięcia po tę ciekawą lekturę. Polecam!

Mateusz Okoński

Wolna licencja – ten materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska<

Podziel się i skomentuj